Od kilku miesięcy w śląskich supermarketach powstają związki zawodowe. W jednym z nich zebranie założycielskie musiało się odbyć w środku nocy.
- Trzy osoby, które zakładały w tym supermarkecie tymczasową organizację związkową dostały wypowiedzenia z pracy – mówi Stanisław Wierzbicki z Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiej ,Solidarności”, który pomagał przy powstaniu związku. – Dopiero, gdy napisaliśmy pismo wskazując, że jest to niezgodne z prawem, pani dyrektor wycofała wypowiedzenia.
Na wybory władz związku musieli wynająć salę w mieście. Pani dyrektor nie zgodziła się, by odbyły się w sali konferencyjnej supermarketu. Żeby nie dezorganizować pracy, ludzie zbierali się dwa razy. Po raz drugi w niedzielę w nocy. Na 350 zatrudnionych jest ponad 60 związkowców.
Przewodniczący komisji zakładowej tego supermarketu w wywiadzie dla pisma wydawanego przez Zarząd Regionu Śląsko-Dąbrowskiej ,Solidarności” strachem tłumaczy to, że niewielki procent załogi należy do związku.
- Kierownicy działów straszą nas zwolnieniami, nieprzedłużaniem umów i naganami – wylicza.
Sam jest tego najlepszym dowodem. Dostał naganę za zalanie maszyny. Tymczasem ma świadków, że tego nie zrobił. Jedynym sposobem na udowodnie swoich racji jest skierowanie sprawy do sądu pracy.
- Trzeba przerwać ogólnonarodową niemoc w sprawie dziewiętnastowiecznego wyzysku w supermarketach – uważa Bożena Borys-Szopa, przewodnicząca Rady Ochrony Pracy. – To skandaliczne, że w XXI wieku, przy cichej aprobacie instytucji powołanych do nadzoru przestrzegania prawa, mamy do czynienia z takim zjawiskiem. Mówię o cichej aprobacie, ponieważ już od dłuższego czasu słyszymy o tym w mediach i nic się nie zmienia. Państwowa Inspekcja Pracy przeprowadza co prawda systematyczne kontrole, ale jej skuteczność jest ograniczona. Pracownicy szukają też pomocy w sądach, ale tam sprawy trwają bardzo długo, a korzystny dla nich wyrok, też nie zawsze gwarantuje egzekucję swoich praw.
Na 211 działających w Polsce supermarketów Państwowa Inspekcja Pracy skontrolowała 58. Pracuje w nich 21 tysięcy osób.
- Jeśli porównamy wyniki tych kontroli do poprzednich z 1999 roku, to można powiedzieć, że w pewnych obszarach jest gorzej, ale w innych lepiej – mówi Joanna Grzywińska, rzecznik prasowy Państwowej Inspekcji Pracy. – Największe nieprawidłowości w sferze praw pracowniczych dotyczyły czasu pracy, nieudzielania należnych dni wolnych i urlopów oraz metod obliczania wynagrodzeń. Naruszenia przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy wynikają ze źle zorganizowanego transportu i składowania towarów. Powszechne jest też organizowanie wspólnych dla kobiet i mężczyzn pomieszczeń sanitarnych.
W najtrudniejszej sytuacji są kasjerki. W ciągu zmiany nie mogą się praktycznie ruszyć ze stanowiska. Muszą mieć zgodę swojego bezpośredniego szefa nawet na wyjście do toalety.
- Prawo nie jest wszędzie przestrzegane, ale generalnie jednak nastąpiła poprawa – uważa Joanna Grzywińska. – Jest już lepiej z terminowością wypłat, z przestrzeganiem kodeksowego wymiaru czasu pracy czy pomiarami czynników szkodliwych dla zdrowia. Warto też zauważyć, że w styczniu Główny Inspektor Pracy zalecił przeprowadzenie kontroli sprawdzających wykonanie zaleceń inspektorów. Okazało się, że w porównaniu z grudniem 2000 roku, skuteczność, jeśli chodzi o wydane wnioski, wyniosła 80 procent. Podobnie było z nakazami.
Dzięki tym kontrolom 700 pracowników mogło wykorzystać urlop jeszcze za 1999 rok, 5 tysięcy osób odzyskało 750 tysięcy złotych zaległych wynagrodzeń.
Mimo to PIP wraz z Radą Ochrony Pracy zwróciły się do ministrów pracy i sprawiedliwości, aby zajęli się problemem łamania praw pracowniczych przez hipermarkety.
- Zastanawialiśmy się, czy ta sytuacja jest skutkiem słabych narzędzi wymuszających przestrzeganie prawa, którymi dysponuje PIP – mówi Bożena Borys-Szopa. – Bo czy mandat, którego maksymalna wysokość wynosi 500 złotych, albo kolegium z najwyższą grzywną w wysokości 5 tysięcy złotych mogą przekonać szefów tych sieci, że nie opłaca się wykorzystywać pracowników?
Dlatego Rada Ochrony Pracy chce wprowadzenia zmian w prawie, które uproszczą postępowanie w sądach pracy. Proponuje się też zapis pozwalający odebrać koncesję na prowadzenie działalności handlowej, jeśli pracodawca uporczywie i rażąco narusza przepisy prawa pracy.
Autor artykułu: JOLANTA SZYMCZYK