Archive for May, 2001

Rycerskie pojedynki

Monday, May 28th, 2001

Rycerze w kolczugach walczyli o honor swoich dam. Strzały łuczników ze świstem trafiały w tarcze, w wolnej chwili średniowieczne towarzystwo bawiło się w piłkę, a gdy zapadł zmrok drewniane miecze poszły w ruch. Tak wyglądał pierwszy w Bielsku turniej rycerski, na który zjechały znakomite bractwa z całego kraju m.in. chorągwie krakowska i poznańska.

- To nie jest tylko przebieranie się za rycerza. W pewnym sensie nim trzeba być. Nie wyobrażam sobie uczestnika ruchu rycerskiego, który tu ślubuje przed damami godne i prawe zasady walki, a w życiu prywatnym bierze łapówki lub je daje – powiedział Wojciech Kłosowski z Beskidzkiego Bractwa Rycerskiego Wolna Drużyna Ziemi Beskidzkiej. Spore zainteresowanie wzbudził pokaz sprawności rycerskiej na machinach beskidzkich i strzelanie z łuku, a także inscenizacja bitwy Księstwo Cieszyńskie w ogniu.

Autor artykułu: (klm)

Teatralna premiera

Monday, May 28th, 2001

Premierowych gości przywitał dyrektor, przymawiając się z wdziękiem o oklaski. Potem były gromkie brawa dla wykonawców “Scenariusza dla trzech aktorów”. Zwłaszcza po każdym pieprzniejszym zwrocie padającym ze sceny. Potem ubawiona publiczność poszła do domu.

Twórczość Bogusława Schaeffera, autora premierowego “Scenariusza”, dramaturga i kompozytora, wykracza poza szablony, burzy nasze przyzwyczajenia, atakuje nas nagłymi zwrotami akcji, nastroju. Jego pasja prześmiewcza wodzi nas na manowce. Bohaterowie Schaeffera grają na pewnych strunach naszego nastroju, schlebiają naszym utartym schematom myślowym, by za chwilę wywrócić wszystkie znaczenia na nic, śmiejąc nam się w twarz. Schaeffer momentami bywa poważniejszy i przybiera tony mentorskie. Poucza nas. Odwołuje się do wielkich zadań sztuki. Czasem mamy wrażenie, że jego twórczość wyrasta z ducha wieku XVIII wieku, gdzie chciano bawiąc, uczyć.

Niestety, jest wiek XXI i nie mamy już żadnej pewności, co autor chciał powiedzieć. Wszystko staje się grą, której piętra mylą się nam jak w rysunkach schodów prowadzących zarówno w dół jak i w górę, a bieg linii wciąż oszukuje nasz wzrok.

Tymczasem aktorzy częstochowskiej premiery pokazali, że ‘Scenariusz dla trzech aktorów” może być prostszy. Że ta sztuka może być wesołą komedią. Zabawą teatrem. Śmieszą nas dowcipy słowne i sytuacyjne. Tłuste i pieprzne dialogi. Bo aktorzy mówią jak my. I grają jak na naszej scenie zwykło się grać. Jeśli jeszcze na widowni jest morowa publiczność, to śmiech jest zaraźliwy jak kawalerskie choroby. Po chwili śmieje się już cała sala. I może właśnie o to chodzi. O taki miły wieczór dla dorosłych.

Jednak niepokoi wciąż pytanie, czy nie gubimy tutaj jakiejś warstwy tekstów Schaeffera, gdy naszemu śmiechowi nie towarzyszy żadna refleksja. Bawiąc, niczego się nie uczymy. Nie uświadamiamy sobie, że śmiejemy się z samych siebie i człowieka, co łasi się do nas jak kot do spyrki.

Bogusław Schaeffer “Scenariusz dla trzech aktorów”. Reżyseria Bogusław Semotiuk. Występują: Iwona Chołuj, Arkadiusz Głogowski, Robert Rutkowski. Premiera 26 maja 2001.

Autor artykułu: (wp)

Cenne, ale nie chronione

Thursday, May 24th, 2001

(BĘDZIN,DĄBROWA GÓRNICZA) Cenne, zabytkowe przedmioty w kościołach i przydrożnych kapliczkach stanowią gratkę dla złodziei. Sakralne dzieła sztuki, jeśli trafiają do kolekcjonerów, są często nie do odzyskania. Śląska Służba Ochrony Zabytków i policja postanowiły zająć się problemem.

Kradzieże dzieł sztuki z kapliczek i kościołów zdarzają się dość często. Na szczęście zwykle są to przedmioty, które nie mają dużej wartości materialnej. Bywa jednak i tak, że umieszczane w kapliczkach przedmioty są naprawdę cenne, a wtedy stają się łakomym kąskiem dla złodziei.
- Dwa lata temu z pałacowego parku w Świerklańcu skradziono zabytkową rzeźbę. Kilka dni temu z kapliczki na Górze Zamkowej w Będzinie zginęła rzeźba świętego Jana Nepomucena z XVIII wieku. Nie wiadomo jaką stanowiła wartość, trwają ekspertyzy. Trudno ustalić również kiedy dokładnie rzeźba zginęła. Kapliczka nie miała żadnych zabezpieczeń i każdy mógł statuetkę skraść – tłumaczy komisarz Edward Adamek, zastępca naczelnika Wydziału Przestępstw Kryminalnych KPP w Będzinie.

Wiele problemów z ochroną kapliczek mają pracownicy muzeum w Sławkowie. Na terenie gminy jest ok. 50 takich obiektów. Niektóre zawierały bardzo cenne dzieła sztuki. Część wyposażenia skradziono, część zdewastowano. Dwie późnobarokowe rzeźby św. Jana Nepomucena i św. Anny Samotrzeciej trafiły do muzeum.
- Kapliczki przydrożne są pięknym fragmentem polskiego krajobrazu. Wiele osób dba o nie. Są przystrojone wstążkami, ubrane w świeże kwiaty. Najstarsza sławkowska kapliczka pochodzi z połowy ubiegłego stulecia, a ufundowali ją sławkowianie z wdzięczności za ocalenie z życia z epidemii cholery. Niestety, kapliczki często są obiektami ataków chuligańskich, dlatego jedyną formą ich ochrony było zastąpienie cennych przedmiotów, innymi dewocjonaliami – tłumaczy Barbara Noryńska z Muzeum Regionalnego w Sławkowie.

W połowie lat 90-tych ważnym odkryciem muzealnym było ujawnienie w jednej z kapliczek w Dąbrowie Górniczej XVIII?wiecznego malowidła. Informacje o znalezisku nie zostały nagłośnione i przedmiot udało się zachować. Komisarz Andrzej Wieczorek, rzecznik prasowy KMP w Dąbrowie Górniczej nie przypomina sobie jednak, by w ostatnim czasie poproszono policję o pomoc w zabezpieczeniu kościoła lub zabytkowej kaplicy. Irena Kontny ze śląskiego oddziału Służby Ochrony Zabytków stwierdza, że stan zabezpieczenia obiektów sakralnych nie jest dobry. Przydrożne kapliczki nie mają w ogóle żadnych zabezpieczeń. Dlatego cenne przedmioty, które powstały przed XVIII wiekiem, nie powinny w ogóle znaleźć się w takich obiektach. W muzeum czy kościele mają większe szanse na ochronę.
- W kapliczkach wystarczą pozostawione kopie lub repliki najcenniejszych przedmiotów. Na szczęście w przydrożnych kapliczkach nie pozostało już ich wiele, najczęściej właśnie dlatego że zostały skradzione. Kilka lat temu skradziono z nie zabezpieczonego tryptyku gotyckiego na Górnym Śląsku, XIV?wieczne rzeźby. Problem był dotychczas traktowany marginalnie. Dopiero niedawno rozpoczęliśmy ścisłą współpracę z policją. Dzięki temu szybciej będzie można przygotować informacje o przedmiocie oraz rozpocząć jego poszukiwania – dodaje Irena Kontny.

Autor artykułu: Agnieszka ZieliŃska

Druhny z Brudzowic

Thursday, May 24th, 2001

(BRUDZOWICE, SIEWIERZ) Podczas obchodów 90-lecia OSP Siewierz nie mogło zabraknąć koncertu strażackich orkiestr dętych. Wystąpiły zespoły z Brudzowic, Grodźca, Siewierza i Wojkowic Kościelnych.

Widzom szczególnie podobała się orkiestra z Brudzowic, w której pierwszym szeregu maszerowały cztery druhny ubrane w fantazyjne, czerwone mundury. Zespół OSP Brudzowice liczy 25 muzyków, a jego kapelmistrzem jest Stefan Łebek. (wow)

Autor artykułu: wow

W barwach rekinów

Thursday, May 24th, 2001

Dariusz Śledź jest jednym z bardziej doświadczonych i utytułowanych żużlowców w Polsce. Od kilku tygodni popularny “Rybka” ściga się w barwach RKM-u Rybnik. W ostatnim meczu ligowym z ŁTZ Łódź Dariusz Śledź po raz pierwszy zaprezentował swoje umiejętność przed rybnicką publicznością.

Moja przygoda z żużlem zaczęła się w Lublinie – wspomina Darek. – Wraz z kolegami z osiadla założyłem grupę zapalonych fanatyków motoryzacji. Nie chcieliśmy jednak, aby nasze zainteresowania ograniczały się tylko do wyczynów pod blokiem. Próbowaliśmy przełożyć to na sport. Najpierw był motocross, później trafiliśmy do sekcji żużlowej w miejscowym “Motorze”.

Samozaparcia starczyło tylko Darkowi, jego koledzy szybko zrezygnowali. Talent i praca zaowocowały w 1990 roku. Wtedy to Dariusz Śledź wystartował w finale mistrzostw świata juniorów. Rok później wraz z kolegami z “Motoru” został wicemistrzem kraju. W 1992 trafił do Sparty Wrocław (obecnie WTS “Atlas” Wrocław). Działacze klubu wiązali duże nadzieje z młodym żużlowcem, który we “wrocławskich” czasach był złotym medalistą drużynowych mistrzostw Polski. W 1993 został zdobywcą Złotego Kasku. W rok później odniósł największy sukces w swojej historii. Wraz z Tomaszem Gollobem wywalczyli tytuł drużynowych wicemistrzów świata.
- We Wrocławiu największe sukcesy odniosłem w pierwszych latach swoich startów – nie kryje Darek. – Później przyszedł kryzys. Tak do końca nie wiem, czym był on spowodowany. Wobec silnej rywalizacji straciłem miejsce w podstawowym składzie.

Wszystko to sprawiło, że po 8 latach “Rybka” postanowił zmienić klimat. Pierwszym klubem, zainteresowanym usługami Dariusza Śledzia, była ekstraligowa Unia Leszno. Działacze nie doszli jednak do porozumienia. Potem skutecznie zainteresował się Darkiem I-ligowy rybnicki RKM. W barwach nowego klubu żużlowiec pierwszy raz wystąpił w Rawiczu w meczu z Kolejarzem. Chociaż nie był do końca zadowolony ze swojego startu, zdobył 8 punktów, które pomogły wygrać rybniczanom. W debiucie przed własą publicznością Darek zdobył 9 punktów.
- Mnie i kolegów interesuje powrót RKM-u do żużlowej ekstraklasy. Jesteśmy na dobrej drodze. Mamy mocną drużynę, w której panuje fantastyczna atmosfera. Indywidualnie chciałbym jak najlepiej wypaść w eliminacjach mistrzostw Polski – podkreśla Dariusz Śledź.

Autor artykułu: ROBERT GALIŃSKI

Kostka niezgody

Wednesday, May 23rd, 2001

- Całe to montowanie krat i przegródek w samochodach osobowych jest bzdurą. Powinno się zmienić zasady leasingu i nie byłoby kombinacji i krętactw – twierdzi Piotr Śliwka, katowicki dealer Skody. Ministerstwo Transportu na razie wstrzymało się z decyzją ograniczająca homologacje samochodów osobowych jako ciężarowe.
Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych twierdzi, że nowe rozporządzenie o… kostce mieszczącej się w bagażnik, szykowane przez resort transportu, pozbawiłoby budżet państwa co najmniej 30 mln zł rocznie. Taka byłaby wartość niesprzedanych samochodów, które teraz kupują przedsiębiorcy odliczając podatek VAT i koszty amortyzacji. Ministerstwo Finansów, pomysłodawca ograniczeń, zakłada jednak, że będzie odwrotnie i budżet na bardziej rygorystycznych przepisach zyska. Nad nowymi przepisami pracuje zespół ekspertów z trzech ministerstw: finansów, gospodarki i transportu. Jednak kiedy będą gotowe – nie wiadomo.

- Możemy ewentualnie zgodzić się na kostkę o boku 60 centymetrów choć serce nas boli – powiedział ,DZ” Lech Pilawski, dyrektor generalny Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych.

Absurd z kostkami zaczął się jeszcze w ubiegłym roku. Ministerstwo Finansów doszło do wniosku, że dotychczasowe przepisy, pozwalające po dokonaniu pewnych przeróbek uznać
samochód osobowy za dostawczy
pozbawiają budżet sporych dochodów. Jest bowiem tak, że na przykład skoda octavia lub opel corsa po zamontowaniu stalowej kraty tuż za tylnym siedzeniem stają się – według przepisów – ciężarówkami. Nie muszą to być samochody w wersji kombi, które można byłoby jeszcze uznać za dostawcze. Przegroda zmieniając wpis w dowodzie rejestracyjnym pozwala zaoszczędzić 22 proc. ceny samochodu, które nabywca wlicza w koszty działalności gospodarczej. Drugą korzyścią jest odliczenie kosztów amortyzacji. W rezultacie samochód osobowy średniej klasy uznany za ciężarowy jest przynajmniej o kilkanaście tysięcy złotych tańszy.

Eksperci ministra Jarosława Bauca wpadli na pomysł, żeby homologację ciężarową dostało tylko takie auto, do którego części ładunkowej można zmieścić sześcian
o boku 90 cm. Później zdecydowano się, że kostka może być mniejsza i liczyć 70 cm. Rozporządzenie było już gotowe i czekało tylko na podpis ministra transportu Jerzego Widzyka. Ten jednak wstrzymał się z decyzją. Jednym z powodów był protest PKPP.

- Przepisy o sześcianach są absurdalne – twierdzi Pilawski wyjaśniając, że 70-centymetrowa kostka ograniczy liczbę sprzedawanych samochodów o 75 proc. Jeżeli obecnie homologację ciężarową uzyskuje 100 modeli, według nowych przepisów byłoby ich zaledwie 20. Sprzedaż spadłaby ze 140 tys. sztuk do zaledwie 35 tys. Drobni i średni przedsiębiorcy, którym najbardziej zależy na utrzymaniu dotychczasowego stanu rzeczy, musieliby ponosić znacznie wyższe koszty działalności gospodarczej.

W poniedziałek konfederacja zorganizowała przed gmachem Ministerstwa Transportu happening układając z 70-centymetrowych kostek mur. Poskutkowało. Minister Widzyk zapowiedział, że rozmowy będą toczyć się dalej. Jednocześnie pojawiła się nowa propozycja: kostka o boku 60 cm, z jednoczesnym wymogiem, by przestrzeń ładunkowa w autach mających więcej niż jeden rząd siedzeń była nie mniejsza niż 700 litrów. Nie wiadomo jeszcze, czy zgodzi się na to fiskus.

Wczoraj w Ministerstwie Finansów nie ukrywano niezadowolenia z niepodpisania przygotowanego wcześniej rozporządzenia. Biuro prasowe resortu nie chciało komentować decyzji ministra Widzyka. Ten z kolei powoływał się na interes przedsiębiorców:

- Przedstawiciele małych i średnich przedsiębiorstw oraz leasingodawców zgłaszali uwagi do treści tego rozporządzenia wskazując, że trzeba uczynić wszystko, aby nie było ono represyjne i nie stwarzało negatywnych skutków dla ich działalności – powiedział.

PKPP uzyskała zapewnienie, że żadne przepisy w tej sprawie nie zostaną wprowadzone bez konsultacji z tą organizacją. Na co liczą przedsiębiorcy? Chcieliby, żeby wszystko zostało po staremu.
- Takie ograniczenia są naszym polskim wymysłem. Nie powinno ich być wcale. To przedsiębiorca powinien decydować, co jest mu potrzebne do prowadzenia działalności i wliczać w koszty – argumentuje Pilawski. Przyznaje jednocześnie, że uznawanie samochodu osobowego za ciężarowy jest bzdurą.
Skąd ten absurd?

Pilawski twierdzi, że ze złego sposobu rozliczania samochodu.

- Powinno być tak jak za granicą. W Niemczech prawie 60 proc. samochodów sprzedaje się w leasingu i nikt nie montuje krat ani przegródek – przekonuje Śliwka.

Dealerzy, wbrew temu co alarmistycznie zapowiada PKPP, raczej nie wydają się specjalnie przejęci kłopotami z homologacją.

- Sprzedaż takich samochodów i tak stanęła, bo w ogóle niewiele aut się sprzedaje – przyznaje Jan Mucha, dealer Opla z Mikołowa.

- To nie jest problem, który spędzałby nam sen z powiek – dodaje Śliwka.

Autor artykułu: ADAM WOŻNIAK

Najhojniejszym darczyńcom

Wednesday, May 23rd, 2001

555 tysięcy złotych zebrała w ubiegłym roku ,Fundacja na Rzecz Rodziny” założona przez Ludgardę i Jerzego Buzków. Jak zapewniła pani premierowa, pozwoliło to z powodzeniem zrealizować aż 22 projekty fundacji.

W ruinach Teatru Miejskiego odbył się okolicznościowy koncert, podczas którego premier wraz z małżonką osobiście podziekowali wszystkim zaangażowanym w rozwój fundacji osobom i instytucjom. Gratulując wyróżnionym, Ludgarda Buzek poinformowała obecnych o kolejnym projekcie fundacji – akcji ,Bezpieczne wakacje”, jaka odbędzie się latem w powietcie gliwickim. Spotkanie w teatrze uświetnił występ zespołu Mirosława Muzykanta ,Ensemble”, chóru Resonans Con Tutti oraz Teatru Tańca ,Atrum”.

Autor artykułu: (mik)

“Pożyczone” operacje

Wednesday, May 23rd, 2001

Pierwszą udaną operację zaćmy zespół lekarzy Szpitala Okulistyczno-Laryngologicznego przeprowadził w listopadzie ubiegłego roku. Od tego momentu zabiegowi wszczepienia wykonanej z masy plastycznej soczewki poddało się siedemdziesięciu pacjentów.

W pierwszym kwartale tego roku placówka wypracowała już 140 proc. kontraktu zawartego ze Śląską Kasą Chorych, głównie dzięki tym zabiegom. Niestety, szpital operacje usuwania zaćmy wykonuje przy pomocy pożyczonego urządzenia. Obecnie sprzętu użyczyła kolejna firma i do końca roku ciągłość operacji zostanie zachowana. Co jednak będzie dalej?

- Wszczepianie soczewki należy do standardowych metod leczenia zaćmy. Na Śląsku zabiegi te wykonuje kilkanaście ośrodków medycznych. Gliwicki szpital nie dysponował do tej pory odpowiednim sprzętem. Marzyłaby się nam taka aparatura na stałe. Niestety, kosztuje ona około 130 tys. złotych, a niepewność w jakiej obecnie pracujemy powoduje jednak dyskomfort – mówi dr Marek Rzendkowski, który nim został ordynatorem oddziału okulistycznego przez jedenaście lat pracował w Klinice Okulistycznej prowadzonej przez prof. Ariadnę Gierek-Łapińską.

Być może jeszcze w tym roku zostanie ogłoszony przetarg na zakup tego specjalistycznego urządzenia. Prawdopodobnie zostanie kupione na raty. Jest szansa, że wykonywanymi w tym roku operacjami szpital zapracuje na urządzenie. Część pieniędzy już gromadzono. Ordynatorowi Rzendkowskiemu marzy się jednak, by znaleźli się sponsorzy, którzy by je kupili, a oddział mógłby zarabiać na zakup kolejnych urządzeń przydatnych w leczeniu okulistycznym. Takich jak laser argonowy, używany m.in. przy leczeniu powikłań cukrzycy i funduscamera do badania dna oka, pomocna przy diagnozowaniu szeregu chorób siatkówki. Wówczas gliwicki szpital mógłby się już porównywać z innymi nieklinicznymi ośrodkami ze Śląska. Z szacunków doktora Rzendkowskiego wynika, że aby doposażyć szpital potrzeba by około miliona złotych.

Według jego szacunków, spośród trzystutysięcznej populacji regionu gliwickiego około tysiąc osób rocznie powinno mieć wykonaną operację usunięcia zaćmy z równoczesnym wszczepieniem soczewki wewnątrzgałkowej. Śląska Kasa Chorych w pełni refunduje koszty takich operacji w ramach programu “Soczewki”.

- Jeszcze kilkanaście lat temu choroba ta kojarzyła się głównie z podeszłym wiekiem i operowano jedynie pacjentów, którzy całkowicie stracili wzrok. Teraz cierpią na nią nawet czterdziestolatkowie, przy czym lepiej operować ją w fazie początkowej, gdy ostrość wzroku w 30-40 proc. jest prawidłowa – dodaje ordynator Rzendkowski.

Autor artykułu: JOANNA HELER

Portret biedy

Tuesday, May 22nd, 2001

Brud i biedę zobaczyć można pod każdą szerokością geograficzną, także w Paryżu, gdzie dziś mieszka artysta Bogdan Konopka. Ale on szukał jej w krajach dawnego obozu socjalistycznego i efekty pokazał na wystawie ,Rekonesans”, którą zobaczyć można w Galerii ,Pusta” Górnośląskiego Centrum Kultury w Katowicach.

Czarno-białe fotografie Bogdana Konopki pod względem technicznym są bardzo ciekawe, mają swój styl, oryginalną estetykę z przenikającym światłem. Zrobione wielkoformatową kamerą, stykowe, odzwierciedlają realny świat z jego wszystkimi niedoskonałościami. Dominującym odcieniem jest szarość i na niej najpełniej widać szczegóły oraz klimat każdego obrazu. Konopka przykłada oko kamery do fotografowanego przedmiotu, eliminując przestrzeń. Pozostaje tylko obraz, który właśnie przykuł jego uwagę – zwykle jest to fragment ponurego krajobrazu, zawsze bez ludzi, bez śladów życia. Otoczony czarną opaską, niczym kirem, mówi o śmierci i zapomnieniu. Tylko prowokujące światło niesie jakąś nadzieję.

,Rekonesans” powstał po wygraniu przez Konopkę konkursu (grantu) organizowanego przez Szwajcarów i za ich pieniądze. Zapewne z myślą o tamtym odbiorcy autor tak skrupulatnie odnotowywał ślady przegranej epoki. Całe życie w postkomunistycznych krajach tonie wyłącznie w brzydocie i zaniedbaniu, a tylko Lenin na Białorusi prezentuje się okazale. Stereotypowe spojrzenie na świat, a zwłaszcza na jego przemijanie, jest grzechem głównym tej wystawy.

Autor artykułu: TERESA SEMIK

Rok trzech kolorów

Tuesday, May 22nd, 2001

W użyciu będą paszporty w trzech kolorach: zielonym, wydane na początku lat 90., granatowym, pochodzące z ostatniej dekady, i najnowsze, bordowe. Wszystkie są ważne przez 10 lat od momentu wydania.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zaprezentowało nowy wzór polskiego paszportu. Ma on zdjęcie i podpis nanoszony laserowo na poliwęglan oraz ponad 40 zabezpieczeń przeciwko fałszerzom. O nowe paszporty będzie się można starać już od przyszłego tygodnia, kiedy wejdzie w życie rozporządzenie szefa MSWiA.

- Zmieni ono jednocześnie czas oczekiwania na paszport z 14 do maksymalnie 30 dni – informuje Sławomir Gola, naczelnik wydziału prasowego MSWiA. – Jednak osoby, które uzasadnią szybsze wydanie paszportu, mogą go uzyskać w kilka dni.

To wszystko nie oznacza jednak, że koniecznie trzeba złożyć wniosek o nowy paszport – stare obowiązują do końca terminu ważności, wydrukowanego w każdym dokumencie. Wymiana zresztą jest dość kosztowna, płaci się 100 zł. Rok 2001 będzie więc najpewniej rokiem trzech rodzajów polskich paszportów: w zielonym kolorze, wydanych na początku 1991 roku, granatowych – których termin ważności kończy się w 2001 r. i nowych, bordowych, ważnych do 2011 roku.

Autor artykułu: BEATA SYPUŁA