Archive for October, 2001

Ciepło w Przytulisku

Tuesday, October 30th, 2001

Dzięki przekazaniu przez gminę dwóch pieców na gaz w pierwszych dniach listopada w Przytulisku, zwanym Domem Nadziei, zacznie działać długo oczekiwane centralne ogrzewanie. Dom Nadziei, który w ubiegłym roku założyło Chrześcijańskie Stowarzyszenie Dobroczynne, ma siedzibę w budynku byłej szkoły podstawowej.

Zapewnia nocleg bezdomnym z całego powiatu. Obecnie mieszka tu ponad 20 osób, ale docelowo będzie można przyjąć 40 osób.

- Będzie to możliwe m.in po uruchomieniu centralnego ogrzewania – zapewnia pastor Daniel Wołkiewicz, założyciel placówki – W budynku była już wcześniej zamontowana instalacja, dzięki czemu proces uruchomienia znacznie się przyspieszy.

Ale samo centralne ogrzewanie, to nie jedyny problem szefostwa noclegowni. Potrzebne jest także wsparcie finansowe, które pozwoli na opłacenie rachunków. Chrześcijańskie Stowarzyszenie Dobroczynne zwróciło się o pomoc w tej sprawie do wszystkich gmin powiatu olkuskiego oraz do starostwa. Niestety, do dzisiaj nie otrzymano żadnych odpowiedzi. Jest szansa, że dzięki pomocy Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Kluczach uda się znaleźć fundusze na potrzebne opłaty. Przytulisko w Kluczach jest jedynym w powiecie, dzięki czemu nie będzie konieczności kierowania bezdomnych do oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów podobnych ośrodków w Krakowie, Jaworznie czy Zawierciu.

Według lokalnych źródeł w powiecie olkuskim jest ponad 50 bezdomnych, a ich liczba wzrasta, zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym.

Autor artykułu: (RAS)

Gorycz bezrobocia

Tuesday, October 30th, 2001

Pracy poszukują absolwenci różnych typów szkół. Przychodzą sami, a zdarza się, że z rodzicami. Młody człowiek, wkraczający w dorosłe życie, z reguły idealizuje swoją przyszłość, a tu spotyka go taki zawód. Wszystkie nadzieje i plany biorą w łeb.

- Ofert pracy jest mało, chociaż współpracujemy z kilkunastoma firmami i szukamy nowych, które chciałyby zatrudniać bezrobotnych – mówi Alicja Chachulska, kierownik Młodzieżowego Biura Pracy OHP w Sosnowcu.

- Dla młodego człowieka brak pracy to dramat – mówi Magdalena Zakrocka, psycholog z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Sosnowcu. – Sama tego doświadczyłam i wielu moich kolegów ze studiów, którzy przez długi czas nie mogli znaleźć żadnej pracy, nie mówiąc już o pracy w wyuczonym zawodzie.

- Długa bezczynność obniża odporność na frustracje i stresy – wyjaśnia Magdalena Zakrocka. – W konsekwencji może pojawić się z jednej strony agresja, a z drugiej zniechęcenie i bierność. Ludzie stają się mniej “dorośli”, słabsi, potrzebują wsparcia i zrozumienia. Pojawia się płaczliwość, szczególnie u kobiet.

- Z bezrobociem wiążą się takie negatywne zjawiska jak trwałe ubóstwo, alkoholizm, przemoc w rodzinie – mówi Mariusz Cupiał, kierownik Zespołu Konsultantów Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Sosnowcu. – Z naszych analiz wynika, że 27 procent zgłaszających się o pomoc, to ludzie nie mający zatrudnienia od dłuższego czasu.

Panuje stereotyp, że człowiek korzystający ze świadczeń socjalnych jest sam sobie winien, nie jest zainteresowany pracą, nie gwarantuje, że będzie rzetelnym, sumiennym pracownikiem. Jest to absurd. Większość rodzin, która jest objęta opieką ośrodków pomocy społecznej, znalazła się w trudnej sytuacji życiowej nie z własnej woli. Są to osoby, które przepracowały często wiele lat, wychowują dzieci, prowadzą gospodarstwa domowe. Chcąc pomóc tym ludziom, MOPS szuka ofert pracy, ale efekty tych działań są mizerne ze względu na uprzedzenia.

- Nasi podopieczni są odsyłani z kwitkiem, ponieważ szefowie różnych firm nie darzą ich zaufaniem – mówi Mariusz Cupiał. – Samo hasło, że ktoś przychodzi z MOPS-u, budzi od razu negatywne skojarzenia.

O mur niemożności rozbijają się zapał i młodzieńcze marzenia absolwentów wyższych uczelni. Oto np. inżynier mechanik, absolwentka Politechniki Śląskiej, nie mając szans na zatrudnienie, zdecydowała się na przyjęcie stanowiska sprzedawcy w hipermarkecie w Sosnowcu-Środuli. Często nie ma nawet takich ofert.

- Cieszymy się, gdy dzięki naszemu pośrednictwu młodzi ludzie podejmą pracę ? zapewnia Alicja Chachulska. – Gdy widzimy, że ktoś jest przybity, to tłumaczymy, że praca prędzej czy później się znajdzie, że jest pracodawca, który na niego czeka. Kierujemy do doradcy zawodowego lub na rozmowę kwalifikacyjną, by bezrobotny nie czuł się odrzucony. Nasze wysiłki będą skuteczniejsze, jeśli ustawodawstwo będzie motywowało do przyjmowania młodych ludzi do pracy.

Autor artykułu: JERZY WAKSMAŃSKI

Nauka demokracji

Tuesday, October 30th, 2001

Po raz drugi w tym roku spotkali się uczniowie polskich i ukraińskich szkół. Wczoraj gośćmi Młodzieżowej Rady Miasta Sosnowca była 32-osobowa grupa lwowiaków ze specjalistycznej szkoły ogólnokształcącej i kolegium medycznego.

Zainteresowanie konferencją “Kształcenie dla demokracji” zaskoczyło organizatorów. W sali sesyjnej przed rozpoczęciem obrad kłębił się tłum młodych ludzi, ponad dwukrotnie przekraczający liczbę miejsc siedzących.

- Konferencja i wizyta młodzieży ukraińskiej jest częścią projektu przygotowanego w ramach programu “Elita 2000 – Kształcenie dla demokracji”. W ubiegłym tygodniu 17-osobowa grupa uczniów naszej szkoły przez tydzień była we Lwowie – mówi Renata Stochel-Piróg, koordynatorka programu w Liceum Medycznym i VIII LO.

- Do uczniowskiej Rady Miasta każda szkoła deleguje jednego przedstawiciela. Sesje odbywają się dwa, trzy razy w miesiącu. Bieżącą działalnością młodzieżowej rady zajmują się komisje, np. porządku czy imprez. Ta ostatnia organizuje m.in. Dzień Młodzieży – wyjaśnia Wiktoria Stryżonok, uczennica IX klasy lwowskiego “ogólniaka”. – Do szkolnych samorządów wybierani są we Lwowie tylko uczniowie z klas IX i X.

Ukraiński system szkolny jest jednostopniowy. Każdy przez 11 lat chodzi do jednej szkoły. Naszym uczniom bardzo przypadł do gustu tamtejszy system nauczania. Zwłaszcza fakt, że z pięcioma jedynkami można uzyskać promocję do kolejnej klasy.

Autor artykułu: WOJCIECH W. WACŁAWEK

Będą walczyć o szkołę

Monday, October 29th, 2001

(BĘDZIN) Zapowiedź likwidacji Zespołu Szkół Zawodowych, do której chodzi prawie 800 uczniów, zaskoczyła nauczycieli i wychowanków. Zapowiadają walkę w obronie szkoły. Starostwo tłumaczy, że decyzje jeszcze nie zapadły.

- Pomysł likwidacji szkoły jest precedensem. Wygasza się placówki, ale te, które mają mało uczniów i są za drogie w utrzymaniu. My nie mamy takich kłopotów. Szkoła ma kilkadziesiąt lat tradycji. W obecnym kształcie istniejemy od 1968 roku. Uczy młodzież w kierunkach mechanicznym, elektrycznym i budowlanym. Są tu technikum pięcioletnie, technikum po zasadniczej szkole zawodowej i zasadnicze szkoły zawodowe. Od ubiegłego roku mamy liceum ogólnokształcące dla dorosłych. Nasza szkoła cieszy się dużym zainteresowaniem uczniów. Obecnie jest 28 oddziałów. Średnio co roku dla nowo przybyłych uczniów tworzono 5 oddziałów – wyjaśnia Sylwester Pleszkun, dyrektor zespołu szkół.

Szkoła zatrudnia 49 nauczycieli na etatach i 11 osób na umowę zlecenie. Pedagodzy są zbulwersowani pomysłem likwidacji placówki. Uczą się tu uczniowie z Będzina, Brudzowic, Siewierza i innych miast.

- Jesteśmy szkołą specyficzną. Nasi uczniowie to często tzw. młodzież trudna. Rodziców nie stać, by ich dzieci kształciły się np. w liceach ogólnokształcących. Naszym atutem są warsztaty szkolne. Uczniowie nie muszą załatwiać praktyk szkolnych w zakładach pracy, bo odbywają się na miejscu i są bezpłatne. Na warsztatach prowadzone są zajęcia stolarskie, mechaniczne i spawalnicze – dodaje Beata Będkowska-Czapla, nauczycielka.

O planowanej likwidacji poinformowano szkołę w ubiegłym tygodniu. Dlatego dopiero w czwartek zorganizowano spotkanie z przedstawicielami starostwa powiatowego, pod którego opieką znajduje się placówka, oraz kuratorium oświaty, nauczycielskich związków zawodowych i rodziców uczniów. Spotkanie było burzliwe, ale nie przyniosło rozstrzygnięć. Zainteresowani nie wiedzą, w jaki sposób będą dalej walczyć o zachowanie szkoły. Zapowiadają jednak, że nie zrezygnują z obrony placówki.

Starostwo powiatowe tłumaczy, że na razie w powiecie jest ustalana sieć szkół ponadgimnazjalnych. Nie ma mowy o likwidacji, którejkolwiek ze szkół. Obowiązek przygotowania planu sieci wynika z reformy oświatowej.

Dotychczas dyskutowano na ten temat w czasie obrad komisji działających przy Radzie Powiatu. Ostateczna debata odbędzie się na sesji 30 października.

Autor artykułu: Agnieszka ZieliŃska

Problem Dworcowej

Monday, October 29th, 2001

Właściciele sklepów przy remontowanej od początku września ulicy Dworcowej narzekają, że w wyniku opóźnienia w remoncie drogi w znacznym stopniu obniżyły się ich obroty handlowe. Chcą złożyć ostry protest w Urzędzie Miejskim w Żywcu.

Uważają, iż znacznie został utrudniony dojazd do sklepów z dostawami. Niektórzy wręcz twierdzą, że jeszcze miesiąc i pójdą z torbami. Inni mówią, że to dobrze, iż w końcu droga jest remontowana, bo ciężko się po niej jeździło, a ruch samochodowy wciąż wzrastał. W Urzędzie Miejskim w Żywcu dowiedzieliśmy się, że na ul. Dworcowej realizowany jest obecnie pierwszy etap modernizacyjny, w którym budowany jest wodociąg oraz przeprowadzany remont kanalizacji deszczowej i sanitarnej. Poprowadzona zostanie również linia energetyczna. Na całości remontowanego odcinka została usunięta kostka brukowa i w części układane są nowe krawężniki i chodniki.

- Podczas robót okazało się, że grunt pod drogą musi być wzmocniony geowłókniną. Jednak mimo drobnych opóźnień, powstałych na skutek dodatkowych prac, ostateczny termin zakończenia robót zostanie dotrzymany – tłumaczy Ewa Jędryszek, rzecznik prasowy urzędu. – Zresztą w umowie między urzędem a firmą wykonującą naprawy jest klauzula, w której niedotrzymanie terminu oznacza wysokie kary finansowe. Ulica był już tak zniszczona, że wymagała natychmiastowego generalnego remontu.

Dworcowa jest główną arterią komunikacyjną w mieście. Całkowite wyłączenie z ruchu odcinka od ul. Garbarskiej aż do przejścia podziemnego w okolicach dworca PPKS i skierowanie objazdu przez ul. Armii Krajowej spowodowało powstawanie olbrzymich korków w mieście. Prace modernizacyjne mają potrwać do końca tego roku.

Autor artykułu: PAWEŁ SZCZOTKA

Kwiaty wśród dymów

Monday, October 29th, 2001

Co roku kiedy zbliża się Wszystkich Świętych, przed wjazdem na Sadową ustawia się sznur samochodów. Na terenie giełdy kwiatowej tłumy, a chodnik przy browarze pełen aut.

Na ul. Sadowej oficjalnie handluje się kwiatami, mimo to można tam kupić praktycznie wszystko, od sadzonek rzadkich roślin, przez wiklinowe kosze po obwarzanki i ciuchy. W ostatnich dniach największym wzięciem cieszą się znicze, sztuczne kwiaty, wieńce oraz świerkowe gałązki. Dla sprzedających trwają handlowe żniwa, dla mieszkańców okolicznych domów gehenna hałasu i spalin.

- Od siedmiu lat toczymy boje o ograniczenie uciążliwości tej giełdy. Na darmo! I tak jest każdej jesieni i zimy. Handel tu zaczyna się o czwartej rano. Kiedy jest zimno wielu sprzedawców pozostawia samochody z włączonymi silnikami i w ten sposób dogrzewa kwiaty, a mieszkańcy z powodu spalin i hałasu nie mogą spać ani otworzyć okna. Mieszkańcy nie mogą wyjechać na Sadową, bowiem ulica cały czas jest zapchana, dzieci nie mogą bezpiecznie dojść do szkoły – mówi Henryk Kossowski, przewodniczący Rady Osiedla Stare Tychy.

Jak podkreśla Kossowski, apele mieszkańców pozostają bez odzewu, zaś kontrole policji i straży miejskiej nie na wiele się zdają.

- Kiedyś handel odbywał się dwa dni w tygodniu, teraz codziennie. Nam nie chodzi o likwidację giełdy, ale o zorganizowanie handlu w taki sposób, by można było normalnie tutaj mieszkać – twierdzi H. Kossowski.

W przeszłości podejmowano różne próby przeniesienia handlu kwiatami do innej części miasta, jednak kupcy nigdy się na to nie godzili.

- Giełda jest bardzo dobrze zlokalizowana, blisko dróg wyjazdowych. Do tego handuje się tutaj od lat, a kupujący i sprzedający przyzwyczaili się do tego miejsca. Niektórzy przyjeżdżają tutaj z Częstochowy czy Opola – mówi mężczyzna sprzedający kwiaty.

Na terenie miasta funkcjonują cztery place targowe. Kupcom z rejonu ul. Dębowej i Jana Pawła II miasto proponuje miejsce w powstającym Centrum Inicjatyw Gospodarczych przy ul. Piłsudskiego. Nie dotyczy to jednak Sadowej.

- Powstanie takiego centrum z obszerną halą targową ma ucywilizować handel na placach targowych. Nie przewidujemy likwidacji giełdy na Sadowej. Żadna z poprzednich prób nie przyniosła efektu i my również nie chcemy decyzją administracyjną przenosić giełdy. Rozumiemy mieszkańców i służby miejskie są uczulone na skargi przez nich zgłaszane jednak ograniczenie handlu oznacza zwiększenie bezrobocia w mieście – stwierdził wiceprezydent Zdzisław Dzikołowski.

JÓZEF JANIK, mieszkaniec ul. Kasztanowej:
- Mieszkam tutaj od 1976 roku i na początku nie było kłopotu, bowiem handlowano tutaj dwa razy w tygodniu. Teraz giełda funkcjonuje codziennie. Choć w pobliżu są miejsca do parkowania, to niektórzy kupcy wolą stawiać swe wozy pod naszymi domami. Oni oszczędzają parę groszy, a my mamy hałas i spaliny. Kiedy zwrócić im uwagę, by nie tarasowali wyjazdu, czy nie “gazowali” pod oknami, to zaczynają się wulgarne odzywki. Interwencja strażników miejskich też nie wiele daje, bowiem na giełdzie handel zaczyna się o czwartej rano, a straż rozpoczyna pracę od siódmej.

JOANNA JANUS, tyszanka:
- Od pięciu lat handluję na giełdzie i nigdy nie usłyszałam złego słowa od mieszkańców. Przecież wielu z nich właśnie tutaj kupuje. Staramy się nikomu nie przeszkadzać, choć od innych kupców wiem, że niektóre osoby, które tu mieszkają, skarżą się. Swój samochód, za zgodą właścicieli, parkuję na jednym z podwórek.

RITA JUSZCZAK, klientka :
- Byłaby to wielka szkoda gdyby ktoś wydał decyzję o zlikwidowaniu tej giełdy. Mieszkam w Zabrzu, jednak od lat całą rodzina jeździmy tutaj kilka razy w roku. W Tychach jest bardzo duży wybór krzewów i sadzonek, po niskich cenach. To, że jest tłok nam nie przeszkadza. Nie mieliśmy również problemów z zaparkowaniem.

Mł. asp. GRZEGORZ PUCHALSKI z SRD KMP:
- Codziennie wysyłamy w rejon targowiska policyjne patrole. Jeżeli zachodzi konieczność to w tym rejonie są pełnione normalne służby. Nie byłoby problemu, gdyby kierowcy nie wjeżdżali samochodami na teren giełdy, a parkowali pojazdy kawałek dalej, np. na dużym placu naprzeciw targowiska.

Autor artykułu: (ws)

Przełajowe finały

Friday, October 26th, 2001

Bez medalu wróciły zawierciańskie drużyny szkolne z finałowych zawodów w sztafetowych biegach przełajowych, które rozegrane zostały w Rudzie Śląskiej. Gimnazjalistki miały do pokonania dystans 6×800 m. Reprezentantki zawierciańskiej “dwójki” rozpoczęły bieg bardzo dobrze.

Biegnąca na pierwszej zmianie Magdalena Musiał pokonała pętlę w 3:50 min., a startująca po niej Anita Łuszcz uzyskała czas o 3 sekundy gorszy. Czterem kolejnym podopiecznym Roberta Kwietnia i Ewy Wałek nie udało się już pokonać bariery 4 minut. Patrycja Głąbik na pokonanie 800 m potrzebowała 4:03 min. Startująca po niej Martyna Socha okazała się prawdziwym pechowcem. Musiała walczyć nie tylko z rywalkami, ale również dolegliwościami żołądkowymi. Na metę dotarła w 4:24 min., Nieco lepiej wypadły: Joanna Pańczyk (4:10 min.) oraz biegnąca na ostatniej zmianie jej siostra Anna Pańczyk (4:01 min.). Łącznie z czasem 24:19 min. drużyna zawierciańskiej “dwójki” uplasowała się na 10 miejscu. Tytuł mistrzowski przypadł rewelacyjnie spisującej się sztafecie Gimnazjum 9 Ruda Śląska (23:15 min.).

Sukcesem gospodarzy zakończyła się również sztafeta chłopców z podstawówek. Zawiercie reprezentowali na jej trasie (dystans również 6×800 m) uczniowie “szóstki”: Łukasz Szata, Ariel Nędza, Rafał Skrzypek, Igor Zagała, Paweł Będkowski, Kamil Ostrowski. Podopieczni Marioli Pilarczyk i Jolanty Stryniak uzyskali czas łączny 26:30 min., który dał im 7 miejsce w województwie śląskim.

Autor artykułu: (wow)

Pucharowy trio-basket

Friday, October 26th, 2001

Już po raz szósty rozegrane zostały rozgrywki w trio-baskecie o Puchar MOKiS. – Główną zasadą trio-basketu jest gra do jednego kosza – tłumaczy Michał Zapart, jeden z organizatorów imprezy. – W grze uczestnicy trzech zawodników, którzy grają do 16 punktów albo do 8 minut. Rzucając w obrębie linii trzech punktów do kosza drużyna otrzymuje 1 punkt, a spoza tego pola 2 punkty. Ilość fauli nie jest ograniczona.

W kategorii gimnazjów zwyciężyły Diabły przed Sokołem i Nieobliczalnymi. W kategorii szkół ponadgimnazjalnych najlepsza była drużyna Analfabetów, druga drużyna KSU, trzecia LO I, a czwarta LO II.

Wyniki w kategorii gimnazjów: Nieobliczalni – Sokół 3-7, Sokół – Diabły 2-3 i Nieobliczalni – Diabły 2-4. Natomiast w kategorii szkół ponadgimnazjalnych w grupie 1 padły następujące rezultaty: Torpedy – Analfabeci 3-11, Wściekłe Psy – LO II 2-9, Torpedy – Wściekłe Psy 3-9, Analfabeci – LO II 7-2, Torpedy – LO II 5-10 i Analfabeci – Wściekłe Psy 11-3. Grupa 2: LO I – ZSME 14-4, KSU – Zabójcy 11-6, LO I – KSU 7-8, ZSME – Zabójcy 2-5, LO I – Zabójcy 7-6 i ZSME – KSU 0-2 (walkower). Mecz o 3 miejsce: LO II – LO I 4-7 i finał: KSU – Analfabeci 3-6.

Autor artykułu: (ps)

Trzy sety

Friday, October 26th, 2001

Zwycięską passę bez strty seta przedłużył w siatkarskiej lidze kadetek Olimpijczyk. Na pokonanie 3:0 w wyjazdowym meczu Częstochowianki podopieczne Roberta Kwietnia potrzebowały zaledwie 50 minut.

Zespół Olimpijczyka rozpoczął mecz ze sporym animuszem. Doskonale spisywała się rozgrywające Ewa Kotnis, a punkty seryjnie zdobywały środkowa Marzena Jurkowska oraz skrzydłowe Anna Gorgoń i Anita Łuszcz. Zawiercianki szybko uzyskały sporą przewagę, oddając do końca rozgrywki gospodyniom zaledwie 11 piłek.

W następnych setach Robert Kwiecień wysłał na boisko zawodniczki rezerwe. Ciężar rozegrania akcji przejęła na siebie Katarzyna Wieczorek. Częstochowianki nadal kompletnie nie radziły sobie z atakami Anity Łuszcz, uderzającej niemal z każdej pozycji. Na środku siatki niepodzielnie “królowały” natomiast Marzena Jurkowska i Anna Mogiła. Dobry mecz rozgrywała również libero Agnieszka Turlej, choć trzeba przyznać, że gospodynie nie zmuszały jej do większego wysiłku. W drugiej partii siatkarki z Częstochowy zdobyły zaledwie 10 punktów, a w trzeciej o cztery “oczka” więcej.

Autor artykułu: (wow)

Madonna jej patronką

Thursday, October 25th, 2001

Cztery lata trwała budowa kościoła w Żorach-Kleszczowie. Przedwczoraj późnym popołudniem budowla została poświęcona przez arcybiskupa Damiana Zimonia. Mieszkańcy czekali na tę chwilę bardzo długo.

Starania o wybudowanie kościoła w Kleszczowie trwały od lat 40. ubiegłego wieku. Mieszkańcy tej niewielkiej dzielnicy mieli daleko do swojej świątyni parafialnej, którą był kościół pw. Filipa i Jakuba w centrum Żor. W 1982 roku ówczesny biskup Herbert Bednorz wyznaczył do pracy w Kleszczowie księdza Henryka Panka, który do dziś jest tu proboszczem. Rok później w Kleszczowie powstała samodzielna parafia, ale wciąż nie było zgody na wzniesienie świątyni. Roboty ruszyły dopiero w 1997 roku, po wielkiej powodzi. Obiekt zaprojektował Antoni Czernow z Tychów, natomiast wnętrze – Ryszard Kopiec z Katowic.

- Przedsięwzięcie ogromnie wspierali parafianie. Nieocenioną pomoc okazały również nasze parafie patronackie, m.in. w Wodzisławiu, Skrzyszowie, Czuchowie i Czerwionce. Przy zagospodarowaniu obejścia pomógł również żorski Urząd Miasta – podkreślano podczas wtorkowej uroczystości.

Efekt prac jest imponujący. Powstał kościółek mały, ale wystarczający dla 780-osobowej parafii i bardzo piękny. Pastelowe barwy, których użyto do malowania ścian i dekoracji jego wnętrza, sprawiają, że świątynia jest bardzo przytulna. Nadano jej wezwanie Matki Boskiej Częstochowskiej.

- Tytuł świątyni wziął się stąd, że nasza parafia została ustanowiona w 1983 roku, a więc niedługo po obchodach 600-lecia sprowadzenia wizerunku Czarnej Madonny na Jasną Górę – powiedział nam ksiądz Henryk Panek.

Uroczystość konsekracji zgromadziła tłumy mieszkańców dzielnicy, gości z innych parafii, przedstawicieli władz miasta i służb mundurowych. Ceremonię uświetnił występ chóru służebniczek NMP z Domu Prowincjonalnego w Katowicach-Panewnikach oraz orkiestry dętej kopalni “Krupiński”. Ksiądz arcybiskup otrzymał klucz, którym otworzył drzwi do kościoła, następnie poświęcił go, namaścił też wnętrze w 12 miejscach, symbolizujących 12 apostołów. W ołtarzu złożono również relikwie świętych Jukundyna i Wincencji, męczenników z pierwszych wieków chrześcijaństwa.

- To najważniejszy dzień w historii kleszczowskiej parafii. Dzisiaj nasza świątynia została oddana na własność Panu Bogu – podkreślał proboszcz ks. Henryk Panek.

Autor artykułu: ADRIAN KARPETA