Archive for January, 2002

Całe życie piłem

Thursday, January 31st, 2002

Zaczynali w sierpniu 1991 roku. Na pierwsze spotkanie Klubu Abstynentów “Piątka” przyszły trzy osoby. Siedziały na skrzynkach po owocach. Siedziba stowarzyszenia przy Damrota 19 świeciła jeszcze wtedy pustkami. Uroczyste otwarcie i poświęcenie klubu nastąpiło 8 lutego 1992 roku. Przez 10 lat jego istnienia przewinęło się tu mnóstwo osób.

Jednym udało się wytrwać w trzeźwości, innym nie. Dziś społeczność “Piątki” liczy 62 członków. Na spotkania przychodzą nie tylko alkoholicy. Anna Stolarek bardzo chciała pomóc swojemu mężowi, który pił przez 30 lat.

- Sama nie umiałam mu pomóc, ale też wstydziłam się poprosić o to obce osoby. Choroba alkoholowa męża była tak zaawansowana, że żadne środki farmakologiczne już nie działały. Życie całej naszej rodziny stało się dramatem. Za namową księdza Bronisława Gawrona, który cały czas pomaga naszemu klubowi, w 1996 roku trafiłam do “Piątki”. Byłam pełna nadziei, że przyciągnę tu męża i do końca wierzyłam, że przestanie pić. Niestety. Jego psychika nie wytrzymała. Popełnił samobójstwo – opowiada swoją dramatyczną historię pani Ania. – Nie poradziłabym sobie, gdyby nie przyjaciele z “Piątki”. Dzięki nim przestałam się obwiniać i zrozumiałam, że mąż mimo wszystko mnie kochał.

Zastępca prezesa Klubu Abstynenta Jacek Śliwakowski od dwóch lat nie wziął do ust ani grama alkoholu. Wcześniej pił przez 30.

- Zawsze musi być jakaś iskierka, bodziec, motywacja do zmiany życia. W moim przypadku były to narodziny syna. Wówczas zdecydowałem się na leczenie na oddziale odwykowym szpitala w Lublińcu. Po leczeniu, by wytrwać w trzeźwości przyszedłem do klubu abstynenta – opowiada pan Jacek, emerytowany górnik. – Już samo wejście do klubu za każdym razem uświadamia mi, że jestem alkoholikiem. A najważniejsze, żebym o tym nie zapomniał.

Członkowie promują życie w trzeźwości, jeżdżą na wycieczki, biorą udział w zawodach sportowych. Zajęcia w klubie pomagają im wrócić do normalnego życia. Wypełniają pustkę, którą pozostawił po sobie alkohol. Niektórzy, jak Sylwester Orłowski piszą nawet wiersze.

- Nawet nie wiem dokładnie, ile czasu piłem, 20, może 25 lat… Teraz wydaje mi się, że całe życie piłem. Jak pierwszy raz tu przyszedłem, dwa i pół roku temu, to strasznie się bałem. Nawet jak mnie zapytali, czy palę, to przestraszony powiedziałem, że nie, choć paliłem. Ale wtedy właśnie rzuciłem papierosy – opowiada pan Sylwester, kierowca. – Opamiętanie przyszło, gdy w gospodzie sięgnąłem po kufel ze zlewkami. Nie miałem pieniędzy, a tak bardzo chciało mi się pić. Wtedy coś pękło i z dnia na dzień rzuciłem alkohol – mówi.

- Nikt nie potrafi rozpoznać tej granicy dzielącej picie okazyjne od alkoholizmu. A gdy już się ją przekroczy, to nie ma powrotu. Wówczas jedyny sposób na życie to abstynencja. Przestać pić można tylko z dnia na dzień, nie ma innego sposobu. Nie można stopniowo, bo znowu wpadnie się w ciąg – mówi pan Jacek. W sobotę klub obchodzi 10-lecie istnienia. Uroczystości rozpoczną się mszą świętą w Bazylice o godz. 16.30. Swoją obecność zapowiedział już abp Damian Zimoń.

Autor artykułu: KATARZYNA MAJSTEREK

“Kruszce” po raz drugi

Thursday, January 31st, 2002

Izba Przemysłowo-Handlowa w Tarnowskich Górach po raz drugi przyznawać będzie “Kruszce biznesu” – nagrody, którymi honorowane są najlepsze przedsiębiorstwa w regionie. Termin zgłaszania kandydatur mija 8 lutego.

Nagrody przyznawane są raz do roku, w pięciu kategoriach: firm zatrudniających do pięciu pracowników, firm zatrudniających od sześciu do 20 osób, od 21 do 50, od 50 do 250 i przedsiębiorstw zatrudniających więcej niż 250 osób.

- O tym, która z firm je dostanie, decyduje niezależna kapituła składająca się z naukowców śląskich uczelni, której przewodzi profesor Marian Dobrzyński z Uniwersytetu Warszawskiego – mówi Klaudiusz Siwiec, prezes tarnogórskiej IPH.

W ubiegłym roku “Kruszce” otrzymali: spółka “Reha San Repty”, “Foto-Melcer”, ZOD “Eltar” Walenty Mietła, ZWUG “INTERGAZ” sp. z o.o. oraz Zakłady Uboju i Przetwórstwa Mięsa “HAM.” S.j. Cichoń i wspólnicy. Tegoroczna gala będzie mała miejsce 31 sierpnia.

Autor artykułu: (ks)

Pomoc na czas

Thursday, January 31st, 2002

Bytomscy radni zmienili wczoraj statut Zakładu Lecznictwa Ambulatoryjnego. To pierwszy krok do utworzenia w Bytomiu Ośrodka Wczesnej Interwencji. Ośrodek zapewniać ma dzieciom kompleksową rehabilitację. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planami, mieścić się on będzie w budynku przy ul. Parkowej 1, gdzie dzisiaj działa dziecięca poradnia rehabilitacyjna.

- Chcemy zapewnić jak najlepszą opiekę medyczną dzieciom, zagrożonym nieprawidłowym rozwojem psychoruchowym i schorzeniami neurologicznymi. Często zdarza się, że takie dzieci przychody na świat po skomplikowanym porodzie – wyjaśnia Krystyna Banasiak, wicedyrektor ZLA. Ośrodek przeznaczony ma być dla dzieci do lat siedmiu. Z małymi pacjentami pracować będzie zespół specjalistów i terapeutów. Będą to m.in. psycholodzy, logopedzi i fizjoterapeuci. Na pomoc oraz wsparcie będą mogli liczyć również rodzice chorych dzieci.

Pomysł zorganizowania takiego ośrodka zyskał aprobatę rady społecznej ZLA. Śląska Regionalna Kasy Chorych zgodziła się już na finansowanie leczenia pacjentów w ośrodku.

- Teraz wszystko zależy od tego, kiedy rozpocznie się i ile potrwa remont pomieszczeń przy ulicy Parkowej, gdzie znajduje się poradnia rehabilitacyjna. A są one, niestety, w opłakanym stanie. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planami, ośrodek będzie mógł zacząć działać za kilka miesięcy – powiedział wczoraj ,DZ” Jan Nit, dyrektor ZLA. Żeby móc korzystać z pomocy lekarzy pracujących w ośrodku potrzebne będzie skierowanie. ZLA szacuje, że kontrakt z kasą chorych umożliwi około 1800 wizyt rocznie.

Autor artykułu: JOANNA LIDOCHOWSKA

Uczą i bawią

Wednesday, January 30th, 2002

Program “Starszy Brat, Starsza Siostra” przywędrował do Polski ze Stanów Zjednoczonych. W naszym kraju od 10 lat realizowany jest pod nadzorem Fundacji Batorego. Opieką objętych zostało w sumie około tysiąca dzieci w wieku od 7 do 13 lat. Od listopada do programu włączyło się także kilkunastu młodych wolontariuszy z Piekar Śląskich. Działają przy tutejszym Komitecie Obywatelskim.

- Istotą naszych działań jest tworzenie trwałych związków pomiędzy wolontariuszami a potrzebującymi ich wsparcia dziećmi. Każdy wolontariusz ma pod opieką jedno dziecko, któremu bezinteresownie pomaga. Pełni dla swojego podopiecznego rolę starszego rodzeństwa, spotyka się z nim regularnie, pomaga w nauce i w ciekawy sposób organizuje mu wolny czas. Kontrakt taki trwa rok – mówi Dariusz Kańtoch, koordynator programu.

Na opiekę nad dzieckiem muszą zgodzić się jego rodzice. 19-letnia Monika Grabowska, poszukująca pracy absolwentka szkoły krawieckiej, zajmuje się o pięć lat od siebie młodszą Anią.

- Ania przeszła z podstawówki do gimnazjum, znalazła się w nowym środowisku. Na spacerach rozmawiamy o jej problemach, o chłopakach, kolegach z klasy, o jej rodzinie – opowiada.
13-letni Daniel i 8-letni Mateusz są braćmi. Mają jeszcze trójkę rodzeństwa. Od listopada raz w tygodniu spotykają się ze swoimi “starszymi siostrami” – Moniką Goj i Bożeną Zok.

- Uczymy się, bawimy się, a u pani Bożenki to nawet na pianinie grałem – chwali się Mateusz.

- Żeby być wolontariuszem ważna jest cierpliwość. Ale jeszcze ważniejsze jest lubić to co się robi i kochać dzieci. A ja uwielbiam dzieci, choć mam tylko starszego brata – mówi Monika, uczennica maturalnej klasy II LO w Piekarach Śląskich. – Cenimy sobie też to, że w rodzinie Daniela i Mateusza jesteśmy bardzo mile przyjmowane – dodaje.

Grzegorz Włodarczyk uczy się zaocznie w technikum zawodowym. Poza tym szuka pracy. By wolny czas spędzić pożytecznie opiekuje się 11-letnim Adasiem.

- Pomagam mu w lekcjach i już widzę postępy w polskim i matematyce. Lubię pomagać innym, daje mi to satysfakcję – mówi.

- Na początku chłopak był bardzo cichy, jak pierwszy raz przyszłam, uciekł do pokoju, rozmowę rozpoczęli rodzice. Teraz już dobrze się dogadujemy – opowiada o swoim “młodszym bracie” Marcinie Agnieszka Krauza.

W Piekarach Śląskich są jeszcze dzieci, które potrzebują opieki starszego brata lub siostry. Młodzież, która chciałaby się z nimi skontaktować może dzwonić do koordynatora programu Dariusza Kańtocha pod numer telefonu: 0 501 294 238. Pod tym numerem przyjmowane są też zgłoszenia od podmiotów i instytucji, które chcą wspierać program.

Autor artykułu: KATARZYNA MAJSTEREK

Remont kulturalny

Wednesday, January 30th, 2002

Okolice Tarnogórskiego Centrum Kultury do niedawna nie należały do przyjemnych. Egipskie ciemności, panujące wokół budynku, przyciągały wieczorami amatorów taniego wina. Gromadzili się przede wszystkim na tyłach budynku. Przechodnie, którzy musieli tamtędy iść wieczorem, często mieli dusze na ramieniu.

Od niedawna sytuacja się zmieniła. Pięć latarni wokół TCK gruntownie wyremontowano. Prace przeprowadzono na zlecenie dyrekcji centrum kultury; w latarniach wymieniono wszystkie brakujące i zniszczone elementy.

- Remont kosztował nas osiem tysięcy złotych, zapłaciliśmy za niego z własnych dochodów. Zależało nam na tym, żeby w teren wokół TCK był oświetlony. Na zajęcia przychodzi tu wiele dzieci. Chcemy, żeby były bezpieczne. No i zależało nam na wyeliminowaniu wszelkiego rodzaju “elementu”, który nie pasuje do wizerunku instytucji kultury – mówi Mirosław Błaszczak, dyrektor TCK. – Od czasu, kiedy latarnie świecą, zrobiło się o wiele spokojniej i bezpieczniej.

W samym TCK z kolei dobiegł końca kolejny etap remontu sali baletowej. Dawne pseudomarmurowe ściany pokryto ozdobnym tynkiem, resztę pomalowano. Salę oddzielono od holu za pomocą gipsowych ścianek i drewnianych drzwi. Kosztowało to ponad 10 tys. zł.

- Wcześniej, pod koniec 2000 roku, na polecenie straży pożarnej wyremontowaliśmy w sali baletowej sufit, między innymi założyliśmy niepalne płyty. Przy okazji ociepliliśmy strop, wymieniliśmy też instalację elektryczną i zamontowaliśmy nowe oświetlenie. Cały ubiegły rok ten remont spłacaliśmy – mówi dyrektor Błaszczak. – A w zeszłym roku z kolei przeprowadziliśmy gruntowny remont toalet dla artystów.
Na początku przyszłego roku Tarnogórskie Centrum Kultury będzie obchodziło pięciolecie istnienia. Błaszczak mówi, że w “urodzinowym prezencie” chciałby dostać… milion złotych.
- Tyle, według obecnych cen, kosztowałaby gruntowna modernizacja sali widowiskowej – twierdzi.

Autor artykułu: KATARZYNA STOTKO

Wiało…

Wednesday, January 30th, 2002

W nocy z poniedziałku na wtorek nad miastami naszego rejonu przetoczyła się silna wichura. Wyglądało naprawdę groźnie, okazało się jednak, że wiatr spowodował niewiele strat.

- Najpoważniejszą sytuację mieliśmy kilkadziesiąt minut po godzinie 23 w Bytomiu Łagiewnikach. Z budynku przy ulicy Świętochłowickiej 8 wiatr postrącał cegły. Spadały na chodnik i na częściowo na przewody trakcji elektrycznej biegnące wzdłuż budynku. Pogotowie energetyczne odcięło dopływ prądu, żeby można to było naprawić – relacjonuje kpt. Adam Wilk, rzecznik bytomskiej straży pożarnej.

Bytomskie Przedsiębiorstwo Komunalne zabezpieczyło chodnik przed budynkiem. O sprawie powiadomiono Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego.

Poza tym jednym przypadkiem, wichury w Bytomiu nie przyniosła żadnych innych szkód. Podobnie rzecz się miała w Tarnowskich Górach i Piekarach Śląskich.

- Mieliśmy “czystą dobę”, ani jednego wyjazdu. Rzeczywiście mocno wiało, ale wichura była dla nas łaskawa. I dobrze – powiedział nam kpt. Jerzy Łukaszczyk, rzecznik piekarskich strażaków.

Bryg. Ryszard Świderski, rzecznik PSP w Tarnowskich Górach mówi, że przez Tarnowskie Góry już wcześniej przetoczyło się wiele wichur.

- Pewnie wszystko, co miało się złamać, połamało się wcześniej, bo tym razem nie musieliśmy interweniować. Nie usuwaliśmy żadnych gałęzi z dróg, żadnych uszkodzeń, nic – mówi.

Wietrzna noc minęło spokojnie także elektrykom. Łukasz Zimnoch, rzecznik prasowy Górnośląskiego Zakładu Elektroenergetycznego w Gliwicach powiedział, że jeżeli nawet miały miejsce jakieś odłączenia prądu, to tylko na prośbę strażaków. W miastach naszego rejonu przypadek taki miał w tę noc miejsce tylko raz, właśnie podczas akcji przy ul. Świętochłowickiej.

- Nasze sieci są mocne, przetrzymały wiatr, żadna linia nie uległa zerwaniu – stwierdził Zimnoch.

Autor artykułu: KATARZYNA STOTKO

Krótkofalówki na służbie

Tuesday, January 29th, 2002

W mieście mieszka ponad 30 krótkofalowców. Magistrat z lokalnym Klubem Łączności chce przeprowadzić swoisty spis wszystkich krótkofalówek w mieście. Zapraszają do nawiązywania łączności z numerem wywoławczym SP 9KDC, 7 lutego, od godz. 17 do 18.

Zgłoszenie się i podanie swojego numeru korespondencyjnego będzie jednoznaczne z wyrażeniem zgody na współpracę, która polegać ma na przekazywaniu mieszkańcom informacji o niebezpieczeństwach.

- Informacja będzie przekazywana łańcuchowo z Wydziału Zarządzania Kryzysowego do krótkofalowców. Oni z kolei poinformują swoich bliskich, sąsiadów i znajomych. Przekaz informacji może również przybrać kierunek zwrotny. Dzięki takiemu działaniu zwiększy się bezpieczeństwo mieszkańców – mówi Lidia Kolasa, kierownik Referatu Ochrony Ludności UM.
Taka forma przekazu ma być kolejną alternatywą, jaka może być wykorzystana do informowania ludności o zagrożeniach.

Szczególnie może się przydać w sytuacjach, gdy np. następują gwałtowne opady śniegu, a do wielu miejscowości nie można dojechać, zerwane są kable telefoniczne, nie działają przekaźniki telefonii komórkowej.

- Jeżeli jakiś dom zostałby “odcięty” od świata, a w pobliżu mieszka krótkofalowiec, mógłby przekazać nam informację. Wtedy wiadomo będzie np. gdzie wysłać pług śnieżny albo dostarczyć żywność – dodaje kierownik Kolasa.

Dąbrowscy krótkofalowcy staną się częścią monitorowania miasta, o ile będą chcieli spełniać taką rolę. Aby zostać ujętym w specjalnie przygotowanym wykazie, muszą się na to zgodzić i skontaktować w oznaczonym terminie i na wyznaczonej częstotliwości z Wydziałem Zarządzania Kryzysowego.

Szczegółowe informacje o akcji można uzyskać w Klubie Łączności lub w Referacie Ochrony Ludności (262-39-05 oraz 295-67-84).

Autor artykułu: (Ste)

Nagrody dla animatorów

Tuesday, January 29th, 2002

Miejski Ośrodek Kultury gościł kilkudziesięciu nauczycieli, którzy starają się zainteresować swoich uczniów różnorodnymi formami kulturalnymi. – Dostrzegamy ogromną rolę państwa w animowaniu życia kulturalnego nie tylko na poziomie szkoły, ale także miasta, czy powiatu.

- Ci pedagodzy wyławiają uczniów, w których drzemią ukryte talenty i poświęcają im swoje umiejętności i czas – mówi Grażyna Praszelik-Kocjan, dyrektor MOK.

Wręczając animatorom kultury nagrody książkowe, Leszek Nadobny, przewodniczący Komisji Kultury i Oświaty Rady Miasta, podkreślał wielki wkład nauczycieli w szerzenie kultury, tym bardziej, że od przyszłego roku przedmioty artystyczne zostaną praktycznie zlikwidowane w szkołach średnich, a w pozostałych liczba godzin zostanie znacznie ograniczona.

Wśród wyróżnionych nauczycieli znaleźli się nauczyciele ze szkół podstawowych, gimnazjalnych i licealnych: Anna Kapuśniak, Janina Kowal, Danuta Stach, Krystyna Grochol, Ewa Rendak-Szczerba, Władysława Guzy, Grażyna Matyjasik, Wanda Skóra, Halina Orlińska, Danuta Knapik-Francka, Grażyna Grandys, Małgorzata Szkabara, Małgorzata Goc, Piotr Dudek, Anna Jankowska-Wdowik, Małgorzata Kocjan, Urszula Baran, Ewa Janczyk, Elżbieta Trólka, Marta Rdest Ewa Matusiak, Danuta Sztangierska, Joanna Talak, Agnieszka Piątek, Marzena Kozieł, Anna Pasich, Anita Wilczewska, Dorota Milka, Martyna Smaruj i Elżbieta Furmanek. Barbara Krok, Marzanna Krzyszowska, Renata Brus-Łaganowska, Barbara Orkisz, Olga Śladowska Arkadiusz Królewicz- Agnieszka Baldy Krzysztofek, Iwona Lis, Bożena Polakiewicz, Elżbieta Sigeda, Roman Nowosad, Maria Wilk, Bogusława Wajdzik, Anna Baran, Anna Kajda, Krystyna Kasprzyk, Agata Wandzel-Kluczewska, Paweł Stalmaski, Wanda Cieślik Franciszek Lisowski, Stanisław Wywioł, Jarosław Gałka, Grażyna Gzyl, Grażyna Wącław, Ewa Zielińska, Anna Stach oraz Stanisława Szarek, Beata Nowak i Wiesław Baran z MOK.

Autor artykułu: (RAS)

Zupa też może być

Tuesday, January 29th, 2002

Program Socrates-Comenius nie przewiduje wymiany młodzieży, a jedynie nauczycieli. Dzięki zaangażowaniu uczniów z dąbrowskiego V LO oraz ze strony francuskiej i belgijskiej, doszło do spotkania współpracujących ze sobą uczniów.

- Dzięki grantowi od naszej Rady Regionu mogliśmy przyjechać do Polski wraz z uczniami. Polscy uczniowie gościć będą u nas w marcu – mówił Georges Santis, francuski koordynator programu, opiekun grupy z Lycee Valentine Labbe w Lille.

Do Polski na tydzień przyjechała grupa 7 Francuzów i 8 Belgów ze szkoły Athenee M. Destenay z Liege. Uczniami opiekowali się m.in. Viviane Vannerom-D’Aout, Patricia Paternoster, Georges Santis oraz Patrick Kubczyk, który ma zresztą polskich rodziców. Wielu uczniów z Lille mogło zobaczyć rodzinne strony dziadków, bo w latach 20. i 30. wielu Polaków wyjechało i osiedliło się w rejonie Pas de Calais.

- Młodzież współpracuje ze sobą w ramach projektu “Od tożsamości narodowej do tożsamości europejskiej”. Jest to bardzo szeroki temat. Postanowiliśmy pokazać naszym gościom nie tylko historię i tradycję polską na przykładzie Krakowa, Wieliczki, Zakopanego, czy też Oświęcimia. Ale chcieliśmy także przedstawić im kulturę przemysłową naszego regionu i zaprosiliśmy ich na wycieczkę po największej hucie w kraju – Hucie Katowice – mówi Ewa Król, koordynator programu ze strony polskiej.

Część młodzież, choć pochodzi z okręgów przemysłowych, po raz pierwszy zobaczyła serce huty na własne oczy.

- Zachwyceni byli wielkim piecem, lejącą się surówką, centrum sterowania. Urzekły ich Sukiennice w Krakowie i Zakopane, gdzie wykupili prawie wszystko ze straganów z upominkami – mówi Urszula Rynkowska z II klasy V LO w Dąbrowie Górniczej.

- Interesowało ich wszystko. Jakby mogli, weszliby w każdą dziurę i sprawdzili, co tam jest. W Hucie zasypywali przewodnika pytaniami. A po wszystkich wycieczkach, kiedy my padaliśmy z nóg, oni chętnie szli do pubu – stwierdziła Anna Czubrowska czwartoklasistka z V LO.

Młodzież z Francji i Belgii już opuściła granice naszego kraju. Jednak wszyscy zapewniali nas, że to była jedna z najbardziej ekscytujących wycieczek, która na lata utkwi im w pamięci.

Autor artykułu: PATRYCJA STRĄK

Biennale rozstrzygnięte

Monday, January 28th, 2002

W Czeladzi po raz trzeci odbyło się Biennale Fotograficzne “Miasto widzę stare i nowe”. Tematem konkursu była fotograficzna prezentacja Czeladzi – zarówno jej zabytków, architektury, jak i codziennego życia mieszkańców. Na konkurs napłynęły prace 14 autorów z Zagłębia.

Jury, pod przewodnictwem Andrzeja Koniakowskiego, uhonorowało pierwszym miejscem Magdę Worytko, uczennicę SP nr 7 w Czeladzi za zestaw “Spacer z dziadkiem po Czeladzi”. Drugie miejsce mają Magdalena Batko-Grados i Victor Grados z Czeladzi, a trzecie Tomasz Dziechciarz z Dąbrowy Górniczej. Ponadto przyznano trzy równorzędne wyróżnienia. Otrzymało je Kółko Literacko-Fotograficzne przy SP nr 2 w Będzinie oraz Marek Świst i Jakub Olszewski z Czeladzi.

Wernisaż nagrodzonych i wyróżnionych prac odbędzie się 7 marca, o godz. 18, w Pałacu Ślubów, przy ul. Dehnelów.

Autor artykułu: (pat)