Archive for November, 2000

Protest przed MEN-em

Wednesday, November 22nd, 2000

Pięćdziesięciu słuchaczy częstochowskich niepaństwowych szkół wyższych wyjedzie dziś rano do Warszawy, aby domagać się zagwarantowanych ustawą stypendiów socjalnych. W proteście przed Ministerstwem Edukacji Narodowej wezmą udział także studenci z innych ośrodków akademickich.

O szóstej rano autokar ze słuchaczami studiów dziennych Wyższej Szkoły Zarządzania, Wyższej Szkoły Lingwistycznej oraz Wyższej Szkoły Języków Obcych i Ekonomii pojechał do stolicy.

- Pokutuje nadal mit, że na uczelniach prywatnych studiują wyłącznie osoby z rodzin zamożnych. Tymczasem czesne w małym ośrodku akademickim niższe jest niż koszty pobytu w dużym mieście. Ekonomia zmusza wielu z nas do wyboru jak najbliższej szkoły wyższej, nawet jeśli przyjdzie za naukę zapłacić – mówi studentka WSZ, Katarzyna Żurawiecka, organizatorka wyjazdu.

Ustawa o szkolnictwie wyższym z roku 1990 zakłada równe prawa słuchaczy wszystkich uczelni. Jednak ministerstwo edukacji broni się, że rozdzielenie obecnych środków na większą liczbę osób obniżyłoby wysokość stypendium do sum symbolicznych. Obecnie średnia jego wysokość wynosi tylko 120 zł, tyle co miesięczna należność za akademik.

- Nie chcemy rozpraszać obecnych środków. Domagamy się wygospodarowania dodatkowych pieniędzy na ten cel. Według naszej oceny na zaspokojenie tych potrzeb wystarczy niespełna 12 milionów w ciągu roku i o tyle winien wzrosnąć budżet ministerstwa w roku przyszłym. Mamy nadzieję, że te środki dla MEN uda się wywalczyć przy naszej pomocy – mówi słuchaczka WSZ.

Protest organizuje Międzyuczelniane Ogólnopolskie Niezależne Stowarzyszenie Studentów Uczelni Niepaństwowych MONSSUN. Manifestacja rozpocznie się o godzinie 11.30 przed budynkiem ministerstwa. Przewidywane jest spotkanie protestujących z ministrem i przekazanie mu petycji.

Autor artykułu: (wp)

Lokal dla kasy

Wednesday, November 22nd, 2000

Przychodnia Gruźlicy i Chorób Płuc w Częstochowie przeniosła się z ul. Kopernika do szpitala na Tysiącleciu. Budynek po poradni przejmie prawdopodobnie Śląska Kasa Chorych. Była jedynym chętnym do wydzierżawienia uczestniczącym w konkursie ofert.

Przychodnia Gruźlicy i Chorób Płuc przeniosła się do pawilonu E szpitala przy ul. PCK. Przeprowadzka była konieczna ze względów ekonomicznych. Szpitalowi nie opłacało się utrzymywanie budynku na potrzeby niewielkiej poradni, w której przyjmowało trzech lekarzy.

- Przychodnia działa w nowym miejscu od 18 października – informuje Józef Ścibisz, kierownik Przychodni Gruźlicy i Chorób Płuc. – Pacjentów przyjmujemy codziennie od 8.00 do 14.00. W starej siedzibie funkcjonuje jeszcze rentgen małoobrazkowy do prześwietlenia płuc.

Trzykondygnacyjnym budynkiem po poradni przy ul. Kopernika 44 interesowało się kilka instytucji m.in. Śląska Kasa Chorych, Komenda Miejska Policji, Wyższa Szkoła Zarządzania. W efekcie do konkursu ofert na dzierżawę obiektu przystąpiła tylko kasa chorych.

- Na razie konkurs ofert nie został jeszcze definitywnie rozstrzygnięty, ponieważ w jego regulaminie jest zapis o możliwości jego unieważnienia, jeśli wysokość proponowanej ceny dzierżawnej nie będzie satysfakcjonowała właściciela – mówi Dariusz Majtyka, zastępca dyrektora ds. ekonomicznych szpitala na Tysiącleciu, zarządzającego obiektem. – Wkrótce w tej sprawie powinna zapaść decyzja marszałka województwa śląskiego.

Częstochowski oddział Śląskiej Kasy Chorych chce przenieść do budynku po przychodni swoją siedzibię z ul. Jasnogórskiej.

- Zamierzamy jak najszybciej zaadaptować pomieszczenia obiektu i wprowadzić się tam do końca pierwszego kwartału przyszłego roku – mówi Jacek Kopocz, rzecznik prasowy Śląskiej Kasy Chorych w Katowicach.

Autor artykułu: (vig)

Kiler z ławki rezerwowych

Sunday, November 19th, 2000

Ciekawe, jakim wynikiem zakończyłoby się to spotkanie, gdyby trener Jerzy Wyrobek w 64 minucie nie wpuścił na boisko Marcina Gadomskiego. Kilkadziesiąt sekund po wbiegnięciu na murawę zawodnik Odry wywalczył rzut karny, który bezbłędnie wykonał Paweł Sibik, a już po upływie regulaminowego czasu gry ustalił rezultat meczu. Gospodarze byli w tym spotkaniu stroną przeważającą, ale (jak to w polskiej lidze bywa) mieli kłopoty z udokumentowaniem tego faktu.

Początek meczu należał do gości, którzy szybko opanowali środek boiska i parę razy zbliżyli się do bramki Grzegorza Tomali, nie pozwalając na to samo wodzisławianom. Z tej chwilowej przewagi jednak nic nie wynikło. Warszawiacy nawet nie oddali jednego strzału. W 13 minucie akcje przeniosły się pod przeciwległą bramkę. Pierwszy strzał, po krótkim dryblingu, oddał Sibik. Trafił jednak w środek bramki. Po chwili Szczęsny był znów w opałach, gdy dwukrotnie z lewej strony centrował Piotr Sowisz, a bramkarz Polonii zderzył się ze swoimi obrońcami. Dwie minuty później, po rogu egzekwowanym z prawej strony boiska, piłkę przejął Marcin Malinowski. Popisał się kapitalnym uderzeniem z linii pola karnego, lecz piłka trafiła tylko w słupek. W kolejnej akcji, gdy Sibik centrował z rzutu rożnego, przepychający się z obrońcami gości Jacek Matyja zdołał oddać lekki strzał, ale trafił Szczęsnego w brzuch.

W końcówce pierwszej połowy impet gospodarzy nieco zmalał. Akcje przeniosły się na środek boiska, a Tomala znów miał trochę pracy. Spisywał się jednak znakomicie, mimo przebytej niedawno kontuzji. Najpierw popisał się efektowną paradą, po której sparował na róg zmierzającą w okienko jego bramki piłkę (strzelał Bąk). Później przeniósł piłkę nad poprzeczką po wolnym Kiełbowicza.

Ostatnia minuta przed przerwą należała do arbitra głównego – Piotra Wieczerzaka z Krakowa. Pod bramką Szczęsnego kontuzji nabawił się Pawlak. Do linii końcowej miał blisko, więc o własnych siłach opuścił murawę. Po interwencji masażysty i lekarza. Pawlak bez pytania o zgodę wbiegł z powrotem na boisko. Sędzia podbiegł do niego natychmiast, pokazał mu żółtą kartkę i oznajmił rzut wolny pośredni z miejsca, w którym Polonista wbiegł na murawę. Rzecz działa się w polu karnym gości, więc po chwili arbiter miał na głowie połowę przyjezdnej drużyny. Piotr Wieczerzak szybko się zreflektował i… podyktował rzut wolny pośredni z okolic środka boiska. – Dobrze, że nie odgwizdał rzutu karnego – odetchnął z ulgą trener Dariusz Wdowczyk.

Po przerwie drużyny wyszły z szatni w niezmienionych składach, za to sędziowie zaprezentowali nowe oblicze. Jako że w pierwszej połowie biegali na czarno (dokładnie tak jak zawodnicy Polonii), na drugą część ubrali żółte koszulki. Chcieli chyba w ten sposób zatrzeć złe wrażenie. Jedynie pan Wieczerzak się upierał. Im bliżej było końca meczu, tym częściej sięgał po żółte kartki. W sumie pokazał ich dziewięć. Kompletnie nie wiadomo po co.

Drugą połowę wodzisławianie rozpoczęli od ataków. W 50 min. na rajd zdecydował się Adam Świtała. Na wysokości pola karnego wymienił podania z Michałem Chałbińskim i strzelił mocno w ,krótki” róg. Szczęsny sparował piłkę na rzut rożny, po którym obrońcy Polonii zablokowali groźny wolej Artura Kościuka. 10 minut później próbkę swoich ogromnych możliwości zaprezentował Olisadebe. Czarnoskóry Polak mijał rywali jak narciarz tyczki. Na drodze do bramki stanął jednak Tomala. W 62 min. piłka, po strzale Pawlaka, znalazła się w siatce Odry. Na szczęście ułamek sekundy wcześniej arbiter odgwizdał faul Bąka na Tomali.

Dwie minuty później na boisku pojawił się Gadomski. Już w pierwszej akcji zawodnik ten pobiegł pod bramkę gości, gdzie przewrócił go Kaczorowski. Sędzia nie miał wątpliwości: karny! Do piłki podszedł Sibik, ,położył” Szczęsnego w jednym rogu, a piłkę posłał do drugiego. W 90 min. Poloniści bliscy byli zdobycia wyrównującego gola. Na szczęście Mirosław Staniek zablokował strzał Kaczorowskiego. W końcówce Gadomski dobił rywali, wykorzystując waleczność Matyi.

Autor artykułu: JAROSŁAW GALUSEK

Jak uratować Centrozap?

Sunday, November 19th, 2000

Ponad 171 milionów złotych przeznaczył zarząd Centrozapu na utworzenie rezerwy, z której ureguluje zobowiązania wobec swych dłużników. Prawie połowa tych pieniędzy należna jest fiskusowi za machinacje związane z pobieraniem zwrotu podatku VAT. W grudniu akcjonariusze spółki powinni zatwierdzić przygotowany przez zarząd program naprawczy, który ma uchronić firmę od bankructwa.

Centrozap naciął budżet państwa współpracując z litewską spółką Abantas w latach 1994-96. Przedmiotem handlu był program komputerowy “Katia dla Windows”. Urząd skarbowy stwierdził, że dokumentacja prowadzona jest nierzetelnie, a transakcje mają charakter fikcyjny, dzięki czemu spółka zgarniała nienależny jej zwrot podatku VAT. Budżet państwa stracił na tym 21 milionów złotych. Centrozap musi teraz zapłacić nie tylko należność główną, ale także karę w wysokości 6,3 mln złotych oraz 52,7 mln złotych odsetek.
W podobny sposób spółka postąpiła w 1996 roku handlując radiometrami. W tym przypadku należność główna dla fiskusa wynosi 7 mln złotych, kara 2,1 mln zł oraz prawie 27 mln złotych odsetek.

Pozostała część utworzonych właśnie rezerw – około 40 mln złotych – przeznaczona jest na poręczenia udzielane przez Centrozap jego kooperantom, m.in. Hucie Batory, Zakładom Chemicznym Zabrze oraz Hucie Baildon.

- Podjęcie tej decyzji wynika z przeświadczenia zarządu, że wymaga tego uczciwość wobec akcjonariuszy i rynku publicznego – powiedziała ,DZ” Ilona Saft, rzecznik spółki. Dodała, że w przygotowanym przez zarząd programie naprawczym planuje się podniesienie kapitału przez emisję akcji serii C oraz postępowanie układowe.

Według wstępnych szacunków, układ może objąć kwotę około 70 mln złotych, może się ona jednak zwiększyć, ponieważ lista wierzycieli nie jest jeszcze zamknięta. Do największych należą banki. W 1997 roku Centrozap poręczył m.in. kredyty w wysokości 14,5 mln złotych dla Kombinatu Koksochemicznego Zabrze, a w latach 1994-95 poręczał kredyty na 12,7 mln zł i 10 mln zł dla Huty Batory. W tym samym czasie był także poręczycielem kredytu na 7,5 mln złotych dla Huty Baildon.
- Nieprawdą jest, że spółka stoi na krawędzi bankructwa. Program naprawczy ma realne szanse powodzenia – oświadczyła Saft.

Autor artykułu: ADAM WOŹNIAK

Wściekły konsument

Sunday, November 19th, 2000

Czy zakaz importu wołowiny z Wielkiej Brytanii, Irlandii, Szwajcarii, Portugalii i Francji jest dla nas wystarczającą gwarancją, że na polskich półkach sklepowych nie pojawi się mięso zakażone prionami wywołującymi – jak się przypuszcza – gąbczaste zwyrodnienie mózgu u ludzi?

- Nie możemy mieć stuprocentowej pewności – przekonuje dr Zbigniew Hałat, epidemiolog, prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów. – Dla uzyskania szybkiego przyrostu zwierzęta karmiono paszami ze zmielonych na mączkę kostno-mięsną resztek bydła, które mogło być zarażone. Nie wiadomo, ile takiej mączki sprowadzono do Polski i czy ta, którą wyprodukowano w naszym kraju, nie jest źródłem zakażenia.

- Daję słowo honoru, że w Polsce nie odnotowano żadnego przypadku choroby szalonych krów – zapewnia Andrzej Komorowski, główny lekarz weterynarii. – Zrobiliśmy wszystko, co było można, aby zapobiec zagrożeniu.

W ciągu dwóch ostatnich lat wprowadzono zakaz importu bydła i mięsa wołowego ze Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej, Republiki Irlandii, Szwajcarii i Portugalii. 6 listopada dołączyła do nich również Francja. Nie importuje się stamtąd, jak zapewnia Andrzej Komorowski, mączki mięsno-kostnej, a wszystkie sprowadzone wcześniej francuskie krowy mleczne – 649 sztuk – podlegają szczegółowej kontroli.

- Wydałem polecenie, aby u każdego z tych zwierząt, jeśli jest kierowane do rzeźni albo padło, obowiązkowo przeprowadzać badania histopatologiczne mózgu – mówi Andrzej Komorowski.

- Oprócz tego powiatowi lekarze weterynarii są zobowiązani do systematycznych badań, w tym również neurologicznych, wszystkich pozostałych żyjących krów sprowadzonych z Francji – zapewnia główny lekarz weterynarii.

Decyzje władz weterynaryjnych nie uspokoiły jednak konsumentów.

- Od trzech tygodni w lodówce leży zamrożony gulasz wołowy. Na pewno go nie zjemy, bo nie będę ryzykować. Doszło do tego, że kupując wędliny sprawdzam czy w ich składzie nie ma wołowiny – mówi katowiczanka Elżbieta S., matka trójki dzieci.

W supermarketach, w przeciwieństwie do małych sklepów, niechętnie przyznają, że spadło zainteresowanie wołowiną i trzeba było obniżyć ceny.

- Sprzedajemy wyłącznie mięso spod Częstochowy i ze Starachowic. Informują o tym plakaty rozwieszone w sklepie – zapewnia Adam Gromadka, kierownik działu mięsnego w katowickiej Billi. – Spadek sprzedaży jest niewielki, a ceny musiały nawet wzrosnąć, bo skończyła się promocja na wołowinę.

- Nie ma paniki. Gorzej było parę miesięcy temu, kiedy głośno było o brytyjskiej wołowinie. Klienci żądali od nas wtedy oświadczeń, że nasze mięso jest krajowe – mówi Ireneusz Musiał z czeladzkiego Realu. – Popyt spadł nam o kilka procent, ale w trakcie promocji mostek, gulasz i łopatka sprzedawały się bardzo dobrze.

Spore zamieszanie wywołała informacja, że w jednej z sieci hipermarketów we Francji pojawiło się zarażone mięso.

- W 2000 r. w ogóle nie było importu wołowiny z Francji. Skontrolowaliśmy wszystkie supermarkety, które mogły sprowadzić mięso wcześniej, ale nie znaleźliśmy tam żadnych zapasów – twierdzi Andrzej Komorowski.

Podobne kontrole odbywają się w woj. śląskim. Służby weterynaryjne sprawdzają pochodzenie mięsa.

- W trakcie wspólnej kontroli inspekcji handlowej i wojewódzkiego lekarza weterynarii sprzedawcy zapewnili nas, że mięso pochodzi wyłącznie z krajowej produkcji. Przekonywali, że sprzedają tylko świeże, podczas gdy importowane musiałoby być głęboko zamrożone – informuje Adam Zawiszowski, rzecznik prasowy Śląskiego Wojewódzkiego Inspektoratu Inspekcji Handlowej w Katowicach.

Nie ma jednak pewności, jak twierdzi rzecznik, czy krajowi producenci nie korzystają z zagranicznego surowca.

Według władz weterynaryjnych i sanitarnych sposobem na pozbycie się ryzyka jest uszczelnienie granic. Lekarze weterynarii szkolą się na kursach prowadzonych przez najlepszych francuskich i niemieckich specjalistów.
Członkowie Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów nie wierzą w skuteczność kontroli na granicy.

- Skoro wjeżdżają do nas narkotyki, a 60 proc. tytoniu i spirytusu pochodzi z przemytu, to czy nie można przeoczyć mięsa? Sprawdza się dokumenty wystawione za granicą, które można podrobić – przekonują.

Stowarzyszenie jest zdania, że najlepiej ograniczyć spożycie wołowiny, szczególnie przez dzieci, i wprowadzić zakaz karmienia zwierząt mączkami kostno-mięsnymi.

Autor artykułu: MARIOLA MARKLOWSKA

Poznasz swój kapitał

Wednesday, November 15th, 2000

Częstochowski Oddział Zakładu Ubezpieczeń Społecznych rozpoczął akcję naliczania kapitału początkowego. Na jej przeprowadzenie ZUS ma czas do końca 2003 roku.

Kapitał początkowy zostanie ustalony dla osób urodzonych po 31 grudnia 1948 roku, które pracowały przed dniem 1 stycznia 1999 roku. Każda z tych osób będzie miała policzoną wartość emerytury, jaką otrzymałaby, gdyby w momencie wejścia w życie reformy stystemu ubezpieczeń społecznych (tj. 1 stycznia 1999 r.) miała pełnię uprawnień emerytalnych. Następnie suma ta zostanie pomnożona przez (wyrażone w miesiącach) tzw. średnie dalsze trwanie życia, ustalone wspólnie dla kobiet i mężczyzn. Oddziały ZUS przygotowywały się do tej operacji od kilku miesięcy. Kapitał został już obliczony pracownikom ZUS-u.

W najbliższych tygodniach zakłady pracy zatrudniające powyżej 20 osób dostaną wezwania do przekazania dokumentacji umożliwiającej wyliczenie kapitału. W wezwaniach ZUS określi termin oraz harmonogram zgłaszania dokumentacji. W pierwszej kolejności wezwania będą kierowane do płatników składek znajdujących się w upadłości lub likwidacji.

Dokumentacja służąca do ustalenia kapitału początkowego powinna zawierać:
- wniosek o ustalenie kapitału początkowego (na formularzu ZUS Kp-1),
- kwestionariusz dotyczący okresów składkowych i nieskładkowych (druk Kp-6),
- zaświadczenie o zatrudnieniu i wynagrodzeniu (druk Kp-7),
- świadectwa pracy, zaświadczenia oraz inne dowody potwierdzające okresy składkowe i nieskładkowe.

Dla wszystkich zainteresowanych tym tematem częstochowski oddział ZUS zorganizował specjalne szkolenia – w każdy czwartek w listopadzie i grudniu 2000 r.

Autor artykułu: (wp)

Dyżur prawnika

Wednesday, November 15th, 2000

Dla Czytelników naszej gazety mamy nową, interesującą propozycję. Co tydzień w naszej redakcji będzie dyżurował przy telefonie radca prawny Dariusz Śleszyński. Pierwszy dyżur odbędzie się w najbliższy piątek (17.11.) w godzinach 9.00-10.00.

W tym czasie pod numerem telefonu 324-21-67 w. 22 można zadawać pytania dotyczące prawnych zawiłości. Istnieje możliwość wcześniejszego, telefonicznego zgłoszenia problemu u red. Katarzyny Kulińskiej. Czekamy na państwa pytania.

Autor artykułu: (kak)

Nowa nitka

Wednesday, November 15th, 2000

Wczoraj w dzielnicy Północ ruch kołowy puszczony został nowo wybudowaną, drugą jezdnią ul. Fieldorfa Nila. Prace jednak nie zakończyły się. Po południu uzupełniano oznakowanie poziome malując u zbiegu obydwu jezdni linie ciągłe i przyklejając tzw. żaby (elementy odblaskowe).

Nowa jezdnia poprawiła płynność ruchu i bezpieczeństwo. W sąsiedztwie szkoły nr 54 zainstalowano sygnalizację świetlną.

Autor artykułu: (jp)

Ochman i goście

Sunday, November 12th, 2000

Słynny tenor wystąpił w sobotę w teatrze. Dochód ze sprzedaży biletów-cegiełek przeznaczony będzie na wspieranie kultury. Podczas koncertu wręczono artyście honorową nagrodę Mecenas Sztuki.

Wiesław Ochman jest członkiem honorowym Stowarzyszenia “Nasza Częstochowa”. Walnie przyczynił się do zorganizowania i sukcesu nowojorskich aukcji obrazów na rzecz częstochowskiej kultury.

Stowarzyszenie było też organizatorem sobotniego występu.
W galowym koncercie “Wiesław Ochman i Jego Goście” wystąpili: Dorota Lachowicz, Aleksandra Stokłosa i Barbara Stryjecka oraz Orkiestra Filharmonii Zabrzańskiej pod dyrekcją Sławomira Chrzanowskiego.

W przerwie koncertu nastąpiło odsłonięcie portretu patrona częstochowskiej sceny. Słynny obraz “Adam Mickiewicz na Judahu skale” z roku 1828 autorstwa Walentego Wańkowicza zdobić będzie odtąd foyer naszej sceny, oczywiście w postaci wiernej kopii. Wykonał ją na zlecenie Stowarzyszenia częstochowski malarz Jerzy Szajewski. Ufundowano ją ze środków pochodzących z koncertu Wiesława Ochmana w Częstochowie w roku ubiegłym. Artyście wręczono honorowe wyróżnienie Mecenas Sztuki.

Autor artykułu: (wp)

Pieniądze do szkół poszły w piątek

Sunday, November 12th, 2000

Prezydent Wiesław Maras ogłosił w piątek, że 7 milionów zł na wyrównanie nauczycielskich wynagrodzeń Urząd Miasta przekazał szkołom w obiecanym terminie. Według jego zapewnień nauczyciele mieli je otrzymać jeszcze tego samego dnia.

Chodziło o sumy niebagatelne, średnio na nauczyciela przypadało 2 tysiące zł brutto. Tak dużej sumy miasto nie mogło zdobyć w terminie ustawowym – do 6 października, gdyż nie otrzymało jej z Ministerstwa Edukacji Narodowej. Władze miasta prosiły nauczycieli o cierpliwość i gwarantowały, że opóźnienie wyniesie tylko miesiąc. Prezydent Wiesław Maras gwarantował własnym słowem, że pieniądze dotrą do pedagogów po 6 listopada, na pewno nie później niż 10 listopada.

Jednak wypłaty nie zaczęły się w poniedziałek. Przesunięto ich datę na koniec tygodnia. Tak późny termin przekazania pieniędzy niepokoił dyrektorów szkół. Już wcześniej określali, że najlepszym dniem dla tej operacji byłby czwartek. Obawiali się, że inaczej nie zdążą z wypłaceniem wyrównań i przekazaniem pieniędzy na konta osobiste nauczycieli. Zwłaszcza, że sobota 11 listopada była dniem świątecznym i banki były nieczynne.

Prezydent powtórzył, że wszystko odbyło się w zapowiadanym terminie i szkoły winny być gotowe do błyskawicznego dokonania operacji bankowych i wypłat. Zapowiedział, że sprawdzi czy pieniądze dotarły na czas, a wobec dyrektorów szkół i księgowych winnych ewentualnych opóźnień wyciągnie konsekwencje.

Autor artykułu: (wp)