Dwóch mężczyzn zginęło w piątek w Andrychowie (woj. małopolskie), gdzie doszło do katastrofy budowlanej. Dwie osoby zostały ranne w Pszczynie. Z mostu spadło z częścią konstrukcji dwóch robotników. W Katowicach podczas pożaru budynku przy ul. Plebiscytowej zawalił się strop. Szczęśliwie nikt nie został ranny.
W Andrychowie do tragedii doszło podczas rozbiórki budynku, położonego na prywatnej posesji w centrum miasta. Robotnicy zostali przygnieceni kilkutonowym blokiem betonu. Trzeciemu z nich, który akurat porządkował teren rozbiórki, nic się nie stało. Wszyscy pochodzili ze wsi położonych w pobliżu Andrychowa.
- Ten mężczyzna umierał na moich oczach, ale my nie mogliśmy mu pomóc, bo nie ma takiej siły w ludziach, żeby podnieść taki kawał betonu. On był przywalony po piersi… – opowiadał nam zdenerwowany mieszkaniec Andrychowa, który widział wypadek i jako pierwszy był na miejscu, żeby ratować robotników.
– Natychmiast wezwaliśmy strażaków, bo wiedzieliśmy, że oni mają specjalistyczny sprzęt, który jest w stanie podnieść taki ciężar. Pomimo tego, że byli na miejscu po kilku minutach, nic już nie dało się zrobić – dodał przez łzy nasz rozmówca.
Strażakom udało się wyciągnąć 45-letniego robotnika po 10 minutach. Niestety lekarz stwierdził jego zgon. Drugą ofiarę, 60-letniego mężczyznę, kilkunastu strażaków starało się wydobyć spod gruzów przez prawie godzinę. Dopiero dzięki specjalnemu lewarowi udało się podnieść beton i wyciągnąć jego ciało.
Andrzej Siekanka, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Straży Pożarnej w Krakowie, który był na miejscu wypadku, powiedział ,DZ”, że prawdopodobnie przyczyną tragedii były źle prowadzone prace rozbiórkowe.
- Widać, że balkon spadał razem z nimi, obrócił się w powietrzu i ich przygniótł. Można powiedzieć, że podcięli gałąź na której siedzieli. Oni spadli z wysokości trzech metrów i zostali przygnieceni 5 tonami betonu. Nie mieli żadnych szans – powiedział. Dodał, że widać, iż robotnicy poprzecinali zbrojenia podtrzymujące balkon.
- Prawdopodobnie w pewnym momencie obcięli za dużo i balkon runął razem ze ścianą, do której był przymocowany. Wyraźnie widać, że ten obiekt, który powstał w latach 70., został zbudowany systemem gospodarczym, z różnych materiałów. Fachowiec spodziewałby się takich niespodzianek. Niestety pracujący nie mieli odpowiedniego przygotowania – stwierdził Andrzej Siekanka.
Zaszokowany tragedią był Janusz Barcik, komendant andrychowskiej policji. Ustalił już, że właściciel posesji, który kupił ją zaledwie dwa tygodnie temu, nie zawarł z mężczyznami żadnej umowy na prowadzenie rozbiórki budynku.
- Mężczyzna zeznał, że umówili się tylko, iż w zamian za pracę otrzymają część materiałów budowlanych, pozostałych po rozbiórce – stwierdził.
Barcik poinformował także, że ofiary nie miały żadnego przygotowania do prowadzenia takich prac. Śledztwo w tej sprawie wszczęła wczoraj Prokuratura Rejonowa w Wadowicach.
Dwie osoby zostały ranne, gdy w piątek kwadrans przed godz. 15 zawaliła się podpora mostu na drodze krajowej nr 1 w Pszczynie. Na wyłączonym z ruchu odcinku trasy żelbetową konstrukcję demontowało dwóch robotników. Nagle doszło do katastrofy.
- Jeden z pracowników spadł na ziemię doznając obrażeń kończyn. Od razu został przewieziony do szpitala. Natomiast drugi wpadł do rzeki Pszczynki. Stopę tego człowieka przygniotło potężne przęsło – informuje młodszy brygadier Jarosław Wojtasik ze Śląskiej Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Katowicach.
Załogi sześciu wozów bojowych straży pożarnej przyjechały na miejsce w… minutę od wypadku. 40 metrów dalej strażacy wyciągali bowiem tira, który wjechał do rowu. Natychmiast przerwali tę akcję, aby pośpieszyć z pomocą rannym. Okazało się jednak, że w żaden sposób nie można wyciągnąć zaklinowanego pod betonową belką mężczyzny. Sprowadzono nawet dźwig z Bielska-Białej, który miał podnieść ciężki element. Ostatecznie podjęto decyzję o ręcznym rozkuwaniu betonu i stali.
- Ranny cały czas był przytomny. Przez ponad godzinę leżał w rzece. Wreszcie około godz. 16 wyciągnęliśmy go – mówi młodszy brygadier Jarosław Wojtasik.
- Poszkodowani liczą sobie 49 i 50 lat. Przekazano ich pod opiekę lekarzy. W szpitalu dowiedzieliśmy się, że życiu pacjentów nie zagraża niebezpieczeństwo – dodaje aspirant Jacek Pytel ze Śląskiej Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach.
Strażacy po uratowaniu robotników wrócili do wyciągania znajdującej się w rowie ciężarówki. Następnie usuwali paliwo, które wyciekło ze zbiorników tira.
Dwie godziny przed wypadkiem w Pszczynie katowiccy strażacy otrzymali wezwanie na ulicę Plebiscytową, gdzie płonęła kamienica. Pożar wybuchł w mieszkaniu na drugim piętrze. Przyczyną było zwarcie instalacji przedłużacza elektrycznego leżącego za meblościanką. Kilka minut po godz. 13 płonął już drewniany strop…
- Szybko opanowaliśmy sytuację. Z powodu zadymienia musieliśmy ewakuować z budynku cztery osoby. Część stropu zawaliła się wpadając do mieszkania na pierwszym piętrze. Akcję zakończyliśmy o godz. 15.50. Wstępnie oszacowaliśmy straty na 24 tys. zł – stwierdził młodszy ogniomistrz Jacek Koper z Komendy Miejskiej PSP w Katowicach.
Sąsiedzi zatelefonowali do właściciela spalonego mieszkania, który był w pracy. Katowiczanin nie chcąc uwierzyć zadzwonił do komendy straży pożarnej. Tam potwierdzono fatalną wiadomość. Lokator natychmiast przyjechał do domu. Pogorzelisko badał również inspektor nadzoru budowlanego. Oświadczył, że po podparciu drewnianymi belkami pomieszczenia nadają się do zamieszkania. Teraz administracja będzie musiała przeprowadzić remont.
Autor artykułu: ANNA CHAŁUPSKA, DARIUSZ KRAWCZYK, (Gśc)