Jeśli zarząd województwa śląskiego nie porozumie się z władzami Chorzowa, będzie musiał zapłacić im 4 miliony złotych podatku za Stadion Śląski.
Samorząd województwa śląskiego od trzech lat jest właścicielem stadionu znajdującego się na terenie Chorzowa. Przez ten czas wydał ponad 60 milionów złotych na modernizację obiektu. Tymczasem zyski, w stosunku do inwestycji, są śmieszne. Z meczów z Norwegią i Ukrainą były to sumy po 80 tysięcy złotych. Reszta zysków trafiła do kieszeni Polskiego Związku Piłki Nożnej i nikt przeciwko temu nie protestował. Nic dziwnego, bo gdybyśmy upomnieli się o więcej, PZPN w rewanżu mógłby zaplanować kolejne mecze w Warszawie czy Poznaniu.
- Stadion obecnie nie jest wykorzystywany. Do zapowiadanego na ten rok Grand Prix na żużlu będziemy musieli w sumie dopłacić. Organizatorzy postawili bardzo wysokie wymagania i aby je spełnić, będziemy musieli ponieść kolejne nakłady – mówi Jan Olbrycht, marszałek województwa śląskiego.
Dzisiaj, bez podatków, na które czeka Chorzów, utrzymanie obiektu kosztuje milion złotych rocznie. Tyle pieniędzy wydaje się tylko po to, aby dwa-trzy razy do roku zorganizować wielkie zawody sportowe. Zarząd województwa śląskiego postanowił więc wystąpić do tutejszych klubów piłkarskich i żużlowych z zapytaniem, czy aby nie zechciały zorganizować na nim jakichś zawodów. Nie ma jednak żadnych odpowiedzi, bo wypełnienie Stadionu Śląskiego graniczy niemal z cudem.
- W tej sytuacji być może zaproponujemy tutejszym gminom zawiązanie spółki, dzięki czemu uda się zredukować część kosztów utrzymania – mówi Jan Olbrycht.
Władze wojewódzkie są zdeterminowane. Jeśli będą musiały zapłacić Chorzowowi podatek, za kilka lat otworzą na stadionie targowisko, bo będzie to jedyny sposób na utrzymanie obiektu.
Autor artykułu: (wit)