- Olek! Olek! Olek! – rozległy się chóralne okrzyki tuż po ogłoszeniu sondażowych wyników wyborów w katowickim sztabie SLD. Setka dorosłych ludzi zaczęła podskakiwać z radości. W tym samym czasie śląscy sztabowcy Mariana Krzaklewskiego beznamiętnie patrzyli w ekran telewizora.
KATOWICE. – Ten sukces to premia dla Aleksandra Kwaśniewskiego za dobrą, merytoryczną kampanię – mówił uradowany poseł Andrzej Szarawarski, który bezbłędnie przewidział wyniki wyborów i wygrał wewnętrzne zakłady. – To jednocześnie nauczka dla Krzaklewskiego, kampania poniżej pasa nie popłaca.
Marek Kempski, wojewoda śląski, który w tym samym czasie siedział w śląskim sztabie Mariana Krzaklewskiego, tuż przed telebimem, nie dał się ponieść emocjom.
- Czy jestem zaskoczony? – powtarzał pytanie. – Nie, bo w odróżnieniu od wielu moich kolegów czytam sondaże i wierzę w nie. Nie stało się więc, czego bym nie przewidywał.
Jego koledzy z AWS byli jednak mniej wyrozumiali dla porażki.
- Niech pan napisze, że wygrał kłamca, który zawłaszczył telewizję – wołał z tyłu jakiś rozżalony miłośnik lidera AWS.
W tym czasie, już po kilkunastu minutach od ogłoszenia wyników wyborów, w SLD nastroje były bardziej stonowane. Ktoś chłodził się piwem, Henryk Beberok, dyrektor Telekomunikacji Polskiej S.A. i Tadeusz Wnuk, dyrektor Górnośląskiego Banku Gospodarczego, chłodno analizowali wyniki.
- To najgorszy rezultat polskiej prawicy od 1989 roku – mówił Marek Drożyński, przewodniczący Rady Miejskiej w Dąbrowie Górniczej. – To jednocześnie sygnał, jak w najbliższych latach kształtować się będą w Polsce preferencje wyborcze.
Działacze SLD, zwłaszcza młodzież tego ugrupowania, nie kryli radości, nie tyle z powodu zwycięstwa Kwaśniewskiego, co porażki Krzaklewskiego, a zwłaszcza Wałęsy. Gdy na ekranie pojawił się Wiesław Walendziak, słychać było gwizdy, ktoś przeklinał na jego widok.
- Masz konusie za tego papieża w Kaliszu – było słychać.
Lewica z uznaniem przyjęła jedynie dobry wynik Andrzeja Olechowskiego, ciesząc się chyba najbardziej z tego, że pokonał Mariana Krzaklewskiego.
W sztabie Krzaklewskiego ze spuszczoną głową siedział Mirosław Sekuła, szef sejmowej Komisji Finansów Publicznych. Martwił się podwójnie, bo zabrzański SLD oskarżył go, że jeszcze w sobotę kolportował ulotki Mariana Krzaklewskiego: – To jakieś bzdurne zarzuty – mówił. – Jeśli się martwię, to wynikiem Krzaklewskiego. Marzyłem o II turze, cóż, przegraliśmy.
Wojewoda Kempski starał się na gorąco szukać przyczyn porażki. Mówił o zbyt małym zaangażowaniu polityków AWS w kampanię Krzaklewskiego, o braku wiary w zwycięstwo i kłótniach wewnątrz prawicy.
- Teraz trzeba dopiero zakasać rękawy i pomyśleć, jak uniknąć takiego lania w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych – mówił.
W tym czasie w siedzibie SLD przy ul. Dąbrowskiego w Katowicach już lało się piwo. Politycy na przemian dzwonili do Warszawy, aby pogratulować sztabowcom obecnego i przyszłego prezydenta RP.
- Radość nie może trwać długo – zauważył poseł Szarawarski. – Teraz od nowa trzeba zabrać się do roboty i zrobić wszystko, by ten wynik powtórzyć na wiosnę, podczas wyborów do Sejmu i Senatu.
Na zdjęciu: Szampański nastrój w śląskim sztabie wyborczym Kwaśniewskiego
Autor artykułu: WITOLD PUSTUŁKA