Czy zakaz importu wołowiny z Wielkiej Brytanii, Irlandii, Szwajcarii, Portugalii i Francji jest dla nas wystarczającą gwarancją, że na polskich półkach sklepowych nie pojawi się mięso zakażone prionami wywołującymi – jak się przypuszcza – gąbczaste zwyrodnienie mózgu u ludzi?
- Nie możemy mieć stuprocentowej pewności – przekonuje dr Zbigniew Hałat, epidemiolog, prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów. – Dla uzyskania szybkiego przyrostu zwierzęta karmiono paszami ze zmielonych na mączkę kostno-mięsną resztek bydła, które mogło być zarażone. Nie wiadomo, ile takiej mączki sprowadzono do Polski i czy ta, którą wyprodukowano w naszym kraju, nie jest źródłem zakażenia.
- Daję słowo honoru, że w Polsce nie odnotowano żadnego przypadku choroby szalonych krów – zapewnia Andrzej Komorowski, główny lekarz weterynarii. – Zrobiliśmy wszystko, co było można, aby zapobiec zagrożeniu.
W ciągu dwóch ostatnich lat wprowadzono zakaz importu bydła i mięsa wołowego ze Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej, Republiki Irlandii, Szwajcarii i Portugalii. 6 listopada dołączyła do nich również Francja. Nie importuje się stamtąd, jak zapewnia Andrzej Komorowski, mączki mięsno-kostnej, a wszystkie sprowadzone wcześniej francuskie krowy mleczne – 649 sztuk – podlegają szczegółowej kontroli.
- Wydałem polecenie, aby u każdego z tych zwierząt, jeśli jest kierowane do rzeźni albo padło, obowiązkowo przeprowadzać badania histopatologiczne mózgu – mówi Andrzej Komorowski.
- Oprócz tego powiatowi lekarze weterynarii są zobowiązani do systematycznych badań, w tym również neurologicznych, wszystkich pozostałych żyjących krów sprowadzonych z Francji – zapewnia główny lekarz weterynarii.
Decyzje władz weterynaryjnych nie uspokoiły jednak konsumentów.
- Od trzech tygodni w lodówce leży zamrożony gulasz wołowy. Na pewno go nie zjemy, bo nie będę ryzykować. Doszło do tego, że kupując wędliny sprawdzam czy w ich składzie nie ma wołowiny – mówi katowiczanka Elżbieta S., matka trójki dzieci.
W supermarketach, w przeciwieństwie do małych sklepów, niechętnie przyznają, że spadło zainteresowanie wołowiną i trzeba było obniżyć ceny.
- Sprzedajemy wyłącznie mięso spod Częstochowy i ze Starachowic. Informują o tym plakaty rozwieszone w sklepie – zapewnia Adam Gromadka, kierownik działu mięsnego w katowickiej Billi. – Spadek sprzedaży jest niewielki, a ceny musiały nawet wzrosnąć, bo skończyła się promocja na wołowinę.
- Nie ma paniki. Gorzej było parę miesięcy temu, kiedy głośno było o brytyjskiej wołowinie. Klienci żądali od nas wtedy oświadczeń, że nasze mięso jest krajowe – mówi Ireneusz Musiał z czeladzkiego Realu. – Popyt spadł nam o kilka procent, ale w trakcie promocji mostek, gulasz i łopatka sprzedawały się bardzo dobrze.
Spore zamieszanie wywołała informacja, że w jednej z sieci hipermarketów we Francji pojawiło się zarażone mięso.
- W 2000 r. w ogóle nie było importu wołowiny z Francji. Skontrolowaliśmy wszystkie supermarkety, które mogły sprowadzić mięso wcześniej, ale nie znaleźliśmy tam żadnych zapasów – twierdzi Andrzej Komorowski.
Podobne kontrole odbywają się w woj. śląskim. Służby weterynaryjne sprawdzają pochodzenie mięsa.
- W trakcie wspólnej kontroli inspekcji handlowej i wojewódzkiego lekarza weterynarii sprzedawcy zapewnili nas, że mięso pochodzi wyłącznie z krajowej produkcji. Przekonywali, że sprzedają tylko świeże, podczas gdy importowane musiałoby być głęboko zamrożone – informuje Adam Zawiszowski, rzecznik prasowy Śląskiego Wojewódzkiego Inspektoratu Inspekcji Handlowej w Katowicach.
Nie ma jednak pewności, jak twierdzi rzecznik, czy krajowi producenci nie korzystają z zagranicznego surowca.
Według władz weterynaryjnych i sanitarnych sposobem na pozbycie się ryzyka jest uszczelnienie granic. Lekarze weterynarii szkolą się na kursach prowadzonych przez najlepszych francuskich i niemieckich specjalistów.
Członkowie Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów nie wierzą w skuteczność kontroli na granicy.
- Skoro wjeżdżają do nas narkotyki, a 60 proc. tytoniu i spirytusu pochodzi z przemytu, to czy nie można przeoczyć mięsa? Sprawdza się dokumenty wystawione za granicą, które można podrobić – przekonują.
Stowarzyszenie jest zdania, że najlepiej ograniczyć spożycie wołowiny, szczególnie przez dzieci, i wprowadzić zakaz karmienia zwierząt mączkami kostno-mięsnymi.
Autor artykułu: MARIOLA MARKLOWSKA