Archive for January, 2001

Dzieci z odmrożeniami

Sunday, January 21st, 2001

Dziesięciomiesięczna Wiktoria i dwuletni Nikodem z odmrożeniami rąk i nóg I stopnia znaleźli się w sobotę w szpitalu przy ulicy Truchana w Chorzowie. Przywiozło je tam pogotowie po anonimowym telefonie jednego z mieszkańców ulicy Machy w Chorzowie-Batorym.

- Pracuję już szesnaście lat, ale coś takiego widzę po raz pierwszy – powiedziała “DZ” Jadwiga Hawranek, lekarz dyżurny oddziału chirurgii dziecięcej. – Ogólny stan dzieci jest dobry, ale z powodu zimna panującego w nieogrzewanym mieszkaniu dziewczynka ma odmrożenia pierwszego stopnia dłoni, stóp i policzków, a chłopiec jest w cięższym stanie.
Ma odmrożenia drugiego stopnia dłoni i stóp, szczególnie palców. Nie wiemy jeszcze, jakie będą efekty tych odmrożeń – dodała.

Powiadomiona przez pogotowie policja natychmiast zatrzymała rodziców, jednak matkę zwolniono jeszcze w sobotę po złożeniu wstępnych wyjaśnień. Ojciec – 43-letni Marian Ż. został zatrzymany i w poniedziałek ma być doprowadzony do prokuratury. Nieoficjalnie wiadomo, że oprócz zaniedbania obowiązków rodzicielskich zostanie mu postawiony także zarzut znęcania się nad żoną.

Autor artykułu: (lis)

Święty Jordan

Sunday, January 21st, 2001

To ludyczna, ale i wielowiekowa nazwa święta obchodzonego w Kościołach wschodnich na pamiątkę chrztu Chrystusa w Jordanie. We Lwowie, jak pamiętają zapewne rodzice i dziadkowie wielu z nas, Jordan był obchodzony nadzwyczaj uroczyście – w procesji do Jordanu, czyli we Lwowie Pełtwi, uczestniczyli biskupi wszystkich chrześcijańskich wyznań – procesję wiódł biskup grekokatolicki…

W Katowicach, na Jordan, grekokatolicy z okolic najbliższych, ale i z Bielska-Białej, Gliwic, Zabrza, Mikołowa czy Tychów zbierają się w cerkwi, by po poświęceniu wody (niestety, tylko w balii) zabrać ją do domu. Dotąd wodę święcił jedynie ksiądz mitrat Kościoła Grekokatolickiego Michał Feciuch – w tym roku, w minioną niedzielę (choć zgodnie z kalendarzem juliańskim Jordan wypadł już w piątek), w uroczystości wziął udział ksiądz Paweł Buchta, proboszcz kościoła rzymskokatolickiego świętych Piotra i Pawła. Czas najwyższy wyjść, jak każe tradycja, nad rzekę najbliższą i poświęcić jej wody – wszak Katowice mają aż 7 rzek.

Autor artykułu: (SW)

Posłowie albo radni

Tuesday, January 16th, 2001

Na radnych Sejmiku Województwa Śląskiego, a jednocześnie posłów Akcji Wyborczej Solidarność wywierane są nieformalne naciski w sprawie złożenia przez nich jednego z piastowanych mandatów – dowiedzieliśmy się nieoficjalnie.

Kilka tygodni temu zakaz łączenia mandatu radnego i posła nałożyły na swoich członków władze Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Zdyscyplinowani członkowie tej partii natychmiast podziękowali za funkcje radnych. Tymczasem radni wojewódzcy, a jednocześnie posłowie AWS w dalszym ciągu łączą swoje funkcje.

- Jestem jak najdalszy od gloryfikowania SLD, ale w tym wypadku mają chyba rację – mówi Wacław Marszewski, lider AWS woj. śląskiego. – Szkoda tylko, że niewiele osób pamięta, iż zwyczaj łączenia mandatów rozpoczęły właśnie SLD i Unia Wolności.

W Sejmiku naszego regionu radnymi, a jednocześnie posłami AWS są Mirosław Sekuła, Czesław Sobierajski, Bernard Szweda i Karol Łużniak. Regularnie uczestniczą oni w posiedzeniach plenarnych, ale są bardzo rzadkimi uczestnikami prac komisji sejmikowych. Od wtorku do piątku każdego tygodnia obraduje Sejm, a tamtejsze obowiązki są dla posłów ważniejsze niż spotkania w samorządzie naszego regionu.

Wacław Marszewski twierdzi, że wykonywanie nerwowych ruchów jest zbędne.

- Wszystko wskazuje na to, że nowa ordynacja wyborcza zakaże łączenia mandatów – mówi. – Dlatego jestem przekonany, że wszyscy nasi posłowie-radni będą musieli wybrać jeden z mandatów.

Autor artykułu: (wit)

Kto skazał ,Pershinga”?

Tuesday, January 16th, 2001

Sąd Rejonowy w Katowicach wydał wczoraj nakaz tymczasowego aresztowania Ryszarda Boguckiego, podejrzanego o zastrzelenie ,Pershinga”, domniemanego szefa mafii pruszkowskiej.

Wczoraj rano siedziba Prokuratury Okręgowej w Katowicach wyglądała niczym twierdza. Na każdym piętrze przebywali zamaskowani członkowie brygady antyterrorystycznej, zastosowano specjalne wymogi bezpieczeństwa. Wokół budynku spacerowali agenci po cywilnemu, którzy mieli ewentualnie dostrzec kolegów Boguckiego. Konwój z aresztu śledczego podjechał jednak na zaplecze budynku, skąd podejrzany został przetransportowany wprost przed oblicze prokuratora z wydziału ścigania przestępczości zorganizowanej.

- Postawiono mu sześć zarzutów – mówi Leszek Goławski, rzecznik Prokuratury Okręgowej. – Zarzucamy mu m.in. zabójstwo ,Pershinga”, nielegalne posiadanie broni, uprowadzenie i wymuszenie okupu na biznesmenie z Podbeskidzia, oszustwo, a także uchylanie się od świadczeń alimentacyjnych na rzecz jego byłej partnerki, Miss Polonii z początku lat 90.

Po przedstawieniu zarzutów Bogucki został przewieziony do Sądu Rejonowego w Katowicach. Tam, przy zachowaniu tak samo rygorystycznych środków bezpieczeństwa, dowiedział się, że zostaje aresztowany na trzy miesiące. Z sądu pojechał do aresztu na ulicę Mikołowską w Katowicach, gdzie spędzać będzie najbliższe tygodnie.

Bogucki znany ze swojego ,szpanerskiego” zachowania usiłował wczoraj trzymać fason. Opalony, wyraźnie szczuplejszy, wypoczęty po kilku miesiącach pobytu w meksykańskim kurorcie, sprawiał wrażenie wczasowicza. Nie ukrywał twarzy, choć milczał kiedy dziennikarze usiłowali z oddali zadawać mu pytania.
Nieoficjalnie udało nam się dowiedzieć, że chęć widzenia z Boguckim zgłosiła jego najbliższa rodzina.

- W areszcie zachowuje się bez zarzutów – mówi jeden z przedstawicieli Służby Więziennej.

Policjanci i prokuratorzy boją się, że zorganizowane podziemie podejmie próbę zgładzenia podejrzanego. Jego wiedza może bowiem doprowadzić do ujawnienia nazwisk osób z pierwszych stron gazet, które stały za zamachem na ,Pershinga”.

Według naszego informatora, pracownika Centralnego Biura Śledczego, policja chce ,aby Bogucki nie był celem samym w sobie, ale źródłem informacji na temat powiązań mafijnych”.

W najbliższych dniach prowadzący śledztwo będą usiłować się dowiedzieć, kto i dlaczego zlecił zamordowanie ,Pershinga”.

Autor artykułu: (wit)

Nie wolno było strajkować

Tuesday, January 16th, 2001

Rozmowa z gen. WŁADYSŁAWEM CIASTONIEM, byłym wiceministrem spraw wewnętrznych

- Kto, pana zdaniem, użył broni w kopalni ,Wujek”?

- Nie wiem. To jest odpowiedź najbardziej odpowiedzialna.

- To jest odpowiedź wymijająca. W stanie wojennym, jako wiceminister spraw wewnętrznych, był pan odpowiedzialny za ład i porządek w kraju, za działania milicji, Służby Bezpieczeństwa. Nie interesowało pana, kto strzelał do ludzi w kopalni ,Wujek”?

- Od tego byli przedstawiciele Komendy Głównej Milicji, prokuratury wojskowej.

- Pan sam nie próbował dowiedzieć się, kto i dlaczego użył broni?

- A dlaczego miałem być lepszy?! Chyba nie budzi wątpliwości fakt, że ci, którzy strzelali, działali w obronie własnej. Czy jestem za to odpowiedzialny? Przecież nie. Każdy, kto posiada broń, może jej użyć w niebezpieczeństwie. I ja mam być odpowiedzialny za to, czy ta osoba użyła broni zgodnie z prawem czy nie?!

- Skąd pan wie, że strzelano w obronie koniecznej? Proces się jeszcze nie skończył.

- Nie wolno było strajkować, prawda? Nie wolno było. Milicji chodziło o odblokowanie kopalni, by ruszyło wydobycie. Jeżeli z tego wywiązuje się walka: górnicy mają łańcuchy, pręty, biorą zakładników, to dlaczego my koncentrujemy się tylko na tym, że została użyta broń? Skoncentrujmy się na odpowiedzialności tych ludzi, którzy namawiali do strajku. Czy oni nie narażali górników? Czy nie łamali prawa?

- To jeszcze nie upoważnia nikogo, by strzelać do ludzi. Pana zdaniem milicja nie złamała prawa?

- Nie. Natychmiast przecież uruchamiano prokuraturę wojskową, wykonywano ekspertyzy. Co chciano by ukryć?

- Na przykład dowody. Komendant wojewódzki milicji w Katowicach polecił przestrzelić broń plutonu specjalnego ZOMO. Prokuratura wojskowa wykazała w 1982 roku, że strzelał pluton specjalny ZOMO. Czy ta informacja nie dotarła do pana?

- Jest różnica: strzelał, a spowodował śmierć górników. Co oskarżeni mówią na to? Przyznają się, że strzelali?

- Przyznają, że strzelali, ale w powietrze.

- No, właśnie! Kto spowodował śmierć tych ludzi, z tego nie wynika.

- Dwukrotnie stwierdził pan przed sądem, że z ciał górników wyjęto kule o innym kalibrze niż te, których używał pluton specjalny ZOMO. To nieprawda. Z ciał górników wyjęto pociski kaliber 9 mm. Takie same pociski używał do ,raków” pluton specjalny. Wprowadzono pana w błąd?

- Tego nie mogę wykluczyć.

- Z akt wynika, że pracował pan w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych w latach: 1945-1958, a potem od 1971 roku. Skąd ta przerwa?

- Zaczynałem w 1945 roku we Wrocławiu. Byłem młodym technikiem chemikiem, dobrze znałem niemiecki, ale wydawało mi się, że będzie patriotycznym wyczynem, jak pójdę do pracy w aparacie…

- To znaczy w Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego.

- Tak, ale moim głównym celem były studia na politechnice. Po dyplomie przeniesiono mnie do centrali i w MSW zajmowałem się ochroną przemysłu. Po 1956 roku, kiedy to domagaliśmy się rozliczenia partii z błędów, wyrzucono mnie i z partii, i z MSW. 13 lat pracowałem w Instytucie Maszyn Matematycznych PAN nad technologiami potrzebnymi do pierwszych maszyn elektronicznych. Zrobiłem doktorat, zostałem dyrektorem zakładu. Gdy nastał Gierek, wróciłem do MSW i znów zajmowałem się ochroną przemysłu. Tuż przed stanem wojennym minister Kiszczak wyróżnił mnie powołując na wiceministra, dostałem departament IV, III… Resztę pani zna. Do widzenia.

- Do widzenia.

Rozmawiała:

(wywiad nieautoryzowany)

Autor artykułu: TERESA SEMIK

Dochody miasta z targowisk

Monday, January 15th, 2001

Chociaż w tym roku o ponad 10 procent wzrastają opłaty targowe, (maksymalnie według stawek Ministerstwa Finansów) dochody budżetowe miasta z tego tytułu będą mniejsze od ubiegłorocznych. Powodem jest znaczne ograniczenie powierzchni targowej. Plac handlowy przy ulicy Sobieskiego będzie mniejszy o 800 metrów kwadratowych, czyli powierzchnię przeznaczoną na parking dla klientów i pracowników banku. Na Promenadzie z handlowania zostanie wyłączonych 6980 m kw. pod kontynuację budowy hali targowej.

W tym roku zaplanowano dochód z opłat targowych w wysokości 578 tys. zł. W minionym było to 683 tys. zł. Te straty miasto częściowo powetuje sobie zwiększonymi czynszami dzierżawnymi za place targowe. Chociaż nie będzie to pełna rekompensata. W ub.r. do budżetu wpłynęło z tego tytułu 340 tys. zł, w tym spodziewanych jest 350 tys. zł.

Autor artykułu: (JS)

Pomóżmy sobie sami

Monday, January 15th, 2001

W jasnogórskiej debacie na temat perspektyw miasta w początkach nowego tysiąclecia częstochowianie domagali się pomocy rządu i władz województwa. Ich adwersarze odpowiadali, że rozwój naszego regionu zależy ostatecznie od woli i działań jego mieszkańców.

W niedzielę na Jasnej Górze, w auli o. Kordeckiego, spotkali się przedstawiciele władz i środowisk miejscowych z reprezentantami władz państwowych: ministrem rozwoju regionalnego Jerzym Kropiwnickim, ministrem zdrowia Grzegorzem Opalą, wojewodą śląskim Wilibaldem Winklerem i marszałkiem województwa Jan Olbrychtem.

Poseł Tadeusz Wrona przypomniał najpilniejsze potrzeby miasta i regionu: nową obwodnicę, oddział onkologiczny, państwowy uniwersytet i reorientację gospodarki. Uczestnicy dialogu twierdzili, że rząd stwarza tylko ramy dla działań lokalnych społeczności.

Autor artykułu: (wp)

Reforma do oceny

Monday, January 15th, 2001

Poseł Jacek Kasprzyk apeluje o dokonanie społecznej oceny wprowadzonego dwa lata temu nowego podziału administracyjnego w efekcie czego Częstochowa utraciła status miasta wojewódzkiego.

List otwarty posła został skierowany do mieszkańców, samorządów lokalnych, partii politycznych, środowisk wyznaniowych i organizacji społecznych. Jacek Kasprzyk zwraca się do nich z prośbą o ocenę skutków nowego podziału administracyjnego. Od dwóch lat nie istnieje województwo częstochowskie. Do tej pory jednak nie podsumowano jednoznacznie konsekwencji administracyjnych, politycznych i gospodarczych, jakie przyniosła utrata statusu miasta wojewódzkiego. W pierwszym kwartale 2001 roku Sejm dokona oceny nowego podziału terytorialnego. Stąd apel posła do wszystkich środowisk opiniotwórczych i decyzyjnych naszego regionu o wspólne wypracowanie oceny i stanowiska dotyczącego przyszłości. Mogą mieć one bowiem decydujące znaczenie dla przyszłości byłego województwa częstochowskiego.

Autor artykułu: (kak)

Śląska motoplajta

Thursday, January 11th, 2001

Dealerzy zastanawiają się nad zwolnieniami, mechanicy trzymają ręce w kieszeniach, sprzedawcy części zamykają wcześniej sklepy. Branża motoryzacyjna, która na Śląsku jeszcze do niedawna pozwalała szybko nabić kasę, znalazła się w niespotykanych opałach. Załamanie na rynku samochodów w ubiegłym roku rodziło tylko niepokój, ale teraz zaczyna budzić panikę: prócz drastycznego zmniejszenia zysków zarówno w sprzedaży jak i w usługach może doprowadzić do wzrostu bezrobocia.

- Według wywieszki handluję do piątej, ale już o wpół do czwartej jem obiad w domu – przyznaje właściciel sklepu z częściami do samochodów w Chorzowie. Klientów ubyło, obroty zmniejszyły się o około 30 procent. – Jeżeli dalej tak będzie, chyba zmienię branżę, bo ten interes powoli przestaje się opłacać – dodaje.

Takich sklepów w całej aglomeracji są setki. Nie mniej jest warsztatów samochodowych, które recesja dotknęła bez względu na specjalizację. Pracy nie mają blacharze, lakiernicy, mechanicy. Choć z nowymi pojazdami niewiele mieli do czynienia, nudzą się z powodu bessy na giełdzie. Ponieważ sprzedaż samochodów używanych kuleje tak samo jak nowych, więc cierpi cały rynek usług nastawionych na ten segment rynku.

- Prowadzę firmę od pięćdziesięciu lat. Przez podwórko zawsze trudno było się przecisnąć, tyle czekało na nim samochodów. Teraz zlecenia wykonuję od ręki – twierdzi właściciel warsztatu blacharskiego w południowej dzielnicy Katowic.

Sytuację najlepiej przedstawia poziom sprzedaży samochodów nowych, gdzie statystyki są dokładne: jeśli w 1999 roku była ona wyższa w porównaniu do roku 1998 o 23 procent, w roku ubiegłym spadła o prawie tyle samo. I jeżeli przez ostatnie lata dealerzy przyzwyczaili się do ciągłego wzrostu obrotów i uważali go za rzecz normalną, to spadek sprzedaży, który w tym roku może się jeszcze pogłębić, doprowadził u nich do głębokiej frustracji.

- Dołek jest wypadkową podwyżek cen paliwa, wzrostu kosztów inwestycyjnych i ogólnego zubożenia społeczeństwa – ocenia Piotr Śliwka, dealer Skody, który przyznaje, że na Śląsku jest wyjątkowo źle: – W ostatnich latach dealerzy Skody z Warszawy nie mogli mnie dogonić. Dziś to ja jestem w tyle – dodaje.

Dealerzy nie ukrywają, że jedną z przyczyn boomu na Śląsku były odprawy wypłacane górnikom odchodzącym z kopalń. Górnicy nie inwestowali kilkudziesięciu tysięcy złotych w otwarcie własnego interesu, ale często udawali się z nimi po samochód. To z tego powodu sprzedaż szła doskonale wszędzie tam, gdzie likwidowano nierentowne kopalnie. W tym roku liczba wypłacanych odpraw zmalała i górnicy przestali kupować. Sprzedawcy przyzwyczajeni do wysokich obrotów tym bardziej boleśnie to odczuli.

- Każdy salon planuje sprzedaż pewnej ilości samochodów. Wszystko dobrze, jeżeli prognozy się sprawdzają. Ale przy gwałtownym spadku cała organizacja pracy, ustawienie ludzi, to wszystko bierze w łeb – mówi jeden z dealerów Fiata.

- Rachunek jest prosty: jeżeli w salonie przy sprzedaży pracuje dziesięć osób, a obroty zmniejszają się na przykład o dwadzieścia procent, to dwie osoby nie mają co robić – wyliczał “DZ” już kilka miesięcy temu Jan Mucha, dealer Opla z Mikołowa.

Można się spodziewać, że bezruch, jaki zapanował w salonach samochodowych, doprowadzi do ruchów kadrowych. Na razie jednak nikt nie chce się przyznawać, że już kogoś zwolnił lub zamierza.

- Nie zmniejszyłem zatrudnienia, ale rozważam taką możliwość – mówi Henryk Pineles, który sprzedaje Opla w Bytomiu.

Wielcy śląscy producenci z branży motoryzacyjnej są w lepszej sytuacji niż zakłady w innych regionach kraju.
Produkują na eksport i załamanie krajowego rynku nie dotyka ich tak bardzo. 90 procent wytwarzanego przez Opel Polska modelu agila wysyłane jest za granicę, do dwudziestu krajów. Podobnie jest z dieslowskimi silnikami Isuzu produkowanymi przez zakład w Tychach. Gdy takie firmy jak Daewoo czy Fiat ograniczały zatrudnienie, japońska fabryka ulokowana w specjalnej strefie ekonomicznej szykowała się do uruchomienia trzeciej zmiany i przyjmowała tysięcznego pracownika.

Nie zmienia to jednak faktu, że drobni producenci części, którzy zaspokajają sklepy i giełdy samochodowe, znaleźli się pod kreską.

Kto ponosi winę za motoryzacyjną bessę? Niewątpliwie państwo. Sprzedaż samochodów jest u nas obciążona najwyższymi podatkami w Europie. Od dawna stosowana jest zasada, w myśl której dziury w budżecie łatane są podwyżkami akcyzy za auta i benzynę. Jest to polityka krótkowzroczna, ponieważ maleją obroty w całej branży, w rezultacie czego do kasy państwa spływa znacznie mniej pieniędzy, niż gdyby ludzie masowo kupowali tańsze samochody.

Bessę powoduje także niepewność co do przyszłych cen i plotki o ich skoku. Tak jest w przypadku gazu LPG, który – jak się mówiło jesienią ubiegłego roku – miał podrożeć nawet o złotówkę. Właścicielom warsztatów montujących instalacje gazowe wiadomość ta zwiastowała prawdziwą katastrofę; w ciągu kilkunastu dni stracili klientów. Na Śląsku takich zakładów jest kilkaset, w samych Katowicach dwadzieścia, a po aglomeracji takich samochodów jeździ najwięcej w Polsce. Część firm montujących instalacje już padła, inne ratowały się zmianą profilu działalności. Do dziś sytuacja firm przerabiających auta na LPG nie poprawiła się, a gaz zdrożał tylko nieznacznie.

Na marną kondycję branży motoryzacyjnej wpływa nawet pogoda. Brak zimy doprowadził do rozpaczy właścicieli zakładów wulkanizacyjnych, którzy już w listopadzie ubiegłego roku przedłużali godziny pracy żeby nadążyć z wymianą opon letnich na zimowe.

- Przed rokiem o tej porze po zimówkach pozostało mi wspomnienie. Teraz mam jeszcze całkiem spory zapas. Wszyscy chcą jakoś przetrzymać do wiosny – mówi Mariusz Dąbek z firmy Gumix w Katowicach.

Autor artykułu: ADAM WOŹNIAK

Koniec refundacji

Thursday, January 11th, 2001

Rząd nieustannie deklaruje wspieranie przedsiębiorców, by tworzyli nowe miejsca pracy dla 2,5-milionowej armii bezrobotnych. Tymczasem pracodawcy zarzekają się, że już nie dadzą się nabrać na podpisywanie umów z rządem. Ich protest zdaje się być bezprzedmiotowy – Krajowy Urząd Pracy wypowiedział właśnie starostom możliwość organizowania prac interwencyjnych i robót publicznych.

- Już tylko z czystej formalności pytam urząd pracy, kiedy wypłaci mi zaległe pieniądze za zatrudnionego bezrobotnego z pośredniaka – mówi S., śląski przedsiębiorca. – Podpisałem umowę w marcu ubiegłego roku, miałem mieć refundowaną część płacy i składki na ZUS. W sumie około 400 złotych miesięcznie, przy ogólnych kosztach zatrudnienia 1300 złotych. Dostałem refundację tylko za kwiecień. Urząd nie wie, kiedy wypłaci mi resztę. Już żadnej umowy z pośredniakiem nie nawiążę. Zostałem wyrolowany dwa razy: przez pół roku sam opłacałem pełne koszty zatrudnienia, w dodatku na mocy umowy z urzędem pracy musiałem podpisać z pracownikiem umowę na czas nieokreślony.

W Gliwicach umowy podpisano w ubiegłym roku z 500 pracodawcami, pieniądze na “aktywne formy” skończyły się w lutym. W Tychach z 300 pracodawcami – pieniądze skończyły się w kwietniu. W Katowicach – w maju.

- Na refundację mamy 12 miesięcy – powiedziano nam w księgowości Powiatowego Urzędy Pracy w Świętochłowicach. – Jednak otrzymaliśmy tylko część środków potrzebnych na podpisane umowy. Dlatego wypłacamy je pracodawcom według terminu zawartych przez nich umów. W tej chwili realizujemy wnioski za marzec i kwiecień 2000 roku.

Krajowy Urząd Pracy, dysponujący Funduszem Pracy, jest zaskoczony, że w Śląskiem zaległości są tak olbrzymie.

- Z naszej wiedzy wynika, że w całym kraju refundacje wypłacono za pierwsze półrocze, natomiast za drugie są realizowane w częściach – mówi Rafał Wyszkowski, rzecznik KUP.

W ubiegłym roku Fundusz Pracy dysponował ponad 5,9 mld zł, z czego na aktywne formy zwalczania bezrobocia (w tym refundacje) trafiło około 1 mld zł. Rzecznik przyznaje, że zadłużenie wobec pracodawców w ubiegłym roku narosło dramatycznie, mimo że KUP zaciągnął 745 mln zł kredytu w banku komercyjnym. Jednak w tym roku będzie jeszcze gorzej.

- Rząd zaproponował nam w 2001 r. o 510 mln mniej niż w roku ubiegłym – mówi rzecznik Wyszkowski z KUP. – Dlatego prezes Grażyna Zielińska wypowiedziała w styczniu starostom umowy na aktywne formy zapobiegania bezrobociu. Nie będą już z pracodawcami podpisywane umowy na zatrudnienie w ramach prac interwencyjnych. Nie będziemy obiecywać gruszek na wierzbie.

PUP w Świętochłowicach w tym roku nie podpisał ani jednej umowy z szefami firm. Ma zarejestrowanych 10.879 bezrobotnych, a bez prawa do zasiłku 9.578 osób. Na spłacenie długu wobec pracodawców pieniędzy nie ma, bo w pierwszej kolejności wypłacane są zasiłki dla bezrobotnych oraz przedemerytalne. Rząd jednak nie przewidział, że przybędzie tak wiele osób zwalnianych z winy zakładu tuż przed emeryturą.

- W Świętochłowicach zasiłki przedemerytalne pobierało w styczniu ubiegłego roku 1406 osób, głównie z restrukturyzowanych branż, w czerwcu już 1634, a z końcem grudnia 1985 osób – wylicza Danuta Kania z PUP.

Jak podaje GIG, bezrobotni – byli górnicy stanowią już 5 proc. osób poszukujących pracy. Tymczasem rząd nieustannie deklaruje swoją wolę wspierania małej i średniej przedsiębiorczości, która – wedle niego – jako jedyna jest w stanie wchłonąć bezrobotnych.

Autor artykułu: BEATA SYPUŁA