- Całe to montowanie krat i przegródek w samochodach osobowych jest bzdurą. Powinno się zmienić zasady leasingu i nie byłoby kombinacji i krętactw – twierdzi Piotr Śliwka, katowicki dealer Skody. Ministerstwo Transportu na razie wstrzymało się z decyzją ograniczająca homologacje samochodów osobowych jako ciężarowe.
Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych twierdzi, że nowe rozporządzenie o… kostce mieszczącej się w bagażnik, szykowane przez resort transportu, pozbawiłoby budżet państwa co najmniej 30 mln zł rocznie. Taka byłaby wartość niesprzedanych samochodów, które teraz kupują przedsiębiorcy odliczając podatek VAT i koszty amortyzacji. Ministerstwo Finansów, pomysłodawca ograniczeń, zakłada jednak, że będzie odwrotnie i budżet na bardziej rygorystycznych przepisach zyska. Nad nowymi przepisami pracuje zespół ekspertów z trzech ministerstw: finansów, gospodarki i transportu. Jednak kiedy będą gotowe – nie wiadomo.
- Możemy ewentualnie zgodzić się na kostkę o boku 60 centymetrów choć serce nas boli – powiedział ,DZ” Lech Pilawski, dyrektor generalny Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych.
Absurd z kostkami zaczął się jeszcze w ubiegłym roku. Ministerstwo Finansów doszło do wniosku, że dotychczasowe przepisy, pozwalające po dokonaniu pewnych przeróbek uznać
samochód osobowy za dostawczy
pozbawiają budżet sporych dochodów. Jest bowiem tak, że na przykład skoda octavia lub opel corsa po zamontowaniu stalowej kraty tuż za tylnym siedzeniem stają się – według przepisów – ciężarówkami. Nie muszą to być samochody w wersji kombi, które można byłoby jeszcze uznać za dostawcze. Przegroda zmieniając wpis w dowodzie rejestracyjnym pozwala zaoszczędzić 22 proc. ceny samochodu, które nabywca wlicza w koszty działalności gospodarczej. Drugą korzyścią jest odliczenie kosztów amortyzacji. W rezultacie samochód osobowy średniej klasy uznany za ciężarowy jest przynajmniej o kilkanaście tysięcy złotych tańszy.
Eksperci ministra Jarosława Bauca wpadli na pomysł, żeby homologację ciężarową dostało tylko takie auto, do którego części ładunkowej można zmieścić sześcian
o boku 90 cm. Później zdecydowano się, że kostka może być mniejsza i liczyć 70 cm. Rozporządzenie było już gotowe i czekało tylko na podpis ministra transportu Jerzego Widzyka. Ten jednak wstrzymał się z decyzją. Jednym z powodów był protest PKPP.
- Przepisy o sześcianach są absurdalne – twierdzi Pilawski wyjaśniając, że 70-centymetrowa kostka ograniczy liczbę sprzedawanych samochodów o 75 proc. Jeżeli obecnie homologację ciężarową uzyskuje 100 modeli, według nowych przepisów byłoby ich zaledwie 20. Sprzedaż spadłaby ze 140 tys. sztuk do zaledwie 35 tys. Drobni i średni przedsiębiorcy, którym najbardziej zależy na utrzymaniu dotychczasowego stanu rzeczy, musieliby ponosić znacznie wyższe koszty działalności gospodarczej.
W poniedziałek konfederacja zorganizowała przed gmachem Ministerstwa Transportu happening układając z 70-centymetrowych kostek mur. Poskutkowało. Minister Widzyk zapowiedział, że rozmowy będą toczyć się dalej. Jednocześnie pojawiła się nowa propozycja: kostka o boku 60 cm, z jednoczesnym wymogiem, by przestrzeń ładunkowa w autach mających więcej niż jeden rząd siedzeń była nie mniejsza niż 700 litrów. Nie wiadomo jeszcze, czy zgodzi się na to fiskus.
Wczoraj w Ministerstwie Finansów nie ukrywano niezadowolenia z niepodpisania przygotowanego wcześniej rozporządzenia. Biuro prasowe resortu nie chciało komentować decyzji ministra Widzyka. Ten z kolei powoływał się na interes przedsiębiorców:
- Przedstawiciele małych i średnich przedsiębiorstw oraz leasingodawców zgłaszali uwagi do treści tego rozporządzenia wskazując, że trzeba uczynić wszystko, aby nie było ono represyjne i nie stwarzało negatywnych skutków dla ich działalności – powiedział.
PKPP uzyskała zapewnienie, że żadne przepisy w tej sprawie nie zostaną wprowadzone bez konsultacji z tą organizacją. Na co liczą przedsiębiorcy? Chcieliby, żeby wszystko zostało po staremu.
- Takie ograniczenia są naszym polskim wymysłem. Nie powinno ich być wcale. To przedsiębiorca powinien decydować, co jest mu potrzebne do prowadzenia działalności i wliczać w koszty – argumentuje Pilawski. Przyznaje jednocześnie, że uznawanie samochodu osobowego za ciężarowy jest bzdurą.
Skąd ten absurd?
Pilawski twierdzi, że ze złego sposobu rozliczania samochodu.
- Powinno być tak jak za granicą. W Niemczech prawie 60 proc. samochodów sprzedaje się w leasingu i nikt nie montuje krat ani przegródek – przekonuje Śliwka.
Dealerzy, wbrew temu co alarmistycznie zapowiada PKPP, raczej nie wydają się specjalnie przejęci kłopotami z homologacją.
- Sprzedaż takich samochodów i tak stanęła, bo w ogóle niewiele aut się sprzedaje – przyznaje Jan Mucha, dealer Opla z Mikołowa.
- To nie jest problem, który spędzałby nam sen z powiek – dodaje Śliwka.
Autor artykułu: ADAM WOŻNIAK