Archive for January, 2001

Niebezpieczne przejście

Monday, January 29th, 2001

Przechodniom trudno pokonać ruchliwą al. Armii Krajowej. Tylko nieliczni kierowcy ustępują pierwszeństwa pieszym.

Przy Politechnice Częstochowskiej jest sygnalizacja, której piesi używają na żądanie. Trzeba nacisnąć guzik na sygnalizatorze, odczekać aż zapali się zielone światło i przejść. Dla własnego bezpieczeństwa lepiej jednak dokładnie się rozejrzeć. Nasz czytelnik od kilku lat chodzi tamtędy do pracy. Zwrócił uwagę, że kierowcy lekceważą to przejście przejeżdżając je na czerwonym świetle z maksymalną prędkością. Nakręcił to na kamerze wideo. Rezultaty prezentujemy obok.

Autor artykułu: (tom)

Nietoperze do liczenia

Monday, January 29th, 2001

Jednym z największych skupisk nietoperzy są jurajskie jaskinie. Oficjalnie tzw. dekada spisu nietoperzy rozpoczyna się 1 lutego. Jednak wolontariusze i naukowcy już od klilku dni sprawdzają miejsca, w których zimują te zwierzęta.

Profesjonalnie tymi latającymi ssakami zajmuje się Tomasz Postawa, częstochowianin, pracownik naukowy Centrum Informacji Chiropterologicznej Instytutu Systematyki i Ewolucji Zwierząt Polskiej Akademii Nauk w Krakowie. – Wybieram się do jaskini Studnisko, w Górach Sokolich – mówi Tomasz Postawa. – Obawiam się jednak, że sporo nietoperzy będzie obudzonych i wystraszonych przez turystów.

Spis prowadzony jest w całej Polsce, w około 300 stanowiskach tych ssaków. Wiele z tych miejsc znajduje się na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Tutaj są dobre warunki dla życia tych zwierząt. Spotkać można wszystkie z 21 gatunków nietoperzy występujących w Polsce. Wrogiem tych ssaków są ludzie. Grotołazi przerywają im zimowy sen. Mimo obowiązywania od 15 listopada do 15 kwietnia zakazu wchodzenia do jaskiń, w jurajskie podziemia wyprawiają się dziesiątki domorosłych speleologów. Penetrują najczęściej duże jaskinie w Górach Sokolich. Nietoperze źle znoszą gwałtowne przerwanie hibernacji. Zimą niska temperatura otoczenia i brak owadów, którymi się żywią uniemożliwia im aktywne życie. Mogą przetrwać tylko dzięki hibernacji, podczas której tracą około jednej trzeciej, jednej czwartej wagi ciała. Zimują przeważnie grupowo, wyszukując na schronienie miejsca o stosunkowo stałych warunkach klimatycznych. Wybierają jaskinie, wyrobiska w kamieniołamach, studnie o temperaturze 5-8 stopni Celsjusza i wilgotności dochodzącej do 100 procent.

Według szacunkowych danych w Polsce żyje 32-35 tysięcy nietoperzy. Są one w naszym kraju pod ochroną od 1952 r. Polska przystąpiła do międzynarodowej, tzw. bońskiej konwencji o ich ochronie. W Polsce nie występują gatunki żywiące się krwią.

Autor artykułu: (JS)

Flagi na autobusach

Monday, January 29th, 2001

Protestujący kierowcy Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego domagają się zaległych wypłat pieniędzy i poprawy zarządzania firmą. Uważają, że obecne działania kierownictwa przedsiębiorstwa prowadzą do jego upadłości. Zarząd spółki jest gotów do rozmów i przedstawia działania usprawniające funkcjonowanie MPK.

Akcję protestacyjną firmują dwie organizacje: Związek Zawodowy Kierowców i Motorniczych Tramwajów i Związek Zawodowy Pracowników Zaplecza Technicznego. – Na 450 kierowców i motorniczych akcję czynnie popiera 280 – mówi Wiesław Chrzanowski, przewodniczący związku kierowców i członek Rady Nadzorczej MPK.

- Domagamy się wypłat zaległych wynagrodzeń m.in. za pracę w godzinach nocnych. 668 osobom należą się te pieniądze. Na jednego pracownika przypada 400-500 złotych. Mamy zastrzeżenia do pracy dyrekcji. Nie ma właściwych działań oszczędnościowych.

Związkowcy twierdzą, że zakładowa lakiernia wykorzystywana jest przez firmę reklamową chociaż przedsiębiorstwa już nie obowiązuje kontrakt z tą firmą. Uważają, że niepotrzebnie wydano z budżetu miasta 445 tysięcy złotych na opracowanie nowego układu komunikacyjnego przez poznańskie Biuro Inżynierii Transportu.

Przedsiębiorstwo od połowy ub. roku przechodzi proces przekształceń własnościowych. Jest spółką z ograniczoną odpowiedzialnością, w której wszystkie udziały ma miasto.

- Przeprowadziliśmy szereg działań, które usprawniły funkcjonowanie przedsiębiorstwa – mówi Roman Wydymus, prezes MPK. – Unowocześniamy tabor, poprawiamy zaplecze.

Nie kryję, że sytuacja finansowa jest trudna. Ale przecież były w spółce dwa razy podwyżki płac. Co do wypłat tych zaległości są to sprawy wątpliwe. W niektórych przypadkach przedawnione. Z firmą reklamową mieliśmy kontrakt od 1994 roku do końca listopada 2000 r. Ale z obowiązkiem eksponowania reklam do końca listopada 2001 r., więc muszą być one estetyczne.

Związkowcy weszli w spór zbiorowy z dyrekcją już w ubiegłym roku. Mediacje, do 28 grudnia ub.r. prowadził przedstawiciel Ministerstwa Pracy Jerzy Gruszewski. Rozmowy zakończyły się spisaniem protokołu rozbieżności. Po miesiącu Związek Zawodowy Kierowców i Motorniczych Tramwajów oraz Związek Zawodowy Pracowników Zaplecza Technicznego znów wszczął spór zbiorowy z zarządem spółki. Związkowcy zapowiadają eskalację akcji protestacyjnej jeśli nie dojdzie do kompromisu. Zarząd jest gotów do rozmów. Negocjacje trwają. A autobusy jeżdżą z małymi biało-czerwonymi flagami.

Autor artykułu: (JS)

Ruszył korowód Herodów

Friday, January 26th, 2001

Dziś rano spod Urzędu Miasta na Mały Rynek przeszedł barwny korowód uczestników będzińskiego Przeglądu Zespołów Obrzędowych “Herody 2001″. Przesłuchania konkursowe potrwają dwa dni.

Przegląd kultywuje tradycje związane z obyczajami ludowymi okresu nowego roku i Trzech Króli, nazywanego w gwarze regionalnej herodami. Spotkanie ma też integrować najmłodszych wykonawców. Organizatorem przeglądu są m.in. Ośrodek Kultury i Wydział Kultury i Sportu UM.

Przesłuchania konkursowe rozpocznie występ zespołów obrzędowych z Milówki na Małym Rynku przy ul. Modrzejowskiej. O godz. 10 grupy przejdą do Teatru Dzieci Zagłębia, w którym odbędzie się dalsza część konkursu.
Wezmą w nim udział zespoły ze szkół podstawowych i średnich z Zagłębia, Śląska oraz Podbeskidzia. Z szacunków wynika, że w przeglądzie zaprezentuje się ponad 450 uczestników.

Autor artykułu: (A.Z.)

SZCZYRK: Ogonek pod stokiem

Friday, January 26th, 2001

Narciarze przyjeżdżający do Szczyrku najpierw nie mają gdzie postawić samochodu. Później, gdy przebrną przez kolejki do parkingów, czeka ich stanie w jeszcze kilku innych ogonkach, m.in. do kasy, wyciągu, budki z jedzeniem, toalet.

Sobota przed południem. Ośrodek Narciarski Czyrna Solisko. Mimo że śniegu jak na lekarstwo, narciarzy sporo.

- Warunki bez rewelacji. Sporo ludzi, trasy wyjeżdżone i łyse ? mówi Bartek Niebylski z Gliwic. – Po tygodniu nie ma na czym jeździć. Jeśli ktoś potrafi wstać rano, to od ósmej przez dwie godzinki pojeździ jeszcze w fajnych warunkach. Później jest już ciężko. Ceny? Za wysokie. Tu można dużo pieniędzy przejeździć. Jeśli ktoś chce spędzić na stoku cztery dni w tygodniu, a nie korzysta ze znajomości albo nie kręci, to straci majątek.

- Warunki beznadziejne – wtóruje Stefan Kadłubek z Bielska. Narzeka, że mało śniegu, dużo ludzi, ceny wygórowane. Uważa, że płacenie za kartę 25 zł jest zdzierstwem. ? Mogliby spuścić. Warunki są słabe, więc cena powinna pójść w dół – stwierdza. Wylicza, że jeśli do karty dokupi punkty za 30 złotych, 15 zł wyda na jedzenie i trochę na dojazd, to za jeden wypad zapłaci ponad 50 zł.

- Kupujesz kartę za 25 zł i nic z niej nie masz. Niby jest ważna pięć lat, ale prędzej czy później ją zgubisz. Osoba, która przyjeżdża na jeden dzień w roku, lub przypadkowo trafiła do Szczyrku, jeśli nie sprzeda karty komuś stojącemu pod kasą, to ma pamiątkę za 25 zł. A co z ludźmi, którym zostały karty z tamtego roku? Na dodatek zdarzają się pomyłki w poborze punktów. Raz automat weźmie więcej, raz mniej. Nie sposób się tego doliczyć. Ludzie negatywnie oceniają wymianę kart – dodaje Bartek Niebylski.

Nie najlepiej jest z zapleczem. Ustawiają się kolejki do punktów gastronomicznych, ludzie nie mają gdzie jeść. Nieliczni siedzą. Inni jedzą lub popijają na stojąco albo kucając pod płotem.

Z kolei Mieczysław Stasiak twierdzi, że jest lepiej niż rok temu. – Co roku lepiej, ale i drożej. – Narzeka, że brakuje oświetlenia, nie przybywa naśnieżanych stoków i wyciągów, a ratraki kursują tylko raz dziennie. – Pieniądze, które tu zostawiamy, powinni wydawać tak, żeby wszyscy byli zadowoleni – kwituje Stasiak.

Autor artykułu: JACEK DROST

Na granicy smaku

Friday, January 26th, 2001

Zapowiadane jako hit sezonu “Szalone nożyczki” szwajcarskiego pisarza Paula Pörtnera nie muszą się podobać wszystkim. Nie trzeba sugerować się faktem, że od 20 lat grane są w Bostonie, od 18 w Chicago, że według Księgi rekordów Guinnessa to światowy rekord teatralny, a Warrenton Street w Bostonie, gdzie serwowane jest przedstawienie, nazywana jest ulicą Szalonych nożyczek.

Niech nikogo nie zmyli również fakt, że sztuka cieszyła się powodzeniem w San Francisco, Rzymie, Budapeszcie, Meksyku, Johannesburgu, Lizbonie, Buenos Aires, a do reżyserowania spektaklu konieczna jest specjalna licencja, którą w Polsce do tej pory zdobył w Chicago tylko Marcin Sławiński, twórca i bielskiego przedstawienia. Na ten finansowy “wybryk” złożyły się kasy Teatru Kwadrat w Warszawie i Teatru Powszechnego w Łodzi, gdzie sztuka była grana przed Bielskiem.

Jeśli ktoś nie znosi ludycznych wręcz spektakli, ocierających się o granice dobrego smaku, jeśli nie potrafi zostawić swoich ambitnych wymagań wobec teatralnych wrażeń za progiem, nie stać go na absolutnie spontaniczną zabawę, nie powinien wybierać się na “Szalone nożyczki”. Na samym początku rozwścieczy go bowiem landrynkowo-bieliźniana tonacja scenografii według pomysłu Edyty Dudy, wyprowadzą z równowagi zbyt głośno grane na modłę disco-polo standardy, po godzinie zniesmaczy zbyt narzucająca się manieryczność gry fryzjera-homoseksualisty, odtwarzanego z ogromnym zaangażowaniem przez Tomasza Drabka, nie będzie mu w smak gra Edyty Dudy, pozującej na ni to panienkę lekkich obyczajów, ni to szczwaną właścicielkę salonu fryzjerskiego. Rozzłościć go też mogą płaskie dowcipy, bazujące na powszechnym przekonaniu o głupocie policji, pasożytnictwie posłów, ciemnocie mieszkańców innych niż Bielsko miejscowości. Nie zachwycą go zapewne wyraźne załamania w ambitnie prowadzonym przez dwóch policjantów śledztwie.

Jeśli jednak lubimy nieskrępowaną, pozbawioną konwenansów zabawę, mamy szansę na dwie i pół godziny spontanicznego śmiechu. Tak właśnie zareagowała w niedzielę w większości premierowa publiczność, która zdawała bawić się znakomicie.

Akcja sztuki zaczyna się w chwili, gdy widzowie dopiero sadowią się na swoich miejscach, przy zapalonych światłach. W gabinecie fryzjerskim krząta się wokół klienta wyraźnie zniewieściały Tonio (Tomasz Drabek). Właścicielka salonu wydaje się nieobecna, maluje paznokcie, mizdrzy się do lustra, żuje gumę. Nagle rozlega się głos: – Witam państwa w salonie “Szalone nożyczki”. Proszę wyłączyć telefony komórkowe. Rozpoczynamy przedstawienie. Przerwa nastąpi za około godzinę. Zamykają się drzwi do foyer, muzyka ryczy dalej. W salonie pojawiają się kolejni klienci. To co wyprawia z nimi Tonio, zniechęcić może skutecznie do wizyty u fryzjera. Nagle rozlegają się dźwięki koncertu fortepianowego. To mieszkająca na piętrze leciwa właścicielka kamienicy po raz kolejny zatruwa wszystkim życie. Wkrótce zostaje zamordowana, dwóch klientów okazuje się funkcjonariuszami policji, a właścicielka, Tonio i dwójka klientów są o tę zbrodnię podejrzani.

Oryginalność “Szalonych nożyczek” polega na tym, że w dalszej części spektaklu aktywnie uczestniczyć muszą w nim widzowie i, o dziwo, robią to chętnie. Kilku z nich musi nawet wyjść na scenę, by odegrać swoją minirolę. Najpierw, wspomagając organy ścigania, zadają podejrzanym pytania. Potem głosują kto jest mordercą. Jak zapewniają realizatorzy, zakończenie sztuki zależy za każdym razem od widzów i ma swoje cztery wersje. Dlatego, by poznać wszystkie, trzeba odwiedzić teatr cztery razy. Bez pewności, oczywiście, że akurat trafimy na różne, a nie na cztery takie same finały.

Rolę drugiego klienta i czwartego podejrzanego wyraziście zagrał Jerzy Dziedzic. Wcielił się w rolę ciemnego typa, szantażysty, łowcy fortun Edwarda Wurzela. Asów policyjnych udawali Rafał Sawicki i gościnnie Łukasz Żurek z Teatru Bagatela w Krakowie.

Autor artykułu: WANDA THEN

Internauci wybrali najlepszych

Tuesday, January 23rd, 2001

Noworoczne spotkanie środowisk gospodarczych z małopolskiej części Podbeskidzia z wojewodą małopolskim Ryszardem Masłowskim odbędzie się dzisiaj w Andrychowie. Podczas spotkania zostaną wręczone wyróżnienia dla laureatów plebiscytu dla najlepszych dziennikarzy zajmujących się problematyką lokalną małopolskiej części Podbeskidzia.

Plebiscyt ogłosiły redakcja “Nowego Forum Gospodarczego” i Stowarzyszenie Przedsiębiorców Małopolski. Na internetowych stronach www.forum.man.pl zapytali czytelników, kto spośród dziennikarzy pracujących w regionie “najbardziej przyczynił się do popularyzacji problemów naszej ziemi w nowym województwie, walczył o uznanie Podbeskidzia (…) starał się prezentować naszą małą ojczyznę jako miejsce gdzie warto żyć, pracować i wypoczywać?” W sumie internauci oddali 4032 głosy na 23 dziennikarzy. Głosowali mieszkańcy powiatów oświęcimskiego, suskiego i wadowickiego, ale również innych regionów Polski oraz internauci z zagranicy. Plebiscyt wygrał Robert Szkutnik z lokalnego oddziału TVP Kraków (703 głosy), drugi był Jacek Dyrlaga z lokalnego oddziału “Kroniki Beskidzkiej” (689 głosów). A na trzeciej pozycji uplasował się Stanisław Bubin z “Dziennika Zachodniego”, felietonista z powiatowego dodatku “DZ nad Sołą”, na którego głosowało 678 internautów.

Autor artykułu: (jak)

Złamany tir

Tuesday, January 23rd, 2001

Ciężarowy MAN z naczepą złamał się wczoraj w pół na ul. Wyzwolenia w Bielsku. Ściął dwa słupy. Kierowca może mówić o szczęściu. Ze zgniecione kabiny wyszedł bez szwanku. Ofiar nie było.

Do kolizji doszło wczoraj po 14.00. Ciągnik z naczepą jechał od strony Krakowa. Wiózł puste opakowania plastikowe typu PET. Jechał lewym pasem alei Niepodległości. Na skrzyżowaniu z ulicą Daszyńskiego paliło się zielone światło. Kierowca twierdzi, że z prawego pasa zajechał mu drogę samochód osobowy. Prawdopodobnie był to fiat punto. Kierowca MAN-a zaczął gwałtownie hamować. Żeby nie uderzyć w punto, skręcił w lewo. W tym momencie z przeciwka nie jechały samochody. Widząc wolny pas, kierowca tira chciał uciec przez pas zieleni na drugą stronę. Niestety, nie zmieścił się pomiędzy słupami oświetleniowymi. Naczepa wypełniona była lekkim ładunkiem. Mimo to samochód zatrzymany na słupie złożył się na pół. Ścinając dwie latarnie.

Na miejsce przyjechały cztery zastępy JR-G nr 1 w Bielsku-Białej. Na jezdnię z przedziurawionego baku wylało się 600 litrów oleju napędowego. Strażacy zabezpieczyli ulicę proszkiem neutralizującym. Do holowania rozbitego samochodu pomoc drogowa użyła ciężkiego sprzętu. Natychmiast zrobił się korek, dlatego policjanci kierowali ruchem.

- Kierowca był trzeźwy, ale stan techniczny samochodu nie był najlepszy. Dodając do tego śliską nawierzchnię, ograniczoną sprawność opon i pełną naczepę, musiało się tak skończyć. Ze wstępnych ustaleń wynika, że połowa winy należy do kierowcy punta, który odjechał z miejsca zdarzenia – powiedział sierż. sztab. Adam Gaszczyk z Sekcji Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Bielsku.

Kierowca nie chciał wypowiadać się na temat zdarzenia.

Autor artykułu: JACEK ROJKOWSKI

Centrum uciech

Tuesday, January 23rd, 2001

Centrum Handlowo-Usługowe przy zbiegu ulic Grażyńskiego i Mostowej ma ruszyć pod koniec listopada. Inwestycja idzie pełną parą. Bielszczanie z zainteresowaniem patrzą na uwijających się budowlańców. – Dobrze, że powstaje coś innego, a nie kolejny hipermarket – powiedziała pani Krystyna, mieszkanka miasta.

Słyszałem, że ma powstać jakieś centrum rozrywki. Dziwię się, iż mają w nim być kina. Przecież działające obecnie w mieście, ledwo przędą – dodał 17-letni Krzysztof, uczeń technikum budowlanego.

Los przedsięwzięcia był niepewny, gdy w październiku ubiegłego roku nagle z dzierżawy centrum wycofała się Krakowska Firma Handlowa Krachemia. Główny inwestor, spółka Bielsko Business Center z Warszawy zapewniała, że roboty ruszą na początku 2001 r. 10 października 2000 r. warszawska firma dostała od miasta zgodę na budowę. Wyburzono hale bielskich zakładów Lenko. Gruz wykorzystywany jest do umocnienia fundamentów powstającego centrum.

Jacek Kachel, rzecznik prezydenta miasta przyznał, że inwestycja jest korzystnym przedsięwzięciem dla bielszczan. – Tam, gdzie straszyły szkielety starych budynków, powstanie nowoczesny, ładny obiekt, a także parking na 700 miejsc. Przy problemach z parkowaniem, to bardzo ważne – stwierdził.

Irenusz Hendel, członek zarządu spółki Bielsko Business Center z Warszawy poinformował, że inwestycję realizują bez przeszkód. – Budowa centrum pochłonie około 85 mln złotych. Liczymy, że zwróci za siedem, osiem lat – powiedział.

Generalnym wykonawcą jest Przedsiębiorstwo Budownictwa Społecznego Budus z Katowic. Na razie powstają fundamenty centrum i jego szkielet. Na 38 tys. metrów kwadratowych znajdą się kino z siedmioma salami, centrum rozrywki rodzinnej z pubami i bilardem oraz 24-torowa kręgielnia. Będzie także galeria handlowa z 50 stanowiskami.

Autor artykułu: ANNA CHAŁUPSKA

Rower jak samochód

Sunday, January 21st, 2001

Najnowsze modele rowerów, pełny wybór osprzętu, kaski, opony, liczniki, ubiory, wreszcie pokazy akrobacji w trialu i na rowerach BMX – to wszystko można było zobaczyć na zakończonych w minioną niedzielę Międzynarodowych Targach Rowerowych Bike 2001.

Te targi są największą i najważniejszą imprezą branży rowerowej w Polsce. Wzięło w nich udział ponad 150 wystawców z kraju i zagranicy. Prezentowały się firmy m.in. z Holandii, Niemiec, Tajwanu, Indii, Czech i Słowacji.

Najszersza oferta dotyczyła rowerów górskich, podobnie jak w ubiegłym roku. Nie brakło jednak rowerów wyścigowych oraz używanych do wycieczek za miasto. Najnowsze modele zaprezentowali tak znani wytwórcy jak Scott, Univega, Marin i Cannondale.

Nie zabrakło ciekawostek: najdroższy rower na targach kosztował tyle co samochód, bo aż 30 tys. złotych. Pokazywała go firma K&K z Ustronia. Był to rower zjazdowy firmy RB z Czech. Na stoisku Gianta można było zobaczyć coś dla osób, które wybierając się na wakacje mają problemy ze spakowaniem samochodu. Był tam rower składany, który po złożeniu mieścił się w bagażniku malucha. Sporym zainteresowaniem cieszyły się hulajnogi, które pojawiły się aż na siedmiu stoiskach.

Autor artykułu: (ADW)