Adam Wesołowski jest krakowskim taksówkarzem. W Polsce auta drogie, więc pojechał poszukać czegoś tańszego do Francji. W Paryżu trafiła się okazja. Kupił 6-letniego peugeota. Teraz stoi z lawetą między tirami w Kocobędzu – po czeskiej stronie przejścia w Cieszynie. Przyjechał we wtorek o 22.00. Teraz jest 11.00 w środę. – Chyba jeszcze ze trzy godziny postoję – zastanawia się pan Adam, nalewając sobie z termosu gorącej kawy.
Kolejka przed przejściem w Kocobędzu ma kilka kilometrów. Zaczyna się za Karwiną. Policja kieruje ruchem, wydaje bloczki i przepuszcza kierowców do ogonka. Między tirami stoją osobowe volkswageny, fordy, stare beemki. Większość samochodów jest na niemieckich blachach i ma co najmniej 5 lat. Importerzy chcą je przywieźć do kraju jak najszybciej, bo chodzą pogłoski, że rząd zamierza podnieść akcyzę na samochody starsze niż 4 lata. Na granicy zachodniej spowodowało to panikę. Tamtejsze przejścia ledwo nadążają z odprawami. W Kocobędzu, wbrew wcześniejszym obawom, jest w miarę spokojnie. Ale tylu importerów używanych samochodów, co teraz, dawno już tutaj nie widziano. – Czas oczekiwania wynosi 13 godzin. Od poniedziałku przejście pokonuje około 100 importowanych samochodów na dobę. Dominują auta starsze niż 4-letnie, ale bardzo dużo jest 10-latków i jeszcze starszych – wyjaśnia Elżbieta Gowin, rzecznik Urzędu Celnego w Cieszynie.
Dlaczego importerzy znowu zaczęli wozić stare samochody? – Bo tylko takie i w dodatku diesle ludzie teraz kupują – wyjaśnia Wojtek, handlarz Kędzierzyna Koźla. – Na golfie II z 1991 roku można zarobić 3 tys. zł. Problemem jest tylko załatwienie wszystkich formalności. Jak się ma znajomości u celników, to trwa to pięć godzin, a jak się ich nie ma, to nawet dwa tygodnie.
Elżbieta Gowin potwierdza, że czas odprawy używanych samochodów w wewnętrznych placówkach w Bielsku, Chałupkach i Skoczowie ostatnio znacznie się wydłużył. – Jeżeli importer złoży papiery dzisiaj, to auto odbierze po 10 marca – tłumaczy rzecznik. – Dziennie do odprawy przyjmujemy 100 samochodów. Musieliśmy wzmocnić obsadę posterunków celnych, bo nam też zależy, żeby jak najszybciej odprawić importowane auta.
Kierowcy, którzy nie wjechali jeszcze do Polski, liczą, że zdążą odprawić samochody nim podrożeje akcyza. Kiedy i czy w ogóle do tego dojdzie, tego nie wie nikt. Importerzy wolą jednak dmuchać na zimne i cierpliwie czekają w długim ogonku. Nerwowości nie widać. Kierowcy nie mają nawet szczególnych pretensji do rządu. – Przyzwyczailiśmy się już, że ciągle chce nas ktoś wykiwać – tłumaczy Wojtek.
Importerów zdenerwować można tylko w jeden sposób. Mówiąc, że wiozą graty. – Nie jestem zwolennikiem samochodów powyżej 10 lat. Ale 7-letnie auta są jeszcze w pełni sprawne – przekonuje Wesołowski. Stanisław Pachuta spod Zebrzydowic, który w ciągu pięciu lat sprowadził do Polski 20 samochodów, a teraz wiezie golfa II, mówi, że 12-letni volkswagen przebije dwa nasze polonezy. – Trzeba tylko dobrze szukać. Niemcy, widząc zainteresowanie starymi samochodami, podbijają ceny. Golf II kosztuje już nawet 2000 euro. Kupiłem auto uszkodzone, lekko klepnięte w drzwi, więc taniej – tłumaczy Pachuta. Od długiej kolejki bardziej denerwuje go bałagan po czeskiej stronie przejścia. – Ani sklepiku, ani toalety. Jeżeli człowiek sam się nie zabezpieczy, to koniec – rzuca pan Stanisław i pospiesznie wsiada do golfa, żeby przejechać kilka metrów w kolejce.
Autor artykułu: WOJCIECH TRZCIONKA