Od czterech lat mamy nowy podział administracyjny województw. Telekomunikacja Polska SA do tej pory nie zauważyła go i strefy numeracyjne nadal odpowiadają dawnym województwom. Powoduje to wiele kłopotów, nie mówiąc o kosztach. Mieszkaniec regionu częstochowskiego, dzwoniący w jakiejś sprawie do Urzędu Wojewódzkiego lub Marszałkowskiego w Katowicach płaci więcej niż mieszkaniec Sosnowca czy Gliwic. To po prostu niesprawiedliwe. Ale to nie jedyny problem.
- Od dawna staramy się o zmianę strefy numeracyjnej – mówi Jan Kus, starosta oleski. – Od reformy administracyjnej znajdujemy się w województwie opolskim, a tymczasem do Opola dzwonimy za pośrednictwem numeru kierunkowego. Do Częstochowy, czyli sąsiedniego województwa, bez kierunku. Co więcej, jedna z gmin powiatu, Zębowice, znajdowała się w byłym opolskim i do niej także musimy dzwonić przez 0-77. Interweniowali w tej sprawie nasi posłowie i wojewoda, ale bez skutku.
W podobnej sytuacji znajdują się miejscowości byłego województwa częstochowskiego, które trafiły do łódzkiego. – Dla mieszkańców to na pewno jest problem – mówi Krystyna Wójcik, wójt Gidel. – My w urzędzie poradziliśmy sobie w ten sposób, że mamy jeden numer podłączony do centrali w Radomsku i w ten sposób nie musimy dzwonić przez międzymiastową. Inni nie mają jednak tej możliwości. Nie wiem, jakie jest zdanie większości mieszkańców, ale w najbliższym czasie postaram się rozeznać w sytuacji, żeby mieć pewność, że większość mieszkańców chciałaby telefonów radomskich. Część naszych przedsiębiorców zaopatruje się w Częstochowie, więc być może oni woleliby telefony częstochowskie.
W Gidlach istnieje swoisty dualizm telekomunikacyjny. Mieszkańcy mają częstochowskie telefony, ale telefony alarmowe podłączone są do centrali w Radomsku, więc dzwoniąc na 999 łączą się z Radomskiem.
Kłopoty z telefonami alarmowymi ma natomiast jurajski GOPR. – Sytuacja jest chora – uważa Piotr Van der Coghen, naczelnik grupy jurajskiej GOPR, znajdującej się w Podlesicach koło Kroczyc w byłym województwie częstochowskim (obecnie powiat zawierciański). – Muszę dzwonić do stolicy powiatu, czyli do Zawiercia, przez kierunek. To jednak nic w porównaniu z tym, że na nasz numer alarmowy 985 prawie w ogóle nie można się dodzwonić. Nie mogą tego zrobić ani mieszkańcy Częstochowy. gdzie jest kierunek 0-34, ani Ogrodzieńca, gdzie jest 0-32. Dopiero od pół roku, po ciężkich trudach, udało nam się załatwić, że można się na ten numer dodzwonić z powiatu zawierciańskiego. Tymczasem operatorzy telefonów komórkowych poradzili sobie z tym problemem bez zwłoki i na nasz telefon alarmowy można dodzwonić się z komórki na terenie całej Jury bez żadnych prefiksów.
Chcieliśmy wyjaśnić, dlaczego TP SA utrzymuje ten bałagan telefoniczny, jednak Janusz Jasiona, kierujący częstochowskim obszarem TP SA odmówił jakichkolwiek wyjaśnień, odsyłając nas do rzecznika firmy w Katowicach. Nieoficjalnie powiedział tylko, że zmiany są niemożliwe ze względu na uzgodnienia… międzynarodowe (?). Zbigniew Drohobycki, rzecznik katowickiej TP SA, nie chciał pofatygować się do Częstochowy, ponieważ, jak stwierdził, w tej samej sprawie umówił się w Bielsku. Istotnie, umówił się, ale nie dojechał. – Zapewniam jednak, że nawet jeżeli na terenie powiatu mamy dwie strefy numeracyjne, to i tak koszty połączenia naliczane są jak połączenia lokalne – stwierdził Drohobycki. – Abonent musi wykręcić numer kierunkowy, ale płaci, jak w tej samej strefie.
Rzecznik nie dodał, że dzieje się tak pod warunkiem korzystania z łącz międzymiastowych TP SA za pośrednictwem prefiksu 1033. Tymczasem według tych samych granic działają konkurencyjne firmy telekomunikacyjne. TP SA nadal jest monopolistą i prawie nikt nie ma co do tego wątpliwości. Najlepszy dowód, że właśnie Urząd Regulacji Telekomunikacji nałożył na TP SA dwie kary o łącznej wartości 350 mln zł za stosowanie praktyk monopolistycznych.
Drohobycki nie chciał jednak o tym rozmawiać i odesłał nas do… Ministerstwa Infrastruktury, które przyznaje koncesje na działalność telekomunikacyjną zgodnie ze starym podziałem stref numeracyjnych. Tyle że w częstochowskiej strefie nie działa żadna konkurencyjna firma i TP SA jest stuprocentowym monopolistą w dziedzinie telefonii stacjonarnej.
Nie do końca, rzecz jasna, czujemy się usatysfakcjonowani wypowiedziami przedstawiciela TP SA. Co o tym sądzą nasi Czytelnicy? Piszcie i dzwońcie do nas, wydrukujemy wszystkie wypowiedzi, nawet najbardziej drastyczne. Żądamy bowiem zniesienia stref numerycznych w całym województwie śląskim. Bije nas to po kieszeniach boleśnie i równo, bo cały region podzielony jest jak tort na trzy strefy (0-32, 0-33, 0-43), a TP SA bez żadnego racjonalnego uzasadnienia zarabia w ten sposób ciężkie pieniądze. I mało nas obchodzi, kto jest temu winien, ministerstwo czy operator, bo płacimy tak czy owak. Od czterech lat, mimo obietnic, łączność i telekomunikacja nie chcą dostosować stref numerycznych do nowego podziału administracyjnego kraju. Gadanie, że przyjdzie Unia i wyrówna albo że to jakieś tajemne ustalenia międzynarodowe zasługuje jedynie na śmiech. Piszcie do nas i żądajcie zniesienia trzech stref numerycznych w województwie śląskim. Wkrótce wydrukujemy w ,DZ” specjalne kupony, które będziemy zbierać i wysyłać do centrali TP SA. Nie damy się dłużej robić na szaro!
Jacek Kasprzyk, poseł:
- Już dawno należało ujednolicić kwestie telefonów wewnątrz województwa śląskiego. To logiczne i mówiliśmy o tym w czasie obrad Sejmiku Wojewódzkiego i w Sejmie. Telekomunikacja zasłania się przeszkodami technicznymi, ale takie przeszkody należałoby po prostu usunąć. Szkopuł w tym, że TP SA nie interesuje się problemem ze względów ekonomicznych. Po prostu bardziej się jej opłaca, żeby były trzy strefy w województwie niż jedna. A płacą za te połączenia mieszkańcy województwa śląskiego.
Autor artykułu: TOMASZ ZABOROWICZ