Kolejny raz miarka się przebrała. Dyrektor Centrum Kultury, Sportu i Wypoczynku nie pomaga nam, a w wielu sytuacjach szkodzi – mówią członkowie Regionalnego Zespołu Pieśni i Tańca Bestwina.
Ostatnio zespół został zaproszony przez zaprzyjaźnioną grupę do Austrii. Mieszkańcy kraju nad Dunajem koncertowali podczas jednego z ostatnich Tygodni Kultury Beskidzkiej. Jedli i żywili się u członków zespołu Bestwina, stąd zaproszenie do rewizyty.
- Sami zorganizowaliśmy sobie wyjazd. Dyrektor przyszedł do nas i powiedział, że załatwi tańsze autokar i tłumacza. Po przejechaniu granicy z Czechami daliśmy tłumaczowi, zorganizowanemu przez dyrektora centrum, tekst do przetłumaczenia o zespole. Powiedział, że nie zna języka niemieckiego tylko angielski. Jedziemy na 35-lecie klubu połączone z dniami polskimi, a tymczasem na granicy okazuje się, że nie mamy tłumacza. Na uroczystościach reprezentowaliśmy nie tylko naszą gminę, ale całą Polskę. Nieśliśmy flagę tego kraju. Stanęliśmy jak wryci. W zespole mamy 12-letniego chłopaka, który na własną rękę uczy się niemieckiego. Starał się jak mógł, aby tłumaczyć – żali się Andrzej Maroszek, prezes zespołu.
Bestwina istnieje od 32 lat. Z roku na rok rozrasta się. Dzisiaj liczy 36 członków, z których najmłodszy ma 10 lat, najstarszy ponad 70. Od wielu lat jest wizytówką gminy. Zdobywa nagrody na festiwalach, ostatnio w Chorzowie i Brennej. Podlega Centrum Kultury, kierowanemu przez Janusza Mariusza Kaczyńskiego. Członkowie zespołu zamierzają spisać zarzuty przeciwko niemu, a pismo przekazać przewodniczącemu Rady Gminy w Bestwinie. Później sprawa zapewne trafi do Komisji Rewizyjnej przy Radzie Gminy i będzie omawiana podczas wrześniowej sesji. Mają nadzieję, że tym razem ich pismo odniesie zamierzony skutek. Na koncie mają już jeden list. Przed laty zarzucali dyrektorowi, że niewłaściwie przygotował się do jubileuszu 30-lecia zespołu. Poszło m.in. o jubileuszowy folder, który został wydany w ostatniej chwili i tylko dzięki staraniom ludzi z zespołu. Mają mu także za złe, że doprowadził do zaprzestania wystawiania “Wesela bestwińskie” opracowanego przez Walerię Owczarz.
- Mieliśmy przedstawienie w Bestwince. Dyrektor obliczył koszty, które poniósł z tego tytułu. Wyszło na to, że dostaliśmy 25 groszy za osobę. To była świetna, oparta na faktach sztuka – zaznacza Maroszek.
Narzekają także, że dyrektor jest mało komunikatywny, a od czasu wyjazdu do Austrii w ogóle ich unika. O jego planach w stosunku do zespołu często dowiadują się w ostatniej chwili. Nie mogą pogodzić się, że mają skromne warunki do ćwiczeń. Mówią, że sala o wymiarach 6 na 8 metrów to stanowczo za mało.
Odwiedziliśmy Centrum Kultury w Bestwinie. Usłyszeliśmy, że dyrektor do końca miesiąca przebywa na urlopie i nie można się z nim w żaden sposób skontaktować. Zadzwoniliśmy na informację telefoniczną. Jego numer jest zastrzeżony. Nie udało nam się także porozmawiać z wójtem Bestwiny i przewodniczącym Rady Gminy. Z kolei zastępca wójta Anatol Fargua nie chciał komentować zamieszania wokół dyrektora Kaczyńskiego, bo w gminie zajmuje się innymi sprawami.
Autor artykułu: TOMASZ WOLFF