Archive for July, 2001

Kania odwołany!

Wednesday, July 25th, 2001

Najpopularniejszy ostatnio ratuszowy urzędnik ze ścisłego świecznika, sekretarz miasta Józef Kania, został wczoraj odwołany ze stanowiska. 34 radnych było “za”, 1 “przeciw”, 6 wstrzymało się od głosu. Wniosek o odwołanie złożył prezydent miasta Bogdan Traczyk, który 13 kwietnia 1999 roku osobiście go rekomendował.

Spodziewając się zapewne problemów z odwołaniem, spowodowanych zapowiedziami kilku radnych skłonnych bronić sekretarza, przewodniczący Rady Miejskiej Henryk Juszczyk poprosił o wykładnię ratuszowego radcę prawnego. Ten poinformował, że głosowanie będzie jawne, a jego wynik zapadnie zwykłą większością głosów. Następnie Juszczyk przeczytał projekt uchwały, w którym napisano, że postanawia się odwołać ze stanowiska sekretarza Józefa Kanię, a ustanie stosunku pracy nastąpi po upływie okresu wypowiedzenia, wynoszącym jeden miesiąc.

- Proszę zaznaczyć, że odwołanie następuje w związku ze złożoną przez sekretarza rezygnacją – wtrącił Traczyk.

- Przypominam, że to pańskie służby formułowały dokument i nie ma w nim nic o rezygnacji – ripostował Juszczyk.

- Proszę to więc potraktować jako autopoprawkę – upierał się prezydent.

Głosowania nie poprzedziła jednak żadna dyskusja ani nawet słowo wątpliwości. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że prezydent miał zgłosić wczoraj również kandydaturę następcy odwołanego sekretarza. Miał nim zostać Grzegorz Tomaszczyk, poprzednik Kani. Na razie stołek pozostanie jednak nie obsadzony.

Nad głową Józefa Kani już dawno gromadziły się chmury. O odwołaniu przesądziło wydarzenie z 9 lipca, o którym informowaliśmy szeroko. Po godz. 21.00 Kania wpadł swoim audi na sygnalizator świetlny u zbiegu ulic Dmowskiego i Stojałowskiego w Bielsku-Białej. Zatrzymany przez policję, 15 godzin przebywał w izbie wytrzeźwień, gdyż w jego krwi płynęło 2,79 prom. alkoholu. Następnego dnia przewieziono go na przesłuchanie do Wydziału Ruchu Drogowego KMP. Sprawę dodatkowo bada prokurator. Grozi mu kara grzywny, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Autor artykułu: WANDA THEN

Głodówka (nie) zawieszona

Wednesday, July 25th, 2001

Przez ponad pięć godzin okupował wczoraj Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie w Bytomiu Andrzej Jończyński. Powód? Nie otrzymał jeszcze zasiłku wyrównawczego i pielęgnacyjnego. O godz. 15.30 po interwencji bytomskiej Straży Miejskiej sam zdecydował się opuścić budynek.

Bytomianin jest inwalidą pierwszej grupy. Porusza się na wózku inwalidzkim. W siedzibie bytomskiego MOPR pojawił się wczoraj około godz. 10.00. Najpierw miał zamiar okupować gabinet dyrekcji. Potem, ,przy pomocy” strażników miejskich, zgodził się przenieść się na korytarz. W oknie wywiesił kartę z napisem informującym, że właśnie rozpoczyna głodówkę.

- Jestem zdesperowany. Od niedzieli niczego nie jadłem. Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie daje mi miesięcznie około czterystu złotych. Od pewnego czasu pieniądze się spóźniają. Przyjechałem tu, bo nie mam za co żyć. Nie wspomnę już o lekach, które powinienem brać. Nie ruszę się z tego miejsca – zapewniał wczoraj mężczyzna.

Grażyna Karczewska-Wypiór, dyrektorka bytomskiego MOPR powiedziała nam, że w podobnej sytuacji znajduje się około 3 tys. bytomian.

- To, że pieniądze nie przychodzą na czas nie jest naszą winą. Wypłacamy je natychmiast kiedy sami je dostaniemy – powiedziała nam wczoraj dyrektorka. – Ten pan obraża naszych pracowników. Wyzwiskami obrzuca wszystkich, którzy tu pracują. Jest agresywny i niegrzeczny. Taka sytuacja powtarza się zbyt często, dlatego zastanawiam się, czy nie podać go do sądu o zniesławienie. Wpływają też do nas informacje, z których wynika, że ten człowiek wcale nie jest taki chory jak twierdzi.

Tuż przed zamknięciem siedziby MOPR ponownie pojawili się strażnicy miejscy. Za ich namową bytomianin sam zdecydował się opuścić budynek. Zapewnił nas jednak, że dziś rano znów rozpocznie głodówkę.

Autor artykułu: JOANNA LIDOCHOWSKA

Zwycięzców się nie sądzi

Tuesday, July 24th, 2001

Po trzech sezonach w ekstraklasie, gdy wydawało się, że ta przygoda może potrwać dłużej, radzionkowskiemu Ruchowi przyszło znów występować w II lidze. Naturalną koleją rzeczy, celem dla spadkowicza jest jak najszybszy powrót do elity. Piłkarze z Radzionkowa uczynili w sobotę pierwszy krok w tym kierunku. Przed nimi jednak wiele takich kroków.

Na inaugurację sezonu przyszło na stadion przy Narutowicza około 1500 widzów. Sporo jak na II ligę i sezon urlopowy, mało jak na porównanie z frekwencją na Ruchu I-ligowym, choć i ta malała w miarę zbliżania się do miejsc spadkowych. “I w II lidze Radzionkowa się nie wstydzę” – skandowała grupa szalikowców, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że nic już nie będzie tak jak dawniej. Euforii po zwycięstwach na Widzewem, Wisłą czy innymi potentatami naszego futbolu nie zastąpi 2:1 nad Hetmanem Zamość, który w ubiegłym sezonie długo bronił się przed spadkiem z II ligi. Po prostu Cidry ,muszą” wygrywać i “muszą” awansować do ekstraklasy, wszystko inne będzie porażką. Zadanie jednak nie będzie łatwe, choć w myśl nowych przepisów awansować będzie można nawet z czwartego miejsca, pod warunkiem wygrania barażu.

Po ostatnim gwizdku meczu z Hetmanem słychać było okrzyk radości, ale równie dobrze mogły to być objawy ulgi, bo krótko mówiąc lekko nie było. W ostatniej chwili dołączyli do drużyny Roman Madej i Rafał Oprzondek. W meczu nie zawiedli, choć ten pierwszy chyba jeszcze odczuwał skutki ciężkich treningów w Legii Warszawa, natomiast ten drugi był bardzo aktywny i zaliczył asystę przy pierwszej bramce. Dla jej zdobywcy, Łukasza Weseckiego, był to pierwszy gol w radzionkowskich barwach. Trener Jan Żurek pochwalił na konferencji prasowej dwóch debiutantów, Grzegorza Jurczyka i Grzegorza Kowalskiego. Oby to były rzeczywiście udane transfery, tym bardziej, że jakoś nie może się odnaleźć Robert Sierka. A co z legendą Cidrów, Marianem Janoszką? Jego zwolennicy niech się nie martwią. Na razie siedział na ławce rezerwowych, ale oznacza to, że jest gotów do gry i na pewno nie raz wspomoże jeszcze swą drużynę.

Ruch jeszcze w tym tygodniu pokaże się dwukrotnie na własnym boisku – w środę w Pucharze Ligi z GKS Bełchatów oraz w sobotę w lidze z Arką Gdynia. Oba mecze rozpoczną się o 17.00.

Osobą łączącą Ruch z Polonią Bytom był ostatnio napastnik, Sebastian Jurok. Mimo że był z “Cidrami” na obozie przygotowawczym, nie dostał do składu. Na pytanie czy będzie jeszcze szukał innego klubu, odpowiedział: – Nigdzie się sam nie pcham, idę tam skąd dzwonią i są zainteresowani. Te rundę na pewno zagram w Polonii. Jurok zdobył jedyną bramkę w sparingu Polonii z beniaminkiem III ligi, Mecem Sławięcicie. “Niebiesko-czerwoni” zagrali w następującym składzie: Gorczyca (46. Michał Wiśniewski) – Mariusz Wiśniewski, Szeląg (46. T. Buffi), Okoń, Domogała – Sala (46. Jarczyk), Szłapa (46. Razakowski), Kmieć (46. Brehmer), Zachnik (46. Wania) – Jurok, Polarz. Poloniści dwa razy trafiali w obramowanie bramki – Polarz w poprzeczkę, a Wania w słupek. Po raz pierwszy testowany był bramkarz Michał Wiśniewski z Wisły Kraków.

Autor artykułu: (jab)

Rowerowe potyczki

Tuesday, July 24th, 2001

30 dzieci w wieku od 6 do 18 lat wzięło udział w niedzielnym wyścigu rowerowym o puchar przewodniczącego Stowarzyszenia “Bezpieczne Miasto Bytom”. Impreza odbyła się na terenie Dąbrowy Miejskiej.

Wyścigi przeprowadzono w czterech kategoriach wiekowych. Aż w dwóch wygrali bracia Tomek Zwolankiewicz i Michał Sywal z Bytomia.
- Do wyścigu przygotowywałem się godzinę dziennie. To była zacięta walka i naprawdę trudno było wygrać – podkreślał Tomek.

- Za to ja nie miałem problemów z pokonaniem rywali, nie byli zbyt dobrzy. Dużo jeżdżę na rowerze z mamą do parku w Bytomiu albo w Chorzowie – chwalił się Michał.

W najbardziej profesjonalnej kategorii na dystansie 7 tys. metrów nie pokonany okazał się Leszek Brylski, uczeń trzeciej klasy Zespołu Szkół Zawodowych w Bytomiu.

- Walka była zacięta, zwłaszcza na ostatnich metrach. Staram się jeździć na rowerze jak najczęściej. Już trzeci rok startuję w różnych wyścigach. Jedne z lepszych miejsc udało mi się zająć w Wiśle i Radzionkowie – powiedział “DZ” Leszek.

Wszyscy laureaci dostali puchary, dyplomy i nagrody. Ale podczas niedzielnej imprezy wcale nie trzeba było być na mecie jednym z pierwszych, by dostać rower. Wszyscy uczestnicy wyścigu mogli bowiem wziąć udział w losowaniu tej cennej nagrody. Szczęście dopisało Mariuszowi Majorowi, uczniowi II klasy Zespołu Szkół Elektryczno -Elektronicznych. – Strasznie się cieszę. To trzeci rower w rodzinie, ale na pewno się przyda. Na przykład na wycieczki do Świerklańca lub na Chechło – mówił Mariusz.
Wyścigi rowerowe nie były jedyną atrakcją imprezy w Dąbrowie Miejskiej. Można było także wziąć udział między innymi w konkursie gwary śląskiej. Wygrał 11-letni Mateusz Stawski z Siemianowic Śląskich. Przy tłumaczeniu śląskich słów nie popełnił żadnego błędu. Wiedział na przykład, że śląskie wieprzki to agresty, a ciampuleta to błoto. Policjanci prowadzili konkurs ze znajomości ruchu drogowego oraz egzaminy na karty rowerową i motorowerową.

- Trudno było zdać, najwięcej miałam problemów ze znajomością znaków ale się udało – mówiła Aleksandra Paszek ze Stolarzowic, która zdała egzamin na kartę rowerową.

Autor artykułu: KATARZYNA MAJSTEREK

Bezrobotni przed szansą

Tuesday, July 24th, 2001

Około 80 bytomskich bezrobotnych może jeszcze znaleźć zatrudnienie w ramach tzw. prac interwencyjnych. Z podobnych ofert skorzystało w tym roku już 50 osób. Jeśli będą mieć szczęście być może pracodawcy zdecydują się ich “zostawić” w swojej firmie. W ubiegłym roku prace na stałe znalazło w ten sposób ponad 140 bezrobotnych.

Otym kto i na jakich zasadach może zostać zatrudniony w ramach tzw. prac interwencyjnych pisaliśmy już na łamach “DZ”. Przypomnijmy tylko, że pracodawca, który zatrudni bezrobotnego może liczyć na refundację poniesionych kosztów pokrywających część wynagrodzenia oraz część składki na ubezpieczenia społeczne danego bezrobotnego. Od początku roku w ramach prac interwencyjnych na sześć miesięcy pracę znalazło już około 50 bezrobotnych. Z umów absolwenckich skorzystało natomiast około 90 osób.

- Jeśli chodzi o prace interwencyjne, to większość znalazła pracę w branży budowlanej oraz sklepach. To, gdzie pracują zależy tylko i wyłącznie od ofert oraz ich kwalifikacji. My ze swojej strony niczego nie narzucamy – mówi Iwona Szczudło, zastępca kierownika Powiatowego Urzędu Pracy w Bytomiu.

Bytomski PUP ma jeszcze około 52 tys. zł na prace interwencyjne. Pieniądze wystarczą na zatrudnienie nawet 80 osób. To czy bytomianie będą mieli szanse wykazania się swoimi umiejętnościami przed przyszłymi pracodawcami zależeć będzie tylko od tego czy zakłady pracy złożą w bytomskim PUP-ie swoje oferty. O tym, że warto z nich korzystać przekonują ubiegłoroczne statystyki.

- Zatrudnienie na stałe znalazła połowa bezrobotnych, która skorzystała z organizowanych przez nas szkoleń. Powiem tylko, że było to blisko 500 osób. Spośród 99 bezrobotnych, który skorzystali z tak zwanych umów absolwenckich pracę znalazło 85. Statystyki pokazują więc , że nie warto siedzieć z założonymi rękami. Bo pracodawcy, jeśli są tylko zadowoleni z pracowników, chętnie “zostawiają” ich w swoich firmach na stałe – przekonuje Iwona Szczudło.

Autor artykułu: JOANNA LIDOCHOWSKA

Ukraińscy wolontariusze

Saturday, July 21st, 2001

W ramach wymiany polsko-ukraińskiej do chorzowskiego Towarzystwa Praw i Godności Dziecka ,Wyspa” przyjedzie dziś grupa wolontariuszy z Ukrainy. Dwutygodniowy pobyt w Polsce jest formą służby socjalnej, która polega na pomaganiu dzieciom poprzez organizowanie warsztatów czy też pracę z nimi. Uzupełnieniem praktyk będą wspólne prace remontowo-budowlane z chorzowskimi wolontariuszami przy uporządkowaniu terenu przyległego do ,Wigilijnego Miasteczka”, na którym powstać ma plac zabaw.

Autor artykułu: (bed)

Tajemnicze raporty

Saturday, July 21st, 2001

Wiarygodność tzw. raportu taterników oraz jego autora – Jacka Jaworskiego mieli potwierdzić wczoraj w sądzie dwaj nowi świadkowie procesu w sprawie ,Wujka”: senator Zbigniew Romaszewski oraz Joshiho Umeda, były działacz ,Solidarności” Regionu Mazowsze.
Senator Romaszewski zeznał tylko tyle:

- W stanie wojennym miałem się spotkać z Bogdanem Zalegą, który chciał mi przekazać informacje o szkoleniu zomowców w górach i wydarzeniach w kop. ,Wujek”. Do spotkania nie doszło, bo zostałem aresztowany.

Z Jackiem Jaworskim spotkał się dopiero w ub. roku. Wówczas otrzymał od niego raport, który przekazał wiceministrowi Leszkowi Piotrowskiemu z Ministerstwa Sprawiedliwości, gdyż uznał, że ,może on posiadać wartość dowodową” (do sądu raport ów nie trafił od ministra Piotrowskiego – przyp. ,DZ”).

Zeznania Joshiho Umedy przerodziły się w mowę obrończą wiarygodności taternika Jaworskiego, byłego oficera milicji. O raportach nie słyszał, ale przekonywał sąd, że Jaworski przekazywał mu – z własnej woli – informacje o działaniach ówczesnej MO, w tym o przygotowaniach do stanu wojennego.

Umeda twierdzi, że wymienił nazwisko Jaworskiego, jako źródło swoich informacji, Zbigniewowi Bujakowi z kierownictwa ,S” (Bujak zaprzeczył przed sądem, że słyszał o takim człowieku – przyp. ,DZ”).

- Jaworski nie mógł kłamać, bo jest dżudoką, ma czwarty dan i jest taternikiem, tacy ludzie nie kłamią – powtarzał Umeda.

- Ale skłamał, że choruje, by przejść na milicyjną rentę… – dociekaliśmy.

- Widać tak było lepiej dla sprawy – uzasadnił Japończyk.
Pierwsze raporty taterników powstały rzekomo w 1982 roku podczas szkoleń w górach plutonu specjalnego ZOMO, oskarżonego o strzelanie do górników ,Wujka”. Miały trafić do podziemnej ,Solidarności”, ale nikt z działaczy do tej pory nie potwierdził przed sądem faktu ich istnienia w tamtym czasie.

Autor artykułu: TERESA SEMIK

Isuzu zwalnia

Saturday, July 21st, 2001

Tyska fabryka Isuzu musi zwolnić 60 pracowników. Decyzję o redukcji wydało kierownictwo koncernu w Japonii. Zakład będzie teraz pracował na dwie zmiany.

- Rynek okazał się brutalny. Japończycy byli po naszej stronie, ale mimo starań nie udało nam sie ocalić całej załogi – powiedział ,DZ” Jarosław Roztocki, dyrektor generalny Isuzu Motors Polska.

Firma ogranicza produkcję, ponieważ spadły zamówienia. Zakład w Tychach produkuje silniki diesla do samochodów Opla. Spadek sprzedaży aut ma miejsce nie tylko na rynku polskim, jest widoczny także za granicą, co stało się przyczyną obecnych kłopotów Isuzu. Roztocki wyraził nadzieję, że załamanie na rynku nie potrwa długo i będzie można wrócić do pracy w systemie 3-zmianowym.

Z 60-osobowej grupy, która straci pracę, 40 pracowników było zatrudnionych na czas określony. Powodem odejścia będzie więc wygaśnięcie terminu umowy.

Zmniejszenie zamówień nastąpiło – jak powiedziano nam w zakładzie – w ostatnim czasie. Zwalniani pracownicy otrzymają odprawy. To, co stało się w Tychach, jest odpryskiem sytuacji w całym koncernie, który także w innych krajach ogranicza zatrudnienie.

Tyska fabryka jest jedynym, nie licząc znacznie mniejszej fabryki autobusów w Turcji, zakładem produkcyjnym firmy w Europie. Silniki wysyłane są do fabryk w Niemczech, Belgii i Wielkiej Brytanii.

Autor artykułu: (ADW)

Transza powodziowa

Thursday, July 19th, 2001

(RACIBÓRZ) Racibórz otrzymał 1,6 mln zł z Banku Światowego na realizację planu ograniczenia skutków powodzi i profilaktyki powodziowej. Pieniądze mają być wydane m. in. na zakup sprzętu, pomocnego do walki z żywiołem.

W lipcu 1997 roku w Raciborzu zalanych zostało m. in. 300 zakładów pracy, mnóstwo domów i mieszkań. Około 1500 rodzin było ewakuowanych. Pod koniec 1997 roku rząd polski zawarł z Bankiem Światowym umowę w sprawie realizacji projektu likwidacji skutków powodzi. W prace nad dokumentem zaangażował się również Racibórz. Gmina opracowała wspomniany plan, który składa się z 55 zadań. Realizacja 24 z nich wymaga sporych nakładów finansowych.

- Właśnie na to dostaliśmy pieniądze – tłumaczy Waldemar Tański, szef Miejskiego Inspektoratu Obrony Cywilnej. – Dzięki wsparciu wyposażony zostanie miejski magazyn przeciwpowodziowy. Sfinansowany będzie zakup sprzętu komputerowego dla miejskiego systemu informacji o terenie oraz przetwarzania cyfrowych map terenów zalewowych, a także dla zintegrowanego systemu łączności radiowej. Racibórz wdroży również gminny system oznakowania dróg ewakuacji.

Miasto zakupi też filmy i broszury o tematyce powodziowej. W planie jest uruchomienie strony internetowej z informacjami o profilaktyce przeciwpowodziowej. Gmina myśli również o wydaniu okolicznościowego komiksu, adresowanego do uczniów szkół podstawowych. Ten nacisk na profilaktykę i właściwy przepływ informacji nie jest przypadkowy. Kataklizm sprzed czterech lat pokazał, że właśnie te elementy najbardziej szwankowały.

Do 13 września w drodze przetargów zostaną wybrane firmy, które zajmą się realizacją wszystkich zadań. Prace potrwają około 6 miesięcy.

Autor artykułu: adr

Grożna woda

Thursday, July 19th, 2001

Zabrakło kilku centymetrów, by woda wdarła się do budynku Górnośląskiego Centrum Rehabilitacji “Repty” w Tarnowskich Górach. A wtedy ewakuować trzeba byłoby stu najbardziej chorych pacjentów z oddziału paraplegii.

We wtorek późnym wieczorem ulewny deszcz zaczął poważnie zagrażać pacjentom GCR-u. Na miejscu natychmiast pojawiło się prawie 40 strażaków, którzy zaczęli wypompowywać wodę sprzed budynku. Ściągnięto też dyrektora ośrodka. – Kanalizacja burzowa nie była w stanie przyjmować tak dużej ilości deszczu – powiedział “DZ” mł. kpt. Jan Ozga z Komendy Powiatowej PSP w Tarnowskich Górach. Gdyby woda podniosła się jeszcze kilka centymetrów, wdarłaby się do piwnic.
- Zagrożone były też dwa oddziały paraplegii, gdzie do łóżek przykutych jest stu ciężko chorych pacjentów. Na szczęście nikogo nie trzeba było ewakuować – cieszy się Krystian Oleszczyk, dyrektor GCR-u. Wczoraj chwile grozy przeżyli też mieszkańcy miejscowości Koty. Ulica Szkolna przemieniła się tam w rwącą rzekę. W powiecie tarnogórskim i Bytomiu zalane i zniszczone są mieszkania, domy oraz szkoły. Ulewne deszcze ominęły tylko Piekary Śląskie.

W powiecie tarnogórskim zalanych było kilkanaście domów i gospodarstw. Co kilka minut strażacy odbierali telefony przerażonych ludzi. Wyjeżdżali ponad 30 razy. Groźnie było m.in. przy ul. Repeckiej i Pastuszki w Tarnowskich Górach, gdzie woda dostała się do piwnic domów. W Tworogu ul. Chabrowa zamieniła się w rwący potok. Żeby ratować pobliskie domki letniskowe trzeba było ułożyć ochronny wał.
? Pracowaliśmy do późnej nocy. Poszło prawie dwieście worków z piachem. Posesje są już bezpieczne – powiedział “DZ” Andrzej Ecler, wójt Tworoga.
Wczoraj od rana podobny problem mieli też mieszkańcy Kotów. Po ulewnych opadach ul. Szkolną płynęła bowiem rzeka. Woda sięgała do kolan. Ulicę wyłączono z ruchu. Niepokojąco podniósł się poziom rzeki Mała Panew w Krupskim Młynie. Wczoraj w południe do stanu alarmowego rzeki brakowało tylko 26 centymetrów. Dramatycznie było też w Bytomiu. Przy ul. Nickla “utopiła” się skoda felicja. Na ratunek kierowcy natychmiast wyjechali bytomscy strażacy.
- Woda sięgała tak wysoko, że zaczęła przez drzwi wlewać się do środka samochodu. Kierowca nie mógł ruszyć samochodem, bo woda zalała mu silnik. Zalana została Szkoła Podstawowa nr 43 w Stolarzowicach. Złamane przez wichurę i silny deszcz konary drzew zatarasowały ulice. Bez przerwy wzywano nas do zalanych piwnic – wylicza kpt. Adam Wilk, dowódca Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej bytomskiej PSP.
Zalanych jest też kilka mieszkań w budynku przy ul. Smolenia 31.
- Woda przeciekała przez dach. Budynek jest w opłakanym stanie. Żeby skorzystać z toalety musiałem zaopatrzyć się w parasol i kalosze – powiedział nam Krzysztof Sarwa, jeden z mieszkańców.
Zdaniem Janusza Jawora, z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Katowicach, mieszkańcy Śląska mogą być spokojni.
- Przez najbliższe dwa dni nie powinno padać – powiedział “DZ” Jawor.

Autor artykułu: JOANNA LIDOCHOWSKA