Archive for August, 2001

Kamień pod gimnazjum

Tuesday, August 28th, 2001

Dziś w samo południe na placu szkolnym przy ul. Powstańców Śląskich zostanie wmurowany kamień węgielny pod budowę gimnazjum.

Tym sposobem spełni się marzenie działaczy skupionych w Społecznym Komitecie Rozbudowy Szkoły, który od kilku lat czynił starania o powiększenie SP 1, nie odpowiadającej już wymogom współczesnej i potrzebom środowiska. W międzyczasie szkolnictwo zreformowno i w ,jedynce” trzy lata temu trzeba było uruchomić gimnazjum. Tym bardziej potrzebny okazał się nowy budynek i sala gimnastyczna.

Z dniem dzisiejszym inwestycja zostaje rozpoczęta. Jej wykonawcą będzie firma budowlana z Bielska-Białej, któtej oferta okazała się najkorzystniejsza spośród dziesięciu zgłoszonych do przetargu.

Autor artykułu: (plus)

Piastowski piknik

Tuesday, August 28th, 2001

Andrzej Maliszewski nigdy nie był w Wiedniu. Najbliższy weekend spędzi w stolicy Austrii i to całkiem za darmo. A wszystko to dzięki swym… bicepsom.

W Stanach Zjednoczonych siłowanie na rękę uznawane jest za dyscyplinę sportową taką jak każda inna. Odbywają się tam nawet mistrzostwa kraju siłaczy. W Polsce jest to zabawa, która urozmaica festyny. Nasza impreza lokuje się pomiędzy jednym i drugim – mamy swoje mistrzostwa powiatu, które od trzech lat przyciągają silnych mężczyzn – mówi Janusz Kroll. Na co dzień właściciel małego biznesu, prezes trzecioligowego klubu piłki siatkowej LKS PTR w Pszczynie, raz do roku dostaje ,służbowy” gwizdek i wciela się w rolę sędziego na zawodach siłaczy.

Piknik na osiedlu Piastów, organizowany w ostatni weekend wakacji przez zarząd największego osiedla w Pszczynie, wyciąga z domów kilka setek ludzi. Przychodzą rodzinnie, bo w programie są imprezy dla dorosłych i dla dzieci, a możliwość zdobycia atrakcyjnej nagrody w loterii fantowej albo w którymś z konkursów też działa jak magnes. Panom poziom adrenaliny podnosi możliwość zostania mistrzem siłaczy, do którego to tytułu dostaje się jeszcze darmową wycieczkę od zaprzyjaźnionego z piknikiem biura podróży.

Tym razem zmagania dorosłych poprzedziły zawody dzieci do lat 10. Główne trofeum – piękna hulajnoga – przypadło Jakubowi Witkowi, z którym przegrała dziewięcioletnia Nikola Skoczeń. W czołówce znaleźli się także Grzesiek Kubica, Maciek Mendrok i Sandra Oszek. Emocje kibiców sięgnęły jednak zenitu dopiero wtedy, gdy za specjalnym stołem na estradzie zaczęli swe zmagania panowie, a spikerujący Wojtek Studzieński głosem rasowego sprawozdawcy podgrzewał atmosferę. Decydująca walka rozegrała się między Krzysztofem Francuzem – pracownikiem wytwórni okien i perkusistą w pszczyńskiej orkiestrze, mistrzem i wicemistrzem poprzednich zawodów – a Andrzejem Maliszewskim – górnikiem na urlopie przedemerytalnym i byłym dyskobolem KS Górnik Brzeszcze. Silniejszy był Maliszewski.
- Wystartowałem dla zabawy i żeby się sprawdzić, bo przecież od dawna już czynnie nie uprawiam sportu. Nie spodziewałem się takiego sukcesu, ale bardzo się cieszę. Żałuję tylko, że wycieczka do Wiednia jest dla jednej osoby, bo chętnie bym pojechał z żoną, która była tu dziś moim kibicem – powiedział po rozdaniu nagród. K. Francuz i trzeci w zawodach Krystian Blokesz – młody kucharz z dyskoteki ,Weeekend”, musieli się zadowolić tytułami wicemistrzów i pucharami, które wręczał im starosta Henryk Kolarczyk w asyście głównych organizatorów imprezy: Anny Kuś-Wiktorko i Dariusza Skrobola.

Zdecydowanym minusem pikniku były roje komarów i smrodek dolatujący z zaplecza Szalonego Maxa. Dlatego na przyszłość trzeba by zmienić miejsce albo wymusić na personelu sklepu wywiezienie śmieci przed imprezą.

Autor artykułu: (plus)

Zemsta czternastolatki?

Monday, August 27th, 2001

Czternastoletni chłopak zmarł w piątkowy wieczór w szpitalu. Dwie godziny wcześniej został ugodzony prosto w serce nożem. Do tragedii doszło ok. godz. 19. w bramie budynku przy ul. Pszczyńskiej 7 w Gliwicach. Grupka młodych ludzi, z których żaden nie miał ukończonych 16 lat, szukała Adama przez trzy dni. Poszło o dziewczynę. Podobno Adam posprzeczał się z nią i uderzył w twarz. Czternastolatka odgrażała się, że naśle na niego swojego chłopaka. Piątkowego wieczoru Adam wraz z bratem, Staszkiem, przysiedli na podwórkowej ławce pod siódemką, przyszli odwiedzić kolegów.

- Zobaczyłam tę bandę przez okno, jak szła w naszym kierunku, chłopcy i ta dziewczyna… – kobiecie, głównemu świadkowi zbrodni, trzęsą się dłonie. – Adam był bliskim kolegą mojego syna. Zawołałam dzieci do domu, a ich starałam się zatrzymać, obrzucili mnie wyzwiskami i weszli w bramę obok naszej klatki. Adam był wtedy w moim mieszkaniu…

Po pewnym czasie Adam postanowił sprawdzić, czy jego prześladowcy już odeszli i wyszedł z mieszkania. Oprawcy jednak czyhali. Dopadli go na klatce schodowej, wszczęli bójkę, jeden z nich pchnął Adama prosto w serce nożem…

- Wpadł do mojego mieszkania i powiedział ,tu mnie boli”, wskazując na piersi, a potem ,idę do mamy” – drobna kobieta załamuje ręce. – Nie mogę sobie wybaczyć, że nie udało mi się go uratować…
Adam słaniając się, wybiegł na podwórko. Kilkanaście metrów dalej przewrócił się. Kiedy chłopca zabierało pogotowie, jeszcze żył. Pomimo natychmiastowej interwencji lekarskiej po dwóch godzinach zmarł. Młodzi bandyci postanowili uciec z Gliwic. W sobotę policjantom udało się ująć trzech nastolatków. W niedzielę czwartego zatrzymano w Legnicy.

Autor artykułu: MARLENA POLOK

Budujemy mosty

Monday, August 27th, 2001

Kosztem 29 milionów złotych Polacy wybudują most i drogi dojazdowe w rejonie Chałupek i Bogumina. Po stronie czeskiej nakłady inwestycyjne sięgnąć mają kwoty 200 milionów koron czeskich. Porozumienie w tej sprawie podpisali w sobotę w Katowicach polski minister transportu Jerzy Widzyk i jego czeski odpowiednik Jaromir Schling.

- Oddanie do użytku tej inwestycji nastąpić ma w 2003 roku – mówi Jerzy Widzyk. – Ma to być nowoczesne przejście graniczne, ale nie zamierzamy inwestować w budynki graniczne. Nie będą one przecież potrzebne, gdy wstąpimy do Unii Europejskiej.

O potrzebie budowy mostu mówiło się już od kilku lat. Gwarantem finansowym inwestycji ma być Skarb Państwa. Na pytanie ,DZ” o wiarygodność takich gwarancji w obliczu znanych problemów finansowych budżetu państwa Jerzy Widzyk odpowiedział:
- Na ten most pieniądze na pewno będą. Minister transportu ma ten luksus, że decyduje o rozdziale środków z opłat drogowych, które po prostu muszą być przeznaczone na inwestycje drogowe.

Autor artykułu: (jal)

Agresja kontrolowana

Monday, August 27th, 2001

Obserwując zachowanie piłkarzy na boisku, można było odnieść wrażenie, że rywale pałają do siebie nienawiścią. Szczególnie ostro reagowali: gospodarz – Michał Probierz i gość – Artur Andruszczak. Taki jest jednak charakter derby, kto odpuści ten przegrywa. Po meczu zawodnicy podawali sobie ręce, dziękując za walkę.

Częściej w posiadaniu piłki byli zabrzanie, ale piłkarska mądrość była po stronie katowiczan. Po początkowej walce o środek pola wydawało się, że miejscowi będą groźniejsi. Wystarczyła jednak chwila nieuwagi defensorów Górnika, a konkretnie Tomasza Prasnala i Roberta Kolasy, by Tomasz Moskała potwierdził, że jest nieprzeciętnym napastnikiem. Mając niewiele miejsca, zwiódł obrońców i lewą nogą oddał strzał. Futbolówka odbiła się po drodze od słupka i ,Gieksa” objęła prowadzenie. Niedługo potem Moskała z zakrwawionymi ustami był opatrywany przez lekarzy… – Co do gola, to oczywiście istniało ryzyko, że piłka za bardzo się ,odkręci” i nie wpadnie, ale na szczęście stało się inaczej. Może dlatego, że bardzo wierzyłem, że będzie gol. W ferworze walki Prasnal uderzył mnie łokciem, ale to nie było celowe. Do następnego meczu się zagoi – skomentował sytuację gracz gości. Jeszcze w drugiej połowie musiał rękami odeprzeć słowny atak nacierającego na niego Probierza, ale po końcowym gwizdku piłkarze podali sobie ręce.

Po stracie gola przyjezdni zwarli szyki, a zabrzanie robili co mogli, by odrobić straty. Dwukrotnie celnie główkował Piotr Gierczak, ale najpierw jego strzał wybił z linii bramkowej Marek Kubisz, a chwilę potem przytomnie interweniował Piotr Lech. Po 30 minutach na solową akcję zdecydował się Sebastian Olszar, w pełnym biegu wymanewerował trzech rywali i zagrał na czystą pozycję do Shingayi Kaondery. Czarnoskóry napastnik Górnika zmarnował jednak znakomitą okazję. Potem do głosu doszli przyjezdni. Po akcji w trójkącie: Adam Bała – Moskała – Andruszczak, ten ostatni spudłował strzelając z 16 metrów. W rewanżu niecelnie strzelił Gierczak. Tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę w starciu z Mirosławem Sznaucnerem kontuzji doznał Kaonderea, którego zastąpił Grzegorz Bonk.

Po zmianie stron podopieczni Janusza Białka bronili się bardzo mądrze, a bezsilni gospodarze grali coraz bardziej agresywnie. Moskała praktycznie nie mógł kopnąć piłki za każdym będąc faulowanym. Inna rzecz, że tym samym sprytnie zyskiwał cenny czas… Widowisko straciło na atrakcyjności, ale do czasu. Opadającym z sił gościom zaczęły się przytrafiać błędy. W 71. minucie prawą stroną przedarł się Adam Kompała, wpadł w pole karne i ostro dośrodkował. Piłkę ręką zatrzymał Marek Świerczewski, ale nie uczynił tego celowo. – Nie przyznając rzutu karnego Górnikowi sędzia podjął słuszną decyzję – mówił po meczu popularny ,Generał”. – Piłka trafiła mnie w bark. Telewizyjna powtórka pokazuje jednak, że zawodnik ręką przerwał akcję zabrzan i arbiter Grzegorz Kasperkowicz powinien podyktować rzut karny. Nie zrobił tego, co spotkało się z protestami miejscowych graczy i kibiców. Ekipa Waldemara Fornalika uwierzyła jednak, że nie wszystko stracone. Górnik parł nieco na oślep, ale w 84 minucie przyniosło to powodzenie. Na strzał z ponad 20 metrów zdecydował się Grzegorz Bonk. Uderzył bardzo mocno, tuż nad ziemią. Lech nie opanował piłki, odbijając ją przed siebie. Wykorzystał to Stanisław Wróbel wprowadzony na boisko kilka minut wcześniej i zdobył gola na wagę remisu. W ostatnich sekundach gracze z Roosevelta walczyli jak szaleni, ale bez efektu. W ostatnich sekundach to jednak katowiczanie mogli trafić. Krzysztof Gajtkowski główkował jednak niecelnie.

Autor artykułu: MARCIN JAROSZEWSKI

Witraże w “Szkółce”

Friday, August 24th, 2001

Świerklaniecka świetlica środowiskowa istnieje dopiero od lutego. Ale już zyskała na tyle duże grono zwolenników, że codziennie odwiedza ją około 30 osób. Uczniowie podstawówki, gimnazjaliści a nawet 20-latkowie.

Dziećmi i młodzieżą przychodzącymi do “Szkółki” – bo tak nazywa się świetlica – opiekuje się Beata Gaweł, mieszkanka Orzecha, od niedawna absolwentka studiów pedagogicznych. Na dzieci czekają w szafie pancernej gry planszowe. Młodzież najchętniej gra w bilard i urządza w świetlicy dyskoteki. A pani Beata stara się proponować takie zajęcia, z jakimi dzieci do tej pory się nie spotykały. Na przykład robienie witraży.

- Nigdy jeszcze nie malowałam na szkle, ale to bardzo fajne – mówi Karolina Goźlińska, 12-letnia “Szkółki”.

Ostatnio maluje nie tylko na szkle, ale i na płótnie. – To jednak dużo trudniejsze, bo trzeba rysować z głowy. Malując na szkle, można pod spód włożyć obrazek i go przerysować – wyjaśnia Karolina.

Właśnie w ten sposób powstał obrazek, przedstawiający Mały Wersal, pałac stojący kiedyś w świerklanieckim parku. Wisi w pokoiku wychowawczyni.

- Pierwszy obrazek na szkle namalowałam sama w domu i przywiozłam pokazać go dzieciom. Pierwsze farby kupiłam za własne pieniądze – opowiada pani Beata. – Tak się im spodobało, że sami zaczęli przynosić z domu stare szyby, pomógł nam też miejscowy szklarz. Dostaliśmy od niego kawałki szkła jemu już niepotrzebne, a które my zawsze wykorzystamy.

Od niedawna ,szkółkowicze” malują również obrazy na płótnie. A że świetlicy nie stać na prawdziwe sztalugi, płótno naciągają na deseczki czy nawet tekturę.

- Nauczę dzieci, jak robić świeczki z zatopionymi w wosku różnymi przedmiotami. Kamykami, liśćmi czy muszelkami – mówi Beata Gaweł.

Lidia Czech, radna zaangażowana w uruchomienie świetlicy, od czasu do czasu również opiekunka ,szkółkowiczów”, chciałaby, żeby pieniądze uzyskane ze sprzedaży własnoręcznie zrobionych drobiazgów przekazać na cele charytatywne.

Świetlica przy ul. Oświęcimskiej 7 w Świerklańcu czynna jest od poniedziałku do soboty w godz. 16.00 – 20.00.

Autor artykułu: MONIKA PACUKIEWICZ

Gramy, żeby wygrać!

Friday, August 24th, 2001

,Umawiamy się na 9-tą” – to hasło jutrzejszej imprezy w tarnogórskim Parku Miejskim. Jutro odbędzie się tam konkursowa prezentacja gminy w ramach zmagań o tytuł ,Złotej miejscowości Radia Katowice”. Organizatorzy zabawy zapewniają, że zrobią wszystko, by Tarnowskie Góry zdobyły tytuł i 200 tysięcy złotych nagrody.

Przygotowania do prezentacji trwały już od dawna. W ramach radiowego konkursu przez całe wakacje organizowano różnego rodzaju imprezy, wśród nich cykl koncertów ,Trochę słońca na deszczowe lato” i wystawę banknotów w Tarnogórskim Centrum Kultury. Przez cały ostatni tydzień w mieście trwała akcja promocyjna. Można było m.in. bezpłatnie zwiedzać miejskie zabytki z wykwalifikowanym przewodnikiem. Dzisiaj w Parku Wodnym rozpocznie się spartakiada sportów wodnych i wodnopodobnych, a wieczorem w Muzeum odbędzie się spotkanie z Janem Taraskiem – ostatnim tarnogórskim ułanem.

Jutrzejsza impreza w Parku Miejskim rozpocznie się o godz. 9.00 koncertem Tarnogórskiej Orkiestry Reprezentacyjnej. W przedpołudniowym programie znalazły się konkursy i zabawy, wśród nich ,Mikrofon dla wszystkich”, przedstawienie Teatru Lalki Igora Polaka ,Pacuś” i… spotkanie z postaciami z tarnogórskich legend. Po południu w parku wystąpią najmłodsze ,gwiazdki” – laureaci dziecięcych festiwali piosenki, a po nich chór ,Kolejarz” oraz Zespół Pieśni i Tańca ,Tarnogórzanie”. Konkursowe starania wspomogą też honorowi obywatele miasta.

Wieczorem tarnogórzan bawić będą kabaret ,Stań tutaj” oraz zespoły ,Red Hots” i ,Magma”. Zabawę zakończy armatni wystrzał, o który zadbają członkowie Bractwa Kurkowego (szczegółowy program imprezy zamieszczamy w dzisiejszym wydaniu głównym ,DZ”).

Występom w parku towarzyszyć będą pokazy ratownictwa drogowego, wystawa wypieków i ceramiki, a także kiermasz wydawnictw regionalnych. Sporo będzie się działo także w innych punktach miasta. W galerii Ratusza na przykład będzie można zmierzyć się z Darkiem Świerczem, 7-letnim mistrzem szachowym.

- Chcemy zaprezentować się jak najlepiej – powiedział ,DZ” Piotr Hanysek, burmistrz Tarnowskich Gór. – Pewnie, że liczymy na nagrodę. Jeśli się startuje w zawodach, to po to, żeby wygrać.

A zatem – umawiamy się jutro na dziewiątą!

Autor artykułu: KATARZYNA STOTKO

Wyganianie demonów

Friday, August 24th, 2001

,Świerklaniec Bis” to nazwa imprezy, którą zorganizowano w minioną niedzielę w świerklanieckim parku. Czerwcowa prezentacja gminy w ramach konkursu o tytuł ,Złotej miejscowości Radia Katowice” nie udała się z powodu ulewy. Mimo to mieszkańcy Świerklańca nie zaprzestali walki o tytuł i nagrodę – 200 tysięcy złotych. W niedzielę pokazali, co naprawdę potrafią.

O tym, że w Świerklańcu ,coś się święci” można było się przekonać już na kilka dni przed imprezą, kiedy to w centralnym punkcie parku ustawiono makietę ,Małego Wersalu”. Na trawniku nieopodal czekała już niewielka scena i przygotowane do rozpalenia ognisko – jak się potem okazało, niezmiernie ważny element spektaklu ,Noc żywego ognia”.
Tym razem pogoda nie zawiodła organizatorów. Przez cały dzień świeciło słońce. Spacerowicze chronili przed nim głowy kolorowymi ,labowymi” czapeczkami. Niedzielna zabawa rozpoczęła się wczesnym popołudniem, koncertem Lidii Stanisławskiej. Potem na scenę wkroczyły przedszkolaki ze Świerklańca. Gorąco oklaskiwane, brawurowo zagrały w przygotowanej specjalnie na tę okazję bajce o Śpiącej Królewnie.

Gdy tylko swój występ zakończyły panie z kół gospodyń wiejskich, na centralnym parkowym trawniku rozpoczęły się pokazy psów pasterskich. Cztery doskonale wychowane border collie: Amy, Elvis, Crazy i Aris bez problemu poradziły sobie z zagonieniem do zagrody stadka niesfornych kaczek. Największe jednak brawa zebrały po tym, jak razem ze swym panem, Tomaszem Pecoldem, rozegrały mecz ,dziennikowym” balonem.

- Mam ich dwanaście i żadnego bym nie sprzedał – mówi o swoich podopiecznych pan Tomasz. – Tresurę psa pasterskiego rozpoczyna się, kiedy piesek ma pięć, sześć miesięcy. Arisek jest psem typowo sportowym, ale Crazy normalnie pracuje przy owcach i kaczkach. Jest bezwględna. To zresztą było widać. Kiedy kaczki nie chciały jej słuchać, pokazała ząbki.

Wiele osób, które przyglądały się pokazom, zainteresowało, dlaczego pan Tomasz wydaje psom komendy w języku angielskim.

- Zaczęło się od Amy, która teraz jest już na emeryturze. Przyjechała do nas ze Szkocji. Miała wtedy dwa lata i znała tylko angielskie komendy – wyjaśnia pan Tomasz. – Z czasem podczas pracy z psami zauważyłem, że lepiej przyswajają komendy angielskie niż polskie i chętniej je wykonują. Może to ze względu na miękkość języka, większą śpiewność?

Pokazy psów tak bardzo przypadły wszystkim do gustu, że Ilona Łuczak, dyrektor Gminnego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Świerklańcu obiecała, że zorganizuje tu zawody psów pasterskich.

Po pieskach przed świerklaniecką publicznością wystąpiły orkiestra dęta z Kalet, ,Śląskie Pierony” i – szczególnie gorąco oklaskiwany przez lokalnych patriotów – zespół ,Wokalizer” z Orzecha. Przez cały czas przy namiocie ,Dziennika Zachodniego” ,tubylcy” i ,nietubylcy” kupowali gazety, w których znajdowały się kupony do głosowania. Można je było na miejscu wypełnić i wrzucić do urny.

- Głosuję na Świerklaniec. Wszyscy są tak bardzo zaangażowani w ten konkurs, a już najbardziej chyba dzieci. Trzeba to docenić – zdradził ,DZ” Czesław Czaja z Nakła Śląskiego.

Smaczku i nostalgicznej nutki dodawały imprezie krążące po parku konne bryczki i repliki zabytkowych samochodów.

- Ech, Donnesmarck byłyby zadowolony – wzdychał straszy pan z laseczką.

Nastrój nieco się odmienił, kiedy na scenę weszła grupa ,Stonehenge” grająca muzykę celtycką. Koncert był doskonałym wprowadzeniem do opartego na starosłowiańskich wierzeniach i sobótkowych obrzędach przedstawienia ,Noc żywego ognia”, przygotowanego przez teatr ,a + c – b”. Scenariusz widowiska to dzieło Ewy Wyskoczyl, która także je wyreżyserowała.

- Wierzono, że noc sobótkowa to jedyna noc w roku, kiedy można było pokonać wszytsko to, co złe. Przez całą noc palono ogień, który wyganiał demony. I my też podczas widowiska palimy żywy ogień i wyganiamy złe moce – mówi Ewa Wyskoczyl.

,Wyganianie złych mocy” bardzo spodobało się świerklanieckim widzom. Szczególnie gorąco oklaskiwali dzieci ze Szkoły Podstawowej w Świerklańcu, które wzięły udział w widowisku, wcielając się w postacie diabełków, wampirków i złośliwych duszków.

Niedzielny wieczór zakończył się mocnym akcentem: niezwykle widowiskowym pokazem ,Światło i dźwięk” na parkowym stawie.

- Kto wygra konkurs? – pytał na zakończenie Jacek Swoboda, który prowadził imprezę.

- Świerklaniec!!! – odkrzyknęli wszyscy zgodnym chórem.

Autor artykułu: KATARZYNA STOTKO

Grunty o szczególnym znaczeniu

Wednesday, August 22nd, 2001

(PIEKARY ŚLĄSKIE) Minister środowiska nie zgodził się na budowę drogi dojazdowej do piekarskiego “Kobetu” i “Nomaxu” przez las. Takiego rozwiązania chcieli mieszkańcy ulic Szkolnej, Grunwaldzkiej i Ceramiki. Pod ich domami codziennie jeżdżą kilkudziesięciotonowe ciężarówki dwóch przemysłowych firm. Droga pobiegnie więc najprawdopodobniej ulicą Ceramiki i na jej przedłużeniu.

Spór o budowę drogi do terenów przemysłowych w Kozłowej Górze trwa już kilka lat. Budowa zwaśniła mieszkańców ulic Szkolnej, Grunwaldzkiej i Ceramiki. Nie chcą oni, aby obok ich domów jeździły kilkudziesięciotonowe ciężarówki wyładowane materiałami budowlanymi. Zaproponowali m.in. budowę drogi przez przecinkę leśną, tak by ciężki transport ominął wszystkie ulice. Minister środowiska nie wyraził jednak zgody na przeznaczenie pod drogę 0,14 ha gruntów leśnych należących do Skarbu Państwa.

“(…) Wnioskowane grunty stanowią lasy ochronne o szczególnym znaczeniu dla aglomeracji miejskiej. Projekt drogi przewiduje odcięcie dużego fragmentu lasu od zasadniczego kompleksu leśnego, co uważam za niepożądane ze względów ekologicznych, jak i hodowlanych dla gospodarki leśnej” – napisał Antoni Tokarczuk, minister środowiska.

- A to, że władze Piekar pozwalają na zakładanie w tej oazie przyrody, jaką jest Kozłowa Góra, terenów przemysłowych to nie jest szkodliwe dla środowiska?

Dlaczego nie można przenieść tych firm na dawne tereny przemysłowe? Takich w Piekarach jest wiele, na przykład Orzeł Biały. Jak to możliwe, że gmina buduje z pieniędzy podatników drogę do prywatnych firm? – pyta jedna z mieszkanek pięciometrowej ulicy Ceramiki (nazwisko do wiadomości redakcji).

- Mieszkam tu od ponad 20 lat. Powiedzieli nam, że ciężarówki nie mogą jeździć ulicami Szkolną i Grunwaldzką, bo tam domy się walą. A nam mogą się walić? – pyta jej sąsiadka.

W wydziale architektury piekarskiego urzędu usłyszeliśmy wczoraj, że jeszcze nie wiadomo, czy droga na pewno wybudowana zostanie szlakiem ulicy Ceramiki, nie ma jeszcze bowiem odpowiedniego pozwolenia na jej budowę. Władze miasta będą na ten temat jeszcze dyskutować.

Autor artykułu: KATARZYNA MAJSTEREK

Obóz jak w bajce

Wednesday, August 22nd, 2001

(RADZIONKÓW) Kilka dni temu Danuta Czogała wróciła z sześciotygodniowego obozu w Osadzie Burego Misia. “Bury Miś” to wspólnota, opiekująca się osobami niepełnosprawnymi. Osiemnastolatka z Radzionkowa należy tam ponad dwa lata.

Danka, uczennica bytomskiego elektronika, od dwóch lat opiekuje się 30-letnią niepełnosprawną umysłowo Zuzią. Już drugi raz wyjechały razem na obóz nad kaszubskie jezioro Wętfie, gdzie znajduje się Osada Burego Misia.

- Wyjeżdżamy tam każdego roku razem z misiakami, czyli naszymi podopiecznymi. Oczywiście wcześniej musimy przygotować plan obozu i całe mnóstwo różnych spraw. Sami szukamy sponsorów, bo czasami pieniądze z Fundacji Burego Misia nie wystarczają Na każdym obozie przenosimy się do innej krainy. Była już Szuflandia i Nibylandia z “Piotrusia Pana”. Przebieramy się też za Indian. Dzieciaki to uwielbiają – mówi Danka. – Cieszę się, że tego roku udało mi się wyjechać aż na dwa turnusy.

Danka opiekuje się Zuzią nie tylko na obozach. Odwiedza ją zazwyczaj raz w tygodniu. Wtedy najczęściej Zuzia pokazuje jej swoje prace. Bo Zuzia uwielbia malować na szkle. W zeszłym roku jej prace pojechały na wystawę do Paryża. Zuzia uczęszcza też na warsztaty terapeutyczne. Uczy się wolno, bo ma kłopoty z pamięcią.

- Nie potrafi zapamiętać imion ale zadziwia mnie, gdy po powrocie z obozu mówi mamie, że miałam niebieskie szelki – uśmiecha się Danka.

To były ostatnie takie wakacje. W przyszłym roku obie dziewczyny odwiedzą co prawda Osadę Burego Misia, jednak Zuzia będzie miała wtedy innego opiekuna.

- Ja zajmę się organizacją obozu. Nie znaczy to jednak, że przestaniemy się spotykać – mówi Danka.

Autor artykułu: ANNA WYRWOŁ