Archive for July, 2000

Rowerem do Rzymu

Friday, July 28th, 2000

BĘDZIN. 104 pielgrzymów z diecezji sosnowieckiej (Będzin, Sosnowiec, Dąbrowa Górnicza, Olkusz, Jaworzno) oraz z Katowic, Poznania, Wrocławia, a nawet Gdańska, wyruszyło wczoraj na rowerach sprzed kościoła św. Trójcy w Będzinie do Rzymu na XV Światowy Dzień Młodzieży.
Uczestnicy pokonywać będą dziennie średnio po 130 kilometrów, przejeżdżając przez Słowację, Węgry i Austrię, by po 18 dniach dotrzeć do Wiecznego Miasta.
Z grupą jedzie sześciu kapłanów i kilkadziesiąt osób obsługi (wsparcie techniczne, logistyka, służby medyczne). Jest to z pewnością największa i prawdopodobnie jedyna pielgrzymka rowerowa z Polski, organizowana na taką skalę.
- Mam nadzieję, że nie będzie to tylko impreza kolarska, ale zauwocuje zbliżeniem do Chrzystusa – powiedział biskup Adam Śmigielski, sosnowiecki ordynariusz, podczas pożegnalnej mszy świętej.
Pomysłodawcą i kierownikiem wyprawy jest ksiądz Piotr Pilśniak, który zaraził się kolarstwem w latach młodości.
- Z rozrzewnieniem wspominam podróże po Polsce, wypady do Dani, Holandii, czy Niemiec, na które wyjeżdżałem dzięki mojemu księdzu prefektowi. Dziś, jako kapłan, pragnę choć trochę go w tym naśladować, myśląc może bardzo skromnie, że komuś sprawi to tyle przyjemności, co kiedyś mnie. Staram się połączyć pasję z trudem pielgrzymowania, które wpisane jest w życie człowieka. Mam nadzieję, że połączenie trudów ponad 2 tys. km i naszej wiary, pozwoli nam bardziej przybliżyć się do Boga.
Wśród uczestników eskapady jest także 4-osobowa rodzina z Katowic. Tworzą ją ojciec, Tadeusz Gburek, lekarz z kliniki w Ochojcu, dwójka dzieci, 11-letni Jan i 15-letnia Barbara, oraz żona Elżbieta, odpowiadająca na trasie za napoje dla uczestników.
- Od kilku lat jeździmy na rowerach. Przed kilkoma miesiącami usłyszeliśmy o planowanej pielgrzymce i ten pomysł bardzo nam się spodobał. Mam nadzieję, że dzieci wytrzymają trudy podróży. Są dobrze przygotowane – twierdzi głowa rodziny.
Dzisiaj grupa kolarska przez granicę w Korbielowie opuści terytorium Polski.
Jacek Rasiewicz

Autor artykułu: Jacek Rasiewicz

Arsenał w stropie

Friday, July 28th, 2000

MYSŁOWICE. Trzy karabiny Entfield wyprodukowane w roku 1913 oraz niemieckiego Mauzera z 1907 roku znaleźli robotnicy remontujący mysłowicką kamienicę. Doskonale zakonserwowaną broń oraz ponad 400 sztuk amunicji ukryto w drewnianym stropie.
- W pomieszczeniu pracowało trzech dorosłych i nieletni. Po dokonaniu odkrycia postanowili podzielić się zdobyczą. Każdy dostał jeden karabin oraz amunicję. W środę zdobyliśmy informację o broni. Rozpoczęliśmy obławę. Dotarliśmy zarówno do robotników jak też kolekcjonera, który kupił jeden egzemplarz – relacjonuje nadkomisarz Ewa Bryś, naczelnik Wydziału Kryminalnego mysłowickiej Komendy Miejskiej Policji.
Wśród znalazców był bezdomny. Stwierdził, że nie potrzebuje starego Mauzera kaliber 7,92. Pytał znajomych kto mógłby pomóc przy jego sprzedaży. Szybko trafił do pośrednika. Ten skontaktował się z kolekcjonerem. Mężczyzna za 400 zł kupił zabytkową, lecz sprawną broń. Policjanci podczas przeszukania mieszkania nabywcy znaleziono kolejny arsenał. Mężczyzna przechowywał m.in. włoski rewolwer wyprodukowany po 1850 roku, amunicję oraz zardzewiałe korpusy granatów, pocisków moździeżowych, spory zapas prochu strzelniczego i urządzenie do prodkucji naboi.
- Specjalistyczne badania w Laboratorium Kryminalistycznym pozwolą stwierdzić czy znalazcy strzelali z karabinów. Na podstawie art. 263 par. 2 za posiadanie broni palnej i amunicji bez wymaganego zezwolenia robotnikom grozi kara pozbawienia wolności od sześciu miesięcy do ośmiu lat. Identyczne konsekwencje czekają kolekcjonera – dodaje nadkomisarz Ewa Bryś.
(kra)

Autor artykułu: kra

Złodziejski sezon

Friday, July 28th, 2000

Nie warto chwalić się terminem wyjazdu na wczasy,
Lato jest wymarzoną porą dla włamywaczy. Mieszkańcy opuszczają swoje domy nawet na kilka tygodni. W tym czasie rabusie mogą spokojnie szukać łupów. Niestety często sąsiadów nie interesuje widok obcych wynoszących cudze meble biurowe. KATOWICE, BIELSKO-BIAŁA, CZĘSTOCHOWA. – Każdego roku w wakacje drastycznie wzrasta liczba włamań do mieszkań. Złodzieje wykorzystują bowiem sezon urlopowy. Wyjeżdżając na kilkunastodniowy wypoczynek lepiej nie ograniczać się wyłącznie do zamknięcia drzwi – podkreśla nadkomisarz Ewa Bryś, naczelnik wydziału kryminalnego Komendy Miejskiej Policji w Mysłowicach.
Policjanci radzą, aby o planowanym wyjeździe zawiadomić zaufanego sąsiada. Krewny czy przyjaciel powinien co jakiś czas przyjść do mieszkania, zapalić światło, opróżnić skrzynkę na listy, włączyć radio, otworzyć okno… Ważne jest wywołanie wrażenia, że lokatorzy są na miejscu.
? Z naszych doświadczeń wynika, że połowa kradzieży miała swoje źródło w dziwnej wizycie nieznajomych. Do drzwi pukał rzekomy przedstawiel firmy remontującej kaloryfery, skupującej stare książki czy zegarki. Osobnicy ci prowadzą złodziejski wywiad dotyczący zasobności mieszkania – zaznacza nadkomisarz Eugeniusz Machura z częstochowskiej policji.
Złoczyńcy mogą też występować jako akwizytorzy czy podawać się za przedstawicieli opieki społecznej lub administracji. Wiedząc, że domownicy są ludźmi zamożymi poczekają, aż nadejdzie czas ich urlopu. Wówczas istnieje mniejsze prawdopodobieństwo przyłapania na gorącym uczynku. “Wywiadowcy” pracujący dla rabusiów nadstawiają też ucha na osiedlowe plotki. Cenną jest wieść, iż “rodzina spod 7 spędzi miesiąc w Grecji”.
- Nie należy rozgłaszać kiedy wyjeżdżamy na urlop oraz jak długo potrwa nieobecność. Błędem jest również chwalenie się cennym wyposażeniem mieszkania albo opowiadanie przygodnym znajomym o nowych nabytkach: drogiej wieży, wysokiej klasy telewizorze, zabytkowym obrazie. Małe dzieci nie powinny wiedzieć, że rodzice przechowują w domu kosztowności czy inne wartościowe przedmioty – radzi komisarz Magdalena Zielińska z gliwickiej policji.
W Zabrzu włamywacze kilka dni temu sforsowali drzwi do mieszkania. Usłyszeli, że lokatorzy przebywają w szpitalu, ponieważ mieli poważny wypadek drogowy.
- Przestępcy zostali zatrzymani przy ulicy Roosevelta. Właśnie zamierzali wynieść zdobycz z budynku – dodaje podinspektor Ryszard Wloka, zastępca komendanta miejsiego zabrzańskiej policji.
Tylko jednego dnia w Bielsku-Białej zanotowano cztery włamania do mieszkań. Łupem rabusiów padła złota biżuteria, gotówka oraz rower górski. Z ryzykiem wakacyjnej kradzieży muszą liczyć się także posiadacze domków letniskowych oraz ludzie budujący domy. Wizyta przestępców kosztowała mieszkańca Bielska utratę 20 grzejników centralnego ogrzewania. Tej samej nocy ogołocono teren budowy w Szczyrku skąd zginęły elektronarzędzia oraz sprzęt RTV.
- Na wsiach spotykamy się ze zjawiskiem “Rzeczpospolitej sąsiedzkiej”. Ludzie wykazują zainteresowanie nawet, gdy ktoś obcy tylko obserwuje posesję po przeciwnej stronie ulicy. Natomiast w blokach panuje znieczulica. Złodzieje mogą wynosić meble czy sprzęt gospodarstwa domowego, a nikt niestety nie zwróci na to uwagi – ubolewa aspirant sztabowy Jan Lewandowski z Komendy Miejskiej Policji w Bielsku-Białej.
Zdaniem policji najpewniejszym sposobem uchronienia przed wakacyjnymi złodziejami gotówki, najcenniejszej biżuterii, dzieł sztuki, akcji i obligacji jest wynajęcie skrytki bankowej lub oddanie tych rzeczy na przechowanie rodzinie. Właściciele mieszkań muszą pamiętać, iż rabusie doskonale znają miejsca, gdzie ukrywa się cenne przedmioty. W pierwszej kolejności przeszukują bieliźniarki, torebki z cukrem i mąką, lodówki, ściany za obrazami czy zakamarki wersalek. Rabusie zazwyczaj sprawdzają czy lokatorzy wyjechali. Mogą wstawić zapałkę w drzwi lub wsunąć jakąś kartkę. Dlatego tak ważne jest, żeby zainteresować się obcymi, którzy wchodzą do klatek schodowych.
- Dobrze jest zanotować numery fabryczne posiadanego sprzętu radiowego i telewizyjnego oraz wykonać fotografie zabytkowych pamiątek rodzinnych. Zdjęcia należy oddać na przechowanie znajomym. W razie kradzieży policja będzie przynajmniej wiedziała czego szukać. Oczywiście warto też ubezpieczyć mieszkanie, żeby w razie nieszczęścia otrzymać chociaż częściową rekompensatę strat – podsumowuje nadkomisarz Eugeniusz Machura.
W dniu wyjazdu trzeba sprawdzić ponadto czy okna są szczelnie zamknięte. Nie wolno zapomnieć o wyłączeniu wszystkich odbiorników energii elektrycznej oraz odcięciu dopływu wody i gazu. Polecane jest odłączenie sekretarki telefonicznej. Na pewno nie można jednak umieszczać na niej komunikatów typu: “Jestem na wakacjach. Wrócę pod koniec siepnia”. Plagą są również włamania do piwnic. Dlatego nie warto zostawiać tam drogich rowerów czy elektronarzędzi.
DARIUSZ KRAWCZYK

Autor artykułu: DARIUSZ KRAWCZYK

Noworodek był żywy

Saturday, July 8th, 2000

Noworodek był żywy
CZĘSTOCHOWA. 31-letnia Bożena Ś., która urodziła dziecko i zakopała je w sadzie, przejdzie badania psychiatryczne określające czy kobieta była w szoku. Sekcja zwłok potwierdziła, że noworodek był żywy. Zmarł na skutek braku opieki.
31-letnia mieszkanka podczęstochowskich Rędzin urodziła dziecko w sadzie swoich znajomych. Nikt nie wiedział o porodzie. Po wyjeździe Bożeny Ś. i jej konkubenta gospodarz znalazł w sadzie ciałko noworodka zakopane płytko pod ziemią.
- Doszło do przedwczesnego porodu. Dziecko żyło po przyjściu na świat. Kobieta zostawiła je na dworze, a gdy wróciła po kilku godzinach noworodek był martwy – mówi Romuald Basiński, rzecznik częstochowskiej prokuratury.
Bożena Ś. przyznała się do winy. Skorzystała jednak z prawa odmowy złożenia zeznań. (vig)

Autor artykułu: vig

Czarna dziesiątka

Saturday, July 8th, 2000

Prawie wszystkie ,zatrute” miasta leżą w województwie śląskim
Czarna dziesiątka
KATOWICE. Aż osiem miast naszego województwa oraz Sławków z Małopolski i Kędzierzyn z Opolszczyzny uznano za ,obszary, na których występują szkodliwe uciążliwości dla środowiska”. W tych miejscowościach wzrośnie odpis na zakładowy fundusz świadczeń socjalnych, z których pracodawcy fundują m.in. ,wczasy pod gruszą” lub ,zielone szkoły” dla dzieci.
,Uciążliwości” to według ustawy ,zjawiska fizyczne lub stany występujące w natężeniu utrudniającym życie lub powodującym zagrożenie zdrowia ludzi, uszkodzenie albo zniszczenie środowiska”. Gdzie one występują? Ministerstwo Środowiska rekomendowało Komitetowi Ekonomicznemu Rady Ministrów następujące gminy: Sławków w województwie małopolskim, Kędzierzyn-Koźle w województwie opolskim, a w województwie śląskim Będzin, Czeladź, Bytom, Jaworzno, Katowice, Piekary Śląskie, Sosnowiec i Świętochłowice.
- Przyjęto następujące kryteria: poziom zanieczyszczeń powietrza, wód powierzchniowych i wód podziemnych, poziom zanieczyszczeń gleb, degradacji i dewastacji gruntów, poziom zagrożenia hałasem – wyliczają przedstawiciele Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska.
- Wprowadzenie w życie rozporządzenia o ochronie tych terenów spowoduje wzrost odpisu na zakładowy fundusz świadczeń socjalnych przez pracodawców działających w tych gminach, co podniesie koszty działalności firm – mówi Elżbieta Flakus, zastępca dyrektora Wydziału Ochrony Środowiska Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach.
- Będzie to kosztowało 67.561.001,32 zł – wylicza precyzyjnie Centrum Informacyjne Rządu.
BEATA SYPUŁA

Autor artykułu: Beata Sypuła

Profesor z Chicago

Friday, July 7th, 2000

Mimo 36 lat na karku Piotr Nowak ciągle zadziwia piłkarską formą
Profesor z Chicago
Korespondencja z USA
- Rozmawiamy po meczu jedynych mistrzów amerykańskiej Major League Soccer. Chicago Fire pokonało DC United 3:2, a Piotr Nowak zaliczył w tym spotkaniu dwie asysty i sam strzelił gola przesądzającego o wygranej ,Strażaków”. Dzień wcześniej swoją walkę z Orlinem Norrisem wygrał Andrzej Gołota. Kto więc jest najpopularniejszym Polakiem w ,Wietrznym mieście” – ty czy Andrzej?
- Dobre pytanie. Myślę, że nie ma nas co porównywać, ani licytować się procentami poparcia kibiców. Andrzej jest znakomitym bokserem. Ma swoich zagorzałych fanów nie tylko wśród Polonii, ale nawet w moim zespole. Po ostatniej walce zadzwoniłem do niego z gratulacjami, mamy ze sobą stały kontakt i uważam go za sympatycznego faceta.
- Mimo 36 lat na karku wciąż imponujesz formą i jesteś w zespole Fire prawdziwym piłkarskim profesorem.
- Myślę, że cały zespół ,Strażaków” gra w tym sezonie dobrze. To prawda, że kilka razy obsłużyłem kolegów z ataku dokładnymi podaniami, ale wcześniej ktoś przecież musiał wywalczyć tę piłkę, abym ja mógł ją później dograć czy zdobyć gola. Mecze z DC United są dla nas bardzo prestiżowymi potyczkami i ta wygrana podbudowała całą drużynę.
- Na co stać w tym sezonie zespół z Chicago?
- Jesteśmy dopiero w połowie sezonu regularnego, później jeszcze czekają nas play-offy i w tej chwili naprawdę trudno powiedzieć o co będziemy walczyć. Sporo zależeć będzie od tego jak szybko dojdą do pełnej sprawności nasi obcokrajowcy – Lubosz Kubik i Christo Stoiczkow. Kontuzja Czecha nie jest zbyt poważna i najdalej za miesiąc powinien już grać. Gorzej wygląda sprawa z Bułgarem, którego pauzę lekarze zapowiadają na 10-12 tygodni. Z nimi w składzie stać nas naprawdę na wiele, kto wie może nawet na powtórzenie sukcesu z 1998 r.
- Skoro wspomniałeś o wydarzeniach sprzed 1,5 roku, to powiedz jakie miejsce w twojej prywatnej hierarchi sukcesów zajmuje zdobycie z Fire tytułu mistrza ligi i pucharu USA?
- Najwyższe, bo choć grałem w pięciu ligach, to dopiero w USA udało mi się wywalczyć tytuł mistrzowski. Na pewno był to zarówno dla mnie jak i dla drużyny wspaniały rok, a finał MLS rozegrany w Los Angeles w obecności 90 tys. widzów był niezapomnianym przeżyciem.
- Piłkarze europejscy, którzy przejeżdżają grać do USA, z reguły najlepsze lata kariery mają już za sobą, a mimo to należą do czołowych postaci w każdym zespole. Jaki więc jest tak naprawdę poziom MLS?
- Ci weterani sporo jednak potrafią, o czym świadczą chociażby przykłady Matthaeusa czy naszego Kubika. Mają za sobą występy w swoich narodowych reprezentacjach oraz ogromne doświadczenie, które przekazują młodym Amerykanom. Tutaj nie ma problemu braku dopływu utalentowanych zawodników do klubów, który dotyka ostatnio zespoły z Anglii czy Niemiec. Obowiązuje limit czterech obcokrajowców na drużynę, a ci chłopcy najwięcej korzystają podglądając na treningach właśnie takie gwiazdy jak chociażby Stoiczkow. Jeśli chodzi o poziom rozgrywek, to z roku na rok się on podnosi, bo miejscowi piłkarze grają po prostu coraz lepiej. O ich stałych postępach najlepiej świadczy zresztą progres jaki w ostatnich latach zanotowała w światowym rankingu reprezentacja USA.
- Widziałem kilka spotkań z udziałem amerykańskich drużyn i nie mogę się oprzeć wrażeniu, że po tej stronie oceanu dużo większą wagę przywiązuje się do ataku niż defensywy.
- Na początku rozgrywek MLS spotkania kończyły się wynikami hokejowymi. Po naszym ligowym zwycięstwie w 1998 r. inne drużyny wyciągnęły wnioski i również zaczęły grać bardziej zdyscyplinowaną piłkę. Teraz wszyscy starają się grać uważnie w defensywie i nie strzela się już tak łatwo goli.
- Jakie są twoje plany na przyszłość. Jak długo jeszcze będziesz grał w barwach ,Strażaków”?
- Kontrakt z klubem wiąże mnie do końca 2001 r. i zamierzam go wypełnić. Co będę robił później jeszcze nie wiem. Na pewno zostanę przy futbolu. Przez 20 lat gram profesjonalnie w piłkę i nie sposób tego tak nagle zostawić. Zastanawiam się tylko czy zostać w Stanach czy też wrócić do kraju, bo przyjaciół i interesy mam zarówno w Polsce jak i w Chicago.
- Nie zraziła cię do naszego futbolu niezbyt udana inwestycja w KP Konin, który właśnie spadł z II ligi?
- Każdy z nas się uczy na błędach. Było to dla mnie nowe doświadczenie. Wielu przyjaznych ludzi chce mi pomóc i mam nadzieję, że przy ich wsparciu poradzę sobie z prowadzeniem tego klubu. Nie zamierzam się w każdym razie wycofywać z tej inwestycji.
- Prasa w Chicago spekulowała, że w Fire być może zagra jeszcze w tym sezonie kolejny Polak. Czy rzeczywiście któryś z naszych rodaków wzmocni ten zespół?
- Zgłosiliśmy takie zapotrzebowanie, ale tutaj transfery przeprowadzają nie kluby, ale liga. Mówiło się o pozyskaniu Jacka Zielińskiego, w grę wchodziło jeszcze kilka innych nazwisk z Polski, ale panowie z MLS trochę zaspali. Załatwianie wizy na pobyt stały oraz wszelkich formalności związanych z pozwoleniem na pracę w USA trwa 1,5 miesiąca i w tej sytuacji mielibyśmy nowego zawodnika dopiero na końcówkę sezonu. Na razie więc ten pomysł upadł, ale myślę, że w nowych rozgrywkach polska kolonia w ,Strażakach” znów się powiększy.
Rozmawiał: JACEK SROKA

Autor artykułu: Jacek Sroka