Archive for February, 2001

Dziewczęcy pociąg

Tuesday, February 27th, 2001

Teatrzyk dziewcząt z Liceum im. Jarosława Dąbrowskiego powstał samoistnie. Na początku roku szkolnego zagrał spektakl o barierach międzypokoleniowych. Teraz przedstawia dzieciom Tuwimowską “Lokomotywę”.

Nikt w klasie IVa nie planował tworzenia tej scenki. Ostatni rok nauki w szkole to nie jest przecież dobra okazja do zaczynania czegoś nowego. Chciano jedynie przygotować coś na pierwsze spotkanie rodziców czwartoklasistów. Tym “czymś” był spektakl “Mur”.
Scenariusz napisała ich wychowawczyni, a zarazem nauczycielka języka polskiego, Barbara Zakłada. Uczennice same zrealizowały przedstawienie, opracowały jego kształt aktorski i scenografię.

Na zakończenie pierwszego semestru odbywa się już ostatnie spotkanie z rodzicami. Dziewczęta na przekór wszelkiej powadze chwili przygotowały na tę okazję jeden z najbardziej znanych i najładniejszych wierszy dla dzieci.
Przedstawienie to bardzo spodobało się dorosłym. “Kupiła” je także do swojego cyklu koncertów filharmonicznych dla szkół podstawowych pani Małgorzata Owczarek, znana namłodszym melomanom jako ciocia Małgosia. Aktorkami wcielającymi się w ciężką zziajaną maszynę są: Małgorzata Antonowicz, Magdalena Maćkowska, Kamila Merta, Anna Musiał, Kasia Nalewajka, Justyna Żurkowska. Dzięki nim lekcje muzyczne w filharmonii zyskały jeszcze na atrakcyjności.

Autor artykułu: (wp)

Koniec karnawału

Tuesday, February 27th, 2001

Wsią rządzą słomiane misie, cyganka, Żyd-handlarz. W zapusty ostatni raz przed Wielkim Postem można się zabawić. Od jutra koniec z rozrywkami. Tak jest w tej wsi “od zawsze”. Koniec karnawału obchodzony jest szczególnie wesoło. Najwięcej zabawy jest w poniedziałek, po niedzielnych zapustach. Po ulicach chodzą przebierańcy.

Zaglądają do obejść, do domów. Słomiane misie, diabelscy posłańcy z bardzo długimi, plecionymi ogonami, cyganki, Żyd-handlarz, akordeonista. Kogo spotkają znaczą sadzą. Oj, bywa z tym czernieniem nie mało ambarasu. Panny piszczą, kawalerowie udają, że się bronią. Wesoła kompania przez cały dzień wędruje przez wieś. Najpierw zajeżdżają na koniec Niegowej konnym wozem, albo saniami, jeśli zima jest śnieżna. I zaczynają wędrówkę. Zatrzymują samochody.
Posypują kierowców i pasażerów sieczką. Na szczęście.
Smarują sadzą, żeby się wiodło. Zatrzymywanie aut, to stosunkowo niedawny zwyczaj. I dosyć niebezpieczny. Nie wszyscy kierowcy mają ochotę przyłączyć się do zabawy.
Starają się wyminąć przebierańców stojących na drodze.

Przygotowania do “misiów” – m.in. w Niegowej zwany jest ten ostatkowy obyczaj – zaczynają się jeszcze przed świtem.

Trzeba niemałej wprawy, żeby ze słomy zrobić taki strój, który nie rozleci się przez cały dzień. Role są podzielone. Cyganka wróży, Żyd-handlarz targuje się z gospodarzami i dostaje a to jajko, a to po kieliszku gorzałki dla misiów i diabelskich gońców.

Wesoła gromada ciągnie przez wieś aż do zmroku. Wieczorem rej wodzą cyganki. A to powróżą, a to zajrzą do bogatych gospodarzy. Zatańczą na cygańskim weselu. Późnym wieczorem wszyscy schodzą się na ostatnią karnawałową zabawę. Cyganki wyciągają z tłumu mężczyzn i na koniec tańca dziękują im buziakiem. Przy ognisku niesie się przyśpiewka “Hej tam pod lasem coś błyszczy z dala”. Kto ma jeszcze siłę przyjdzie we wtorek na poprawiny. To już ostatnia okazja przed postem do wypicia wódki, potańczenia. Równo o północy perkusista wybija na bębnie ostatnie uderzenia zegara. Koniec karnawału. Podobne ostatkowe obyczyje zachowały się jeszcze w Lisowie, w gminie Kochanowice koło Lublińca.

Autor artykułu: (JS)

Firma Roku 2000 – po raz kolejny konkurs wygrał Union Vis

Tuesday, February 27th, 2001

W sali sesyjnej bielskiego Ratusza wręczono wczoraj nagrody i wyróżnienia w konkursie Firma Roku. Po raz drugi za najlepszą bielską firmę kapituła uznała Union Vis. Jej też przypadła w udziale, poza dyplomem, statuetka Kobuza, autorstwa znanego bielskiego rzeźbiarza Mieczysława Hańderka. Odbierał ją Stanisław Kochel, zastępca dyrektora do spraw technicznych.

Union Vis uhonorowano za bardzo dobre wyniki ekonomiczne, ugruntowaną, wysoką pozycję w polskim przemyśle, potwierdzoną licznymi nagrodami i certyfikatami. Wyróżniono również działalność społeczną firmy, jej wspieranie organizacji edukacyjnych, kulturalnych i sportowych. Union Vis był już laureatem konkursu dwa lata temu.

- Tytułem wyróżniono nas po raz drugi, choć Kobuza odbieramy po raz pierwszy – powiedział nam wczoraj dyr. Stanisław Kochel. – Jak na obecne warunki, rok ubiegły rzeczywiście nie był dla firmy zły. Dynamikę sprzedaży mieliśmy prawie na poziomie 113 proc. Produkcja na eksport wzrosła o 17,5 proc. Nasze wyroby znane są na całym niemal świecie. Pozwoliło to osiągnąć zysk o 10 proc. wyższy niż w roku 1999.

Union Vis wyróżniono również za działalność charytatywną, chętne sponsorowanie imprez i przedsięwzięć. Za najważniejsze z nich uznaje się w firmie: pomoc służbie zdrowia, wspieranie kultury, sportu. To właśnie szefowie Union Visu byli kilka lat temu inicjatorami założenia Fundacji na Rzecz Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, która prężnie działa do dziś i organizuje wspólnie z policją wiele imprez ważnych dla bezpieczeństwa najmłodszych. Tylko w roku ubiegłym na pomoc różnym instytucjom firma przeznaczyła ponad 300 tys. zł.

Wśród wyróżnionych w tegorocznej edycji konkursu są Aqua, Hawker, Fabryka Pił i Narzędzi, zakład kamieniarski Matlak oraz Przedsiębiorstwo Obrotu Wyrobami Hutniczymi Centrostal.

Konkurs organizowany był po raz piąty. Tym razem członkowie kapituły zgłosili do udziału 19 firm. Poza Union Visem, laureatami poprzednich edycji były Befado, Apena, Marbet.
Członkowie kapituły, w skład której wchodzą przedstawiciele Urzędu Miejskiego, Regionalnej Izby Handlu i Przemysłu, Agencji Rozwoju Regionalnego, Business Centre Club i Izby Rzemieślniczej, zastanawiają się nad zmianą regulaminu konkursu. Spotkanie w tej sprawie wyznaczyli sobie przed Wielkanocą. Kryteria są obecnie takie, że znacznie większe szanse na zwycięstwo mają duże firmy, w których zysk, wartość eksportu, inwestycji, czy sponsoring są zdecydowanie wyższe niż w małych firmach, czy zakładach rzemieślniczych.

Autor artykułu: WANDA THEN

Odchudzanie huty

Monday, February 26th, 2001

Jeszcze w tym roku załoga Huty Katowice zmniejszy się o ponad 1.400 osób. W styczniu 2002 roku w największym polskim kombinacie metalurgicznym powinno pracować 4.300 osób. Zdaniem specjalistów, przy obecnym poziomie produkcji byłaby to optymalna wielkość.

Odchudzanie załogi rozpoczęło się w Hucie Katowice od stycznia 1997 roku. Wtedy pracowało w kombinacie ponad 20 tysięcy ludzi.

- Zgodnie ze światowymi standardami przyjmuje się, że na milion ton wyprodukowanej stali, w hucie powinno być zatrudnionych około tysiąca osób – mówi Marek Pietraszczyk, dyrektor Huty Katowice SA. – U nas powinno więc pracować ponad 4 tysiące osób. Taki stan osiągniemy już w przyszłym roku.

Sposobem na zmniejszenie zatrudnienia było wydzielanie ze struktur kombinatu spółek. Przez ostatnie cztery lata przyjęły one ponad 11.500 osób. W najbliższym czasie w ten właśnie sposób do nowych firm trafi 800 obecnych pracowników Huty Katowice. Zgodnie z planami, w najbliższym czasie nastąpić ma wydzielenie zakładu energetycznego. Razem z Będzińskim Zakładem Elektroenergetycznym Huta Katowice utworzy w jego miejsce elektrociepłownię. Pracę znajdzie tam ponad 400 osób. Osobna spółka utworzona będzie również z dzisiejszych służb magazynowych.

- Pakt Gwarancji Pracowniczych podpisany w hucie przewiduje, że w okresie 40 miesięcy od daty usamodzielnienia się podmiotu, nie mogą być w nim przeprowadzane zwolnienia grupowe – mówi Marek Pietraszczyk. – W tym czasie spółka musi jednak zapewnić sobie rynki zbytu. O zlecenia z huty może się starać, zgodnie z zasadami obowiązującymi wszystkich innych konkurentów.

Obecnie załoga HK liczy niewiele ponad 5.700 osób. Dotychczas z Hutniczego Pakietu Socjalnego skorzystało 1.049 osób, z czego zdecydowana większość ze świadczeń przedemerytalnych. Zainteresowanie bezwarunkowymi odprawami pieniężnymi zwiększyło się dopiero w ostatnim czasie, a szczególnie w okresie ogłoszenia fiaska negocjacji prywatyzacyjnych, prowadzonych z brytyjsko-holenderskim koncernem stalowym Corus.

Kto miał okazję zdobyć inną posadę – odchodził. W Zagłębiu rynek pracy jest jednak bardzo płytki, ofert pracy jest niewiele, a bezrobocie rośnie. Huta Katowice, wciąż oferuje godziwe warunki pracy. Średnia płaca wynosi tu 2.780 złotych miesięcznie. Od kilku miesięcy nie są wypłacane premie, a zarząd planuje zamrozić na ten rok płace.

Wariant zmniejszenia zatrudnienia do 4.300 osób w tym roku i tworzenie nowych spółek udać się może wyłącznie przy założeniu, że w hucie pracować będą – tak jak obecnie – dwa wielkie piece. Jeśli zajdzie konieczność wyłączenia jednego z nich, liczyć się trzeba ze zwolnieniami grupowymi. Z samej huty odejdzie wtedy co najmniej 1.500 osób. Jeszcze większe redukcje wystąpić mogą w wydzielonych wcześniej spółkach. To ,czarny scenariusz” dla hutników z Huty Katowice.

Pomimo redukcji zatrudnienia w Hucie przyjęto ostatnio do pracy kilku wytapiaczy.

- Ponad połowa odejść dotyczyć będzie w tym roku stanowisk nierobotniczych – mówi dyrektor Pietraszczyk. – Zatrudnieni przy utrzymaniu ruchu mogą być już pewni swoich posad. Na stan załogi nie wpłyną też, wciąż jeszcze możliwe do realizacji, inwestycje. One byłyby jednak tak nowoczesne, że do ich obsługi potrzebnych byłoby kilku informatyków, a nie dziesiątki hutników.

Autor artykułu: JAROSŁAW LATACZ

Rada Ochrony Pracy oskarża centra handlowe o XIX-wieczny wyzysk

Monday, February 26th, 2001

Od kilku miesięcy w śląskich supermarketach powstają związki zawodowe. W jednym z nich zebranie założycielskie musiało się odbyć w środku nocy.

- Trzy osoby, które zakładały w tym supermarkecie tymczasową organizację związkową dostały wypowiedzenia z pracy – mówi Stanisław Wierzbicki z Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiej ,Solidarności”, który pomagał przy powstaniu związku. – Dopiero, gdy napisaliśmy pismo wskazując, że jest to niezgodne z prawem, pani dyrektor wycofała wypowiedzenia.

Na wybory władz związku musieli wynająć salę w mieście. Pani dyrektor nie zgodziła się, by odbyły się w sali konferencyjnej supermarketu. Żeby nie dezorganizować pracy, ludzie zbierali się dwa razy. Po raz drugi w niedzielę w nocy. Na 350 zatrudnionych jest ponad 60 związkowców.

Przewodniczący komisji zakładowej tego supermarketu w wywiadzie dla pisma wydawanego przez Zarząd Regionu Śląsko-Dąbrowskiej ,Solidarności” strachem tłumaczy to, że niewielki procent załogi należy do związku.

- Kierownicy działów straszą nas zwolnieniami, nieprzedłużaniem umów i naganami – wylicza.

Sam jest tego najlepszym dowodem. Dostał naganę za zalanie maszyny. Tymczasem ma świadków, że tego nie zrobił. Jedynym sposobem na udowodnie swoich racji jest skierowanie sprawy do sądu pracy.

- Trzeba przerwać ogólnonarodową niemoc w sprawie dziewiętnastowiecznego wyzysku w supermarketach – uważa Bożena Borys-Szopa, przewodnicząca Rady Ochrony Pracy. – To skandaliczne, że w XXI wieku, przy cichej aprobacie instytucji powołanych do nadzoru przestrzegania prawa, mamy do czynienia z takim zjawiskiem. Mówię o cichej aprobacie, ponieważ już od dłuższego czasu słyszymy o tym w mediach i nic się nie zmienia. Państwowa Inspekcja Pracy przeprowadza co prawda systematyczne kontrole, ale jej skuteczność jest ograniczona. Pracownicy szukają też pomocy w sądach, ale tam sprawy trwają bardzo długo, a korzystny dla nich wyrok, też nie zawsze gwarantuje egzekucję swoich praw.

Na 211 działających w Polsce supermarketów Państwowa Inspekcja Pracy skontrolowała 58. Pracuje w nich 21 tysięcy osób.

- Jeśli porównamy wyniki tych kontroli do poprzednich z 1999 roku, to można powiedzieć, że w pewnych obszarach jest gorzej, ale w innych lepiej – mówi Joanna Grzywińska, rzecznik prasowy Państwowej Inspekcji Pracy. – Największe nieprawidłowości w sferze praw pracowniczych dotyczyły czasu pracy, nieudzielania należnych dni wolnych i urlopów oraz metod obliczania wynagrodzeń. Naruszenia przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy wynikają ze źle zorganizowanego transportu i składowania towarów. Powszechne jest też organizowanie wspólnych dla kobiet i mężczyzn pomieszczeń sanitarnych.

W najtrudniejszej sytuacji są kasjerki. W ciągu zmiany nie mogą się praktycznie ruszyć ze stanowiska. Muszą mieć zgodę swojego bezpośredniego szefa nawet na wyjście do toalety.

- Prawo nie jest wszędzie przestrzegane, ale generalnie jednak nastąpiła poprawa – uważa Joanna Grzywińska. – Jest już lepiej z terminowością wypłat, z przestrzeganiem kodeksowego wymiaru czasu pracy czy pomiarami czynników szkodliwych dla zdrowia. Warto też zauważyć, że w styczniu Główny Inspektor Pracy zalecił przeprowadzenie kontroli sprawdzających wykonanie zaleceń inspektorów. Okazało się, że w porównaniu z grudniem 2000 roku, skuteczność, jeśli chodzi o wydane wnioski, wyniosła 80 procent. Podobnie było z nakazami.

Dzięki tym kontrolom 700 pracowników mogło wykorzystać urlop jeszcze za 1999 rok, 5 tysięcy osób odzyskało 750 tysięcy złotych zaległych wynagrodzeń.

Mimo to PIP wraz z Radą Ochrony Pracy zwróciły się do ministrów pracy i sprawiedliwości, aby zajęli się problemem łamania praw pracowniczych przez hipermarkety.

- Zastanawialiśmy się, czy ta sytuacja jest skutkiem słabych narzędzi wymuszających przestrzeganie prawa, którymi dysponuje PIP – mówi Bożena Borys-Szopa. – Bo czy mandat, którego maksymalna wysokość wynosi 500 złotych, albo kolegium z najwyższą grzywną w wysokości 5 tysięcy złotych mogą przekonać szefów tych sieci, że nie opłaca się wykorzystywać pracowników?

Dlatego Rada Ochrony Pracy chce wprowadzenia zmian w prawie, które uproszczą postępowanie w sądach pracy. Proponuje się też zapis pozwalający odebrać koncesję na prowadzenie działalności handlowej, jeśli pracodawca uporczywie i rażąco narusza przepisy prawa pracy.

Autor artykułu: JOLANTA SZYMCZYK

Energetyczna dyscyplina

Monday, February 26th, 2001

Specjalne liczniki umożliwią najuboższym ścisłe kontrolowanie wydatków.
W mieszkaniach stu zabrzańskich rodzin, korzystających z opieki społecznej, zostaną eksperymentalnie zamontowane liczniki z ogranicznikami. Niewidoczna gołym okiem kostka sprawi, że lokatorzy nie będą mogli włączyć jednocześnie urządzeń pobierających więcej niż 500 W mocy. Ścisła kontrola zużywanej energii ma sprawić, że lokatorzy nie będą popadać w zadłużenie.

- Staramy się zachować każdego klienta, nawet jeśli rachunki, które reguluje, są niewielkie. Jest także inny wymiar tego problemu. W Zabrzu panuje wysokie bezrobocie, ale wiele rodzin korzystających z opieki Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie chce i ma szanse wyjść na prostą. Kontrola wydatków na prąd może im to ułatwić – mówi Ryszard Pietkiewicz, kierownik działu obsługi klientów Rejonu Energetycznego Zabrze.

Wszystko zależy od poboru mocy urządzeń elektrycznych, ale inicjatorzy zakładają, że montaż ograniczników pozwoli, przykładowo, jednocześnie ,pracować” lodówce, telewizorowi i dwóm żarówkom.

Drugi element pilotażowego programu obejmie tych, którzy w nieco inny sposób zamierzają regulować pobór energii. Umożliwią im to liczniki przedpłatowe, uruchamiane za pomocą karty, na której ,nabity” będzie limit wcześniej zakupionej energii.

- Górnośląski Zakład Elektroenergetyczny jako pierwszy w Polsce wprowadza nowy system. Z naszej strony zadeklarowaliśmy, że w programie pilotażowym rezygnujemy z wnoszenia przez odbiorców opłat za liczniki. Będą oni musieli jedynie zapłacić 65 zł za ich montaż i opłacić przejazd fachowcom – dodaje Łukasz Zimnoch, rzecznik prasowy GZE SA.

Pilotażowy program ruszy na początku marca. Docelowo ma objąć dwa tysiące gospodarstw domowych. Kolejnym udogodnieniem ma być wprowadzenie miesięcznego okresu rozliczeniowego. Ostatnim elementem programu będzie kampania uświadamiająca, ile prądu zużywają różnego rodzaju urządzenia i ile to kosztuje.

Autor artykułu: (jh)

Czynszowy galimatias

Thursday, February 22nd, 2001

Głosowanie stawek czynszowych było jednym z głównych punktów wtorkowej sesji Rady Miejskiej w Mikołowie. W pierwotnym projekcie uchwały przedstawionej przez zarząd miasta stawka bazowa czynszu regulowanego za najem 1 metra kw. powierzchni lokalu o pełnym standardzie miała od 1 kwietnia wynieść 3,86 zł za metr, zaś od 1 października wzrosnąć do 4,07 zł.

Już na sesji wiceburmistrz Henryk Zawiszowski zaproponował obniżkę czynszu do 3,50 zł dla pierwszej stawki i 3,80 od 1 października.

- Chciałbym pogratulować zarządowi miasta pomysłu, gdyż część osób obecnych na sali może wyjść stąd z przekonaniem, że my tu coś obniżamy. Otóż nie, propozycja zarządu mówi o podwyższeniu. Po prostu tu na sali zarząd dokonał wspaniałego gestu obniżając to, co sam wcześniej zaproponował na wyższym poziomie. Powiedzmy wyraźnie, że propozycja mówi o podwyższeniu czynszów – mówił radny Marek Muszer.

- My obniżamy czynsze w porównaniu do tego, co proponował poprzedni zarząd – ripostował wiceburmistrz H. Zawiszowski.
Podczas głosowania 17 radnych było za przyjęciem stawek w wersji poprawionej, siedmiu było przeciw, a dwóch wstrzymało się od głosu.

Autor artykułu: (bj)

Pouczali i karali

Thursday, February 22nd, 2001

Obejmująca całe województwo śląskie akcja “Pieszy”, mająca na celu zminimalizowanie liczby wypadków z udziałem tych uczestników ruchu, również w Gliwicach przyniosła spory plon. Policjanci tego dnia szczególnie egzekwowali przekraczanie jezdni we właściwych miejscach, gdyż to, obok nieostrożnego przebiegania przez jezdnię i gwałtownego wtargnięcia wprost pod koła nadjeżdżającego pojazdu, jest najczęstszą przyczyną wypadków z udziałem pieszych.

Przez cały dzień dziewiętnastu policjantów “drogówki”, wspieranych funkcjonariuszami prewencji z miejskich komisariatów, kontrolowało, karało i pouczało nie tylko “niesfornych” pieszych, ale także kierujących pojazdami.
Efekty ich wytężonego wysiłku były imponujące – skontrolowano stu sześćdziesięciu jeden kierujących pojazdami, stu pięćdziesięciu pieszych i trzech rowerzystów. Wykryto dwóch nietrzeźwych kierowców i dwóch pieszych, na których skierowano wnioski do kolegium.

W sumie, spośród trzystu dwudziestu jeden wziętych “pod lupę”, aż dziewięćdziesięciu jeden (61 kierujących i 30 pieszych) odeszło z kwitkiem… mandatu na łączną kwotę 10400 złotych! Policjanci nie byli jednak nazbyt surowi i, w przypadkach mniejszych wykroczeń, udzielali tylko pouczenia. W ten łagodny sposób potraktowali osiemdziesięciu dwóch kierowców, stu trzech pieszych i jednego rowerzystę.

Autor artykułu: (sze)

Czarna statystyka

Thursday, February 22nd, 2001

Na liście najniebezpieczniejszych ulic w Gliwicach ponownie znalazły się Chorzowska, Łabędzka i Pszczyńska. Od dwóch miesięcy rośnie także liczba przykrych zdarzeń w Żernikach. Przy niewielkiej liczbie mieszkańców odnotowano aż cztery przestępstwa.

Jak informuje Urząd Miasta, w minionym miesiącu utrzymała się korzystna tendencja poprawy stanu bezpieczeństwa. W ciągu ostatnich trzech miesięcy statystyki przestępstw są następujące: listopad ubiegłego roku – 534, grudzień 2000 – 462, styczeń 2001 – 470. W styczniu odnotowano co prawda o osiem przestępstw więcej niż w grudniu 2000 r., ale liczba ta jest o prawie 5 proc. mniejsza od wyniku ze stycznia 2000r.

W stosunku do grudnia minionego roku zmalała liczba przestępstw w śródmieściu, w osiedlu Gwardii Ludowej i na Trynku. W pierwszym miesiącu roku na terenie Gliwic popełniono jedno zabójstwo i jedno przestępstwo na tle seksualnym. W stosunku do grudnia nieznacznie zmalała ilość rozbojów – najczęściej zdarzają się one w Śródmieściu. Było mniej kradzieży (spadek z 220. do 186.), ale więcej kradzieży z włamaniem. Skradziono 53 samochody (w grudniu 77). W minionym miesiącu odnotowano, podobnie jak w grudniu, 25 wypadków komunikacyjnych. Najwięcej z nich wydarzyło się na ulicach: Bernardyńskiej, Franciszkańskiej, Tarnogórskiej i drodze E-40. Było mniej kolizji drogowych. Mimo zaostrzenia przepisów w stosunku do osób nadużywających alkoholu, zatrzymano 76. nietrzeźwych kierowców (w grudniu 65).

Autor artykułu: (jh)

Biały atak – przezorni zabrali ze sobą parasole

Wednesday, February 21st, 2001

Po dwóch tygodniach pozbawionych śniegu, feriach bez lepienia bałwana i oczekiwaniu rychłego przyjścia wiosny niespodziewanie sypnęło białym puchem. Zima zaskoczyła wszystkich, oprócz służb zajmujących się utrzymaniem dróg w czystości. Te, jak się okazuje, na bieżąco śledziły prognozy pogody i już w ubiegłym tygodniu przygotowywały się do odśnieżania.

- Wiedzieliśmy, że zima nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, dlatego przez cały czas byliśmy w gotowości. Od wtorku, od godziny 4 rano, działamy na pełnych obrotach. Po mieście jeździ sześć piaskarek i pług – powiedział nam Konrad Torz, kierownik Zakładu Usług Komunalnych w Mikołowie.

Dzięki prognozom Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Katowicach na nagły powrót zimowej aury byli przygotowani też bierunianie.

- Już od dwóch lat korzystany z takich prognoz. Dzięki nim każdego dnia jesteśmy w stanie powiedzieć, jaka będzie pogoda w następnym tygodniu. Podczas pogodnych i słonecznych dni zawieszamy dyżury, natomiast rozpoczynamy je, jak tylko dostajemy sygnał o możliwych opadach śniegu – zapewnił nas Jan Stocki, naczelnik wydziału gospodarki komunalnej w Urzędzie Miasta w Bieruniu.

W Pszczynie też można było spokojnie i bezpiecznie jeździć. Drogi były odśnieżone już rano.

- Mieszkańcy naszego miasta mogą być spokojni, bo trzymamy rękę na pulsie – powiedział nam Jacek Bestwina z działu technicznego Powiatowego Zarządu Dróg.

W Tychach było podobnie. Czarne ulice były najlepszą wizytówką Miejskiego Zarządu Ulic i Mostów.

Nie wszyscy byli jednak przygotowani na nagłą zmianę aury:
- Dziwi mnie to, że tak sypie, przecież wszystko wyglądało na to, że szybciej niż powrotu zimy możemy spodziewać się szybkiej wiosny. Ja osobiście nie jestem zadowolony z takiego obrotu sprawy, bo mam reumatyzm i podczas zimy fatalnie się czuję, rwie mnie cały bok – powiedział nam Stanisław Maciukiewicz z Tychów.

Co przezorniejsi mieli wczoraj przy sobie parasole.
- Parasolkę podobnie jak zapasowe rajstopy mam zawsze w torebce, bo nigdy nie wiadomo, co się człowiekowi przydarzy. Szczerze mówiąc nie lubię zimy i z utęsknieniem czekam na lato. Uwielbiam się opalać i bardzo by mi odpowiadało, gdyby nasz klimat znacznie się ocieplił – mówi Teresa Gierlotka z Tychów.

Na szczęście tym razem obyło się bez większych stłuczek czy wadków. Kierowcy nie mogli narzekać na zły stan dróg. Jednak duże opady, szczególnie w godzinach rannych, dla wielu z nich były poważnym utrudnieniem i dość znacznie ograniczały widoczność.

Autor artykułu: KATARZYNA SKRZYPEK