Sprawa podatku od nieruchomości trafi na początku przyszłego roku do Naczelnego Sądu Administracyjnego – zapowiadają inwestorzy w Katowickiej Specjalnej Strefie Inwestycyjnej. Gminy nie chcą zaprzestać ściągania podatku od firm działających w Katowickiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, choć wcześniej się do tego zobowiązały.
- Isuzu otrzymało decyzję administracyjną, która odmawia nam prawa do korzystania ze zwolnienia z podatku. Skierowaliśmy więc sprawę do Samorządowego Kolegium Odwoławczego – oznajmia Jarosław Roztocki, dyrektor generalny Isuzu Motors Polska.
Zgodnie z procedurą, SKO rozstrzygnie tylko, czy gmina postąpiła zgodnie z prawem. Jeśli przyzna jej rację, Isuzu odwoła się do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Podobnie sprawa będzie wyglądała w przypadku innych firm działających w KSSE. Już teraz można przypuszczać, że NSA będzie miał sporo pracy przy rozpatrywaniu pozwów od inwestorów ze stref.
- Zrealizowaliśmy wszystkie nasze zobowiązania wobec gminy, które zawarte były w liście intencyjnym. Oczekujemy od drugiej strony tego samego – twierdzi Roztocki.
Gminni urzędnicy twierdzą, że podatkiem od nieruchomości łatają dziurawe budżety. Przekonują ponadto, że skoro przepisy zmieniono na korzyść gmin, to powinny one wykorzystać sytuację i wyegzekwować należności.
- W obecnej sytuacji liczy się dla nas każdy grosz – argumentuje Maria Kryczek, skarbnik gminy Sosnowiec, która szacuje roczne należności inwestorów działających w podstrefie na pół miliona złotych.
- Nie stać nas na zrezygnowanie z tych pieniędzy. Są nam potrzebne – podkreślają gminni urzędnicy w Żorach. Łączna kwota podatku z terenu żorskiej podstrefy wynosi – podobnie jak w przypadku Sosnowca – około 0,5 mln zł.
Gminy, na terenie których działają specjalne strefy ekonomiczne, domagają się od inwestorów wpłacenia podatku za okres od stycznia 2001 roku. Powołują się na nowelizację przepisów o SSE. Ustawa zwalniała przesiębiorców zarówno od konieczności płacenia podatku dochodowego, jak i podatku od nieruchomości. Nowelizacja utrzymała pierwszą z tych ulg, natomiast w sprawie drugiej dała gminom wolną rękę. Te skorzystały z okazji i zaczęły domagać się pieniędzy od inwestorów.
Przedsiębiorcy uważają jednak, że niespodziewane zniesienie ulgi w podatku dochodowym powoduje utratę nabytych przez nich praw. Jeśli gminy wcześniej podpisały zobowiązania, powinny ich dotrzymywać.
- Nie możemy się z tym zgodzić. Tworząc strefę gminy godziły się na to, że nie będziemy płacić tego podatku. Dostały przecież inwestycje ogromnej wartości i tysiące nowych miejsc pracy – twierdzi jeden z inwestorów.
Zarówno inwestorzy jak i parlamentarzyści działający na rzecz powrotu do starych przepisów są zgodni co do jednego: twarde stanowisko gmin i brak woli porozumienia popsują klimat inwestycyjny i zniechęcą do inwestowania innych przedsiębiorców. Skoro gmina nie dotrzymuje warunków zawartej umowy i kieruje się doraźnymi interesami, wykorzystując furtki prawne, nie warto z nią współpracować.
- Decydentom wydaje się, że inwestorów chcących lokować pieniądze w strefach jest nieskończenie wielu – mówi Jerzy Mydlarz, dyrektor Tenneco Automotive w Gliwicach. – Jeżeli polscy politycy będą nadal wysyłać sygnały do potencjalnych inwestorów, świadczące o tym, że u nas prawo jest niestabilne, że można utracić prawa nabyte, to skutek będzie fatalny.
Ministerstwo Finansów stoi na stanowisku, że problem należy rozwiązać na zasadzie indywidualnych porozumień pomiędzy władzami gmin a konkretnymi przedsiębiorcami. Gminy wcale nie musiały pobierać podatku od nieruchomości. Mogły z niego zrezygnować lub obniżyć stawkę. Jeszcze w czerwcu Elżbieta Hibner, wiceminister finansów w rządzie Jerzego Buzka, mówiła ,DZ”: – Gmina musi zastanowić się, co jest dla niej bardziej opłacalne: ściąganie podatku czy zrezygnowanie z niego w zamian za korzyści wynikające na przykład ze zwiększenia inwestycji.
Przed wyborami mogło się wydawać, że Sejm zdąży rozwiązać problem, modyfikując przepisy. Takie zapowiedzi składane były przez posłów, którzy oceniając skutki działań władz lokalnych, wstawiali się za inwestorami. Przygotowano nawet projekty ustaw, które miały przywrócić dawne przepisy dotyczące ulg dla przedsiębiorców inwestujących w specjalnych strefach ekonomicznych. Niestety Sejm poprzedniej kadencji nie zdążył ich uchwalić. Nie wiadomo, czy uczyni to nowy parlament.
- Gdybym był prezydentem miasta, to ten podatek bym ściągał. Gdybym był inwestorem, broniłbym się rękami i nogami przed takim haraczem. Potrzebne jest porozumienie. Może inwestorzy powinni trochę zapłacić, a gminy, widząc fatalną sytuację na rynku pracy, pójść na rękę inwestorom? – zastanawia się Jan Rzymełka, poseł Platformy Obywatelskiej. Jego zdaniem takie właśnie rozwiązanie da gminom znacznie więcej korzyści niż ściąganie podatku na siłę.
Poseł Andrzej Markowiak jest zdania, że gminy powinny same rozstrzygnąć, co jest dla nich większym problemem: brak wpływów z podatku od nieruchomości czy negatywna sytuacja społeczna, której źródłem jest bezrobocie.
- Zdajmy sobie jednak sprawę z tego, że gminy nie mogą w udzielać ulg bez ograniczeń. Co więcej, ordynacja podatkowa praktycznie wyklucza taką możliwość. Chyba że rada gminy przyjmie uchwałę, że pewne branże zostaną zwolnione z płacenia podatku – uważa poseł Markowiak. Przyznaje jednak, że ostatnie problemy inwestorów doprowadziły do sytuacji, w której zainteresowanie strefami spada.
- W przypadku wielu inwestorów zachęta, którą było zwolnienie z podatku od nieruchomości, przesądziła o podjęciu decyzji inwestowania – twierdzi Renata Hayder, zatrudniona w międzynarodowej firmie doradczej Andersen.
Autor artykułu: ADAM WOŹNIAK